English Start Malarstwo Grafika Fotografia Poezja Dzisiaj, blog Deutsch

Witaj dzisiaj, Tu i Teraz!

ględoły z niebiańskiej stodoły i natchnienia od niechcenia,
dziennik do Ciebie - blog 2001 - Kreuzberg Berlin

Wis - Wiesław Sadurski


 

Umieszczam na stronach Tu i Teraz wpisy z Księgi Gości, którą zlikwidowałem, ponieważ gangsterzy ładowali w nią swe reklamy do 50 razy dziennie.

 

08.03.2001

Od dwóch lat pracuję w sieci. Uczyłem się .html, tworzyłem stronice. Także Galerię, gdzie przedstawiałem twórczość przyjaciół, których sztukę lubię. Po angielsku, co pokazuje miarę wyobcowania - bowiem ani kontaktu z Polską, z której wyjechałem przeważnie 1970, ani z Niemcami, gdzie żyję od 1978.
W czasie Bożego Narodzenia byliśmy z córką w Polsce, dnie i noce spędziłem przy komputerze siostry z polską tastaturą, pisząc polską wersję wisarts. Po powrocie do Berlina kontynuuję prace do dzisiaj.
W międzyczasie zrobiłem od nowa nawigację, już w 3 językach. Galeria Przyjaciół zaczęła rosnąć - i przerosła moje możliwości! - dzisiaj zaprzestaję prac. Przyjaciele wybaczą, bo co mają robić! A było już 15 artystów, wiele poezji i prozy w 3 językach. Piękne sprawy! ale oto w nocy postrzegłem, że od wielu nocy robię korekty czyichś książek, że od tygodni pracuję nad czyimiś obrazami, że nie widzę możliwości, aby coś jeszcze pomalować czy napisać. Porzucam Galerię, kończę prezentację własnych prac i mam nadzieję, że lada dzień umoczę pędzel! sobie a muzom w sieci. A ja przestanę wreszcie zajmować się dorobkiem. Będę malował, miał czas dla córki, żył marzeniami o filmach.
Będę znowu dzisiaj.

 
samotność jest ogromna słodka świetlista,
ma miejsce dla każdego listka człowieka,
pomieści galaktykę łatwo jak dzisiejszy smutek
 
20.03.2001

Pułapka Skończoności, klatka życia i śmierci. Coś mnie uchwyciło nie wiem kiedy - i trzyma. Ustawiona przez ludzi i kulturę? Czy może tworzę ją trudem życia?

Krzyś gawędzi o potrzebie kontaktu z bratnimi duszami... - A czy są jakieś inne? - pytam.

W jaką nie spojrzeć stronę granica między skończonością a nieskończonością robi się przejrzysta, płynna, rozwiewa się w pierwszym lepszym powiewie natchnienia. Zwłaszcza wiosną. Zwłaszcza w śniegach.
 
21.03.2001

Od 4 miesięcy robię wisarts po polsku i niemiecku; angielska wersja funkcjonuje od lipca 2000, teraz odmieniona po raz trzeci.
Od lipca miałem też Galerię na mej stronie, wspaniałe dzieła wielu artystów. Zrezygnowałem.
Żeby mieć czas!

Będę miał wreszcie czas! tyle czasu, że jeszcze mi się w pale nie mieści! - na malowanie obrazów, - pisanie do Ciebie na tej stronie, - robienie filmów, czego zakosztowałem przed dwoma laty i porzuciłem, aby uczyć się HTML.
A najpierw pójdę na pierwszy w roku długi spacer przez ogrody nad rzeką, napiję się kawy w Cafe Jenseits. Przekonam się, czy istnieje świat zewnętrzny, jako, że w naszych czasach nie ufa się pogłoskom.
 
na temat reinkarnacji:

Byłem kiedyś szarą gąską
i znosiłem jajka.
Dzisiaj jestem starym koniem,
nieskończona bajka.
 
22.03.2001

Czuję potrzebę, aby komunikować me uczucia, myśli i zajęcia na bieżąco. Potrzebujesz wieści z wariatkowa? różnych treści, przeważnie dobrych, bo kto ma czas na inne, pytam?
 
23.03.2001

Noc tak spokojna, że słyszę kwiaty otwierające się na powitanie poranka. Teraz trzeba je podlać!
 
24.03.2001
Veronique Sadurski, 2001, Fotografia Wiesław Sadurski
Veronique (moja córka, 14} i Api (koleżanka, 34) spędziły wczoraj godziny tłumacząc teksty wisarts na niemiecki. Mówię nieźle, mam ogromny zasób słownictwa, nie poświęciłem jednak minuty na gramatykę. Czuję natomiast wszystko co nie gra. Dzisiaj koryguję te przekłady, szukam właściwych zwrotów.
Vero sprzątnęła rano cały dom i odkurzyła, jest dumna, prowadzi dom, chociaż przed rokiem nie można było nijak nakłonić do zmywania. I jakie atrakcje! Chodzi do gimnazjum, uczy się nieżle, i aktualnie gotowa na każde poświęcenie, aby tata pozwolił godzinę lub dwie chattowania w internecie wieczorem!
A dzisiaj poszła na pierwszą randkę!
 
25.03.2001

Błogosławiona niedziela licznymi śniegami i mokrą wichurą.
Przed 20 laty pisałem powieść, która miała kształt listu do przyjaciela, tekst literacki i osobisty zarazem.

Pomysł następujący:
bohaterem powieści jestem ja. Oto daleki przyjaciel, niejasna i kiepsko opracowana postać, pisze do mnie o fakcie wymiarów kosmicznych i komicznych zarazem: wprawdzie jestem człowiekiem z krwi i kości, matki i ojca, itd, ale też różnię się od innych, bowiem w momencie śmierci wszystko, co przeżyłem, doświadczyłem, poznałem zmysłami, intelektem, intuicją, co przeleciało snami i jawą przez neurony i plany energetyczne - poleci jako wiązka informacji na planetę w gwiezdnym układzie - aby mówić o tym, jaka jest Ziemia, i życie na niej, i człowiek...
Jestem więc rodzajem sondy kosmicznej.
Skoro tak - a mam powody, aby wierzyć przyjacielowi i jego historii - to chcę się przyjrzeć, co będzie treścią Przekazu, gdy życie się dopełni. Postanawiam więc pisać, codziennie, przez rok. Akt samowiedzy. W planie ogólnym.
Bo w planie szczegółowym nie wiem odtąd, co jest ważne, co nie: w obliczu nieznanego wszystko jest równie nieznane... I wszystko równie istotne albo i nie.
Pisałem zatem przez okrągły rok, było tego kilkaset stron, pomysł jak worek, do którego można wrzucić prawdy i złudzenia, sny, wiersze, marzenia. Skupiłem się nad tym w rozproszeniu, wracając ze szczytów 2-letniej pracy kreacyjnej do świata przepisów i ludzi, wiz i zezwoleń (albo zakazów), przenosząc się do Berlina Zachodniego.

Czyli to było dawno. A dzisiaj? DZISIAJ zaczyna się tu przed Tobą, jest skierowane do Ciebie. DZISIAJ nie ma fabułki fantastycznej ani zamiarów.
Interesuje mnie to, co jest, śmiało w każdą stronę nieskończone, nie daje się ograniczyć w wierszu ani obrazie. Łatwo natomiast znika za przesłonami opinii, wyobrażeń.
 
Remi zadzwonił z Norwegii i zapowiedział myślenie o powrocie do Berlina. Życie w naturze okazuje sie z dala od życia w kulturze, bowiem wielkie miasto oznacza to właśnie, między innymi.
A ja przekornie żyję blisko natury (jeszcze tyle wielkich roślin do przesadzenia w przedwiośniu!), daleko od wielkiego Berlina, w samym jego środku. Czasem spacer, żadnej kultury. Jako konsument zanikłem zupełnie.
 
Dzień łagodny, bez strasznej pracowitości, bo Vero na wiele godzin odstawiła mnie od komputera. Zrobiłem okładki dla "Reportażu" (przed tygodniem) i "Końkuta" dzisiaj, na ten nieprawdopodobny przypadek, że znajdzie się jakiś wydawca...
Cuda się przecież zdarzają... Hej! tak naprawdę - nic innego się nigdy nie zdarza!
 
27.03.2001

Tylu ludzi się zabija, wiesza, wychodzi przez okno do innego świata. Nikt się nie rodzi na nowo?
Codziennie się uczę, zajmuje mi to jakie 20% czasu pracy. Wcale nie wydaje mi się, jakoby stan mojej wiedzy się powiększał. Jest raczej tak, jakbym mył jakieś zakurzone okna, widok robi się lepszy.
 
28.07.2000 czas 00:06:06
Imię:
josef
Treść przekazu:
na jetzt hatts ja endlich geklappt www.4canthof.de
 
05.08.2000 czas 19:09:49
Imię:
Api
Treść przekazu:
Glad to be your guest. The gallery is great ! Don?t forget the life lust. Api
 
09.08.2000 czas 11:06:37
Imię:
Andrzej Bieganowski
Treść przekazu:
Serdecznie pragne pogratulowac Ci wspanialej galerii. Naprawde masz sie czym pochwalic. I jednoczesnie pozwalasz spojrzec innym na Droge, ktora przeszedles. Pozdrowienia. Andrzej
 
10.08.2000 czas 19:21:06
Imię:
Andrzej
Treść przekazu:
bylem i widzialem. to robi wrazenie. szczegůlnie interesujace sa dla mnie nowe obrazy. wyglada wszystko niezwykle interesujaco. pozdrowienia
 
28.08.2000 czas 23:06:06
Imię:
Romuald Bartkowicz
Treść przekazu:
Dobrze by bylo, zeby Galeria miala jeszcze wersje polska! Nie kazdy rodak Autora zna jezyki obce na tyle, by moc sie w nich swobodnie poruszac... Ale podziwiam i zycze sukcesow.
 
30.08.2000 czas 23:25:19
Imię:
Jan Berdak
Treść przekazu:
Widzialem, bardzo ciekawe rzeczy!
 
31.08.2000 czas 01:40:13
Imię:
mordellus
Treść przekazu:
Gratuluje Wieslaw, dopiero teraz udalo mi sie znalesc twoje strony. Pozdrawiam Piotrek
 
Imię:
werner
Treść przekazu:
lieber wieslaw, alles gute - diese viele arbeit hat sich wirklich gelohnt und vielen dank auch von meiner seite... bis bald mal... werner
 
30.10.2000 czas 23:16:24
Imię:
Michal
Treść przekazu:
Kochany Wiesku, wszedlem na Twoja siec. Jest znakomita, genialna. Jest na najwyzszym artystycznym poziomie, przejrzysta, latwo dostepna. Reprodukcje wspaniale. Tyle ogladania, ze oczy puchna. Twoje rzeczy pojawiaja sie jak jakies deus ex machina. A czy Ty sprzedajesz swoje kosmologiczne obrazy? Musza chyba kosztowac majatek, bo tyle wymagaja pracy. Sa znakomite. Maja odwage pokazywac to, co jest tylko z pozoru banalne - Wszechswiat - i jest to Wszechswiat mistyczny i mityczny. Podrózujemy w kosmosie. I kazda forma i kazdy kolor znaczy nieskonczonosc. Natura, ktorej w naszej naturze nie ma... Chociaz w Twoim malarstwie nie tylko o kosmiczne wymiary chodzi. U Ciebie jest sprzezenie wiedzy i mistyki. Rzeczy z ostatniego okresu, te konstruktywistyczno-kosmiczne sa genialne. Tak czyste w swoim rysynku i kolorze, tak przez to oceaniczne. Oczywiscie Twoje stworzenie swiata jest tez zachwycajace... Gratuluje Ci z calego serca. Powinienes byc dumny stokrotnie z tego co zrobiles. Po prostu wchodzisz w pewien wszechswiat i wcale nie chcesz z niego wyjsc. I juz za pierwszym razem, kiedy wejdziesz, oswajasz sie ze "strona" na tyle, ze chcesz tam wracac... I pomysl, gdyby tam jeszcze oprocz poezji i malarstwa byly powiesci, opowiadania i Bog wie co... Ale z tym Bogiem trzeba uwazac, bo sie zrobi groch z kapusta. I bedziesz sie musial przekwalifikowac. A czy z tego wszystkiego pieniadze beda? Bo Kasa, jak sie mówi, zawsze jest wazna. Nie musze ci tego tlumaczyc, Tobie, co pół sezonu spedzil w Lappisie wylacznie na grzybach-kurkach. Powinienes siedziec juz dawno na pieniadzach, a Ty wciaz cienko przedziesz. Los artystow, czy glupota swiata. Stare, jalowe pytanie, na ktore nie ma odpowiedzi. Chyba na szczescie. Pozdrawiam i sciskam najgorecej. Michal M.
 
05.11.2000 czas 15:14:43
Imię:
Lena Moszkowicz
Treść przekazu:
Cosmic paintings the best. I try to paint the Universe and the Big bang lately as well. Twoje obrazy so duze. Czy masz studio? Bo ja maluje w domu. Siostra Michala, Lena
 
09.11.2000 czas 18:45:47
Imię:
filip
Treść przekazu:
Sprawdzam zmiany w galerii i ogladam sztuke...
 
22.12.2000 czas 01:59:56
Imię:
Mr. Ariel Eliyahu
Treść przekazu:
Beautiful Art ! Danke Shon ! Merry Christmas from Israel ! Happy New Year !
 
19.01.2001 czas 05:15:29
Imię:
O.P.Joshi
Treść przekazu:
Thank you I have sent you message . I highly appriciate your work and wish to be in contact with your activities. You are coordially invited in this beautiful oriental city of Jaipur. With regards, Yours Sincerely, O.P.Joshi
 

14.04.2001

To, co się myśli w sobie - liczy się tak samo jak to, co się mówi do kogoś. Więc wołam tu głosem - po posłuchaniu wszakże Polskiego Radia :

Hej, dławiduchy! krzykacze! prorocy wódy powszedniej! Nadchodzi dzień sądu ostatecznego kaca,
nie będzie się czego napić,
nie będzie czym głosić waszych punktów widzenia,
śmierć kosa niespożyta jest.

Zabierzcie ze sobą do piekła wasze śmierdzące poglądy, opinie, wyobrażenia,
nocniki pełne miłosnych nadziei i wzdychań,
zapakujcie dobytek, weksle, akcje, papiery,
przydadzą się po drugiej stronie na podsycenie ognia.

Hej, moczymordy bez światła, do was mówi wróg! W oślizgłym lochu ciała na dożywocie skazani
z żarliwą wiarą w rozpacz i ból,
bez chwili wytchnienia na człowieczeństwo,
kapłani bylejakosci i egoistycznego smaku,
dla was tu dniami i nocami
czuwa wróg!

 
20.04.2001

Nieskończoność. Jej aspekt matematyczny i plus minus, cóż na ten temat mi powiedzieć? Drugi aspekt ogólnie dostępny - przeżycie nieskończoności - wewnątrz, bo tam mają miejsce przeżycia, jakiekolwiek są.
Przeżycie nieskończoności powszechne jako tęsknota, pragnienie, nostalgia, przy czym człowiek nie uświadamia sobie, do czego tęskni, czego tak bardzo pragnie, czując, że nie ma możliwości spełnienia.
 
21.04.2001

Nic do powiedzenia, ale bez grzechu niewiedzy.
Od paru dni sprzątam pracownię, myję pędzle i podłogi a córeczka dzielnie pomaga. Takie nasze wiosenne wakacje. Chłody, śnieżyce, daleko do wiosny.
 
z Taittirya Upaniszady 2.6:

Kto przeczy Bogu, zaprzecza sobie.

z Chandogya Upaniszady 3.13.7:

Jest Światło, które świeci spoza każdej rzeczy na ziemi,
spoza nas wszystkich, spoza niebios, spoza naprawdę najwyższych niebios.
To Światło świeci w naszych sercach.

z Chandogya Upaniszady 8.1:

Przestrzeń wewnątrz serca jest obszerna jak to wielkie uniwersum.
Są tam niebiosa i ziemia, słońce, księżyc i gwiazdy, ogień, błyskawica i wiatry,
i wszystko, co teraz jest, i wszystko, czego nie ma:
ponieważ w Nim jest całe uniwersum a On mieszka wewnątrz serca.
 
22.04.2001

Trzeźwy wrak na morzu bezlitosnym.
Marzenia o wolności? Trzeba jeszcze tyle pracy, aby usunąć zimowe kurze i cienie! Patrzę na życie, takie pracowite! tyle naprodukowałem różności, że do końca życia trzeba będzie sprzątać.
 
23.04.2001

w okowach zimy pociecha z kaloryferów cywilizacji.
Przerwałem przed paroma dniami prace internetowe, Veronique ma ferie i sprzątamy dom, aby zrobić miejsce dla wiosny. Wczoraj umyłem pędzle, jutro malowanie.
A wszystko, bo uświadomilem sobie, że nowa wersja wisarts to jeszcze ze dwa miesiace roboty, a tu trzeba się ruszać i tańczyć, i sprzątać kurze.
Więc odpuszczam sobie, wszystko jest zawsze, nie ma co się śpieszyć, lepiej pomalować, aby wszystko miało nowe dekoracje. Zresztą, im dłużej trwa praca, tym dłużej wisi online Galeria Sztuki Przyjaciół, której w nowej wersji już nie ma.
 
26.04.2001

Pierwszy dzień słońca tej wiosny!
Spacer sprzątanie w południe godzina medytacji w słońcu.
Zainkasowałem honorarium, czego następstwa zaraz - bowiem zaprosiłem córeczkę na obiad do Cafe V, zamiast robić zakupy kucharzenia. Często, zwłaszcza teraz, w czasie ferii, gotuje Vero, bowiem potrzebuje większego urozmaicenia niż papa. Mnie wystarcza czarny chleb i brązowy ryż + warzywa jarzyny. Ulga, że córeczka przestała jadać mięso, od roku i chyba na zawsze.
 
28.04.2001

- Tatusiu, mógłbyś mi trochę pofrankensteinować? - pyta córeczka, - bo mi nudno.
 
07.05.2001

Już tydzień maja! Leniuchowałem w słońcu, bo gdy się pokazuje - nie ma ważniejszych zajęć. Mnóstwo gości dniami i nocami, jakby się o mych wakacjach zwiedzieli. Halinka z Warszawy na spotkanie po ćwierćwieczu, Adi tryskający ekstatyczną energią po powrocie z Nepalu, Per obdarowujący mnie na sezon keyboardem Yamaha, aby mógł grać, Michael śmigający na saksofonie, Babu ze swymi tablas, Adam na flecie, Krzysztof z synkiem, Carmelita z córeczką Afra w wieku Vero, Piotrek, przez którego prześwieca święty Franciszek.
 

Reshad Field


Ten świat to teren polowań
na wiedzę.



Jeśli nie wiemy,
że brakuje nam wiedzy,
wcale jej nie szukamy.



Myśląc, że wiemy
cokolwiek absolutnie,
nie wiemy nic.



Popatrz na rozziew
między
tym, co wiesz
a
tym, co chcesz wiedzieć.
 
13.05.2001

Olśniewająco słoneczne a nocami chłodne klimaty. Jestem brązowy, oddycham. Po latach jeszcze raz czytam Steda "Fabula Rasa", tę wzniosłą książkę, której nie mogę trawić. Człowiek-Nikt wznosi na każdej stronie groźny palec wielkiego inkwizytora, i nie popuszcza. Przed 20 laty, nie, jeszcze dalej, ktoś przywiózł mi z Polski numer "Twórczości" z pierwszą połową tej prozy. Wzruszyła mnie wtedy, zachwyciła.
 
11.06.2001

Dwa tygodnie w stanie skrajnej pracowitości, 14 godzin dziennie. Dzisiaj na sztywnych nogach wyszedłem na spacer i płakałem z rozczulenia. Bzy, jaśminy, róże kwitną! pachną! Wszystko zmartwychwstało, kwitnie, ćwierka, weseli i kląska. A ja klikam na komputerze!
Nie, pożytku z tego nie ma. A kto powiedział, że mam być pożyteczny! Przecież aspołeczny.
 
16.06.2001

Trudno o Wglądy - gdy się ma Poglądy.
 
Przed 20 laty miałem tu setki znajomych, przyjaciół. Potem odmówiłem uczestniczenia w zbiorowych występach artystycznych. Nie chciałem żadnych wystaw, przestałem bywać. Potem dostałem córkę, a gdy po roku mama poszła - na nic więcej nie miałem czasu. Teraz córka dorasta, mam trochę luzu.., ale przecież pracuję, przestało mnie interesować życie towarzyskie, kultura i spędy. Nawet przyjaciele, odwiedzają, nudzą okropnie. Komentują, wspominają, oceniają, przepowiadają. Nudne jak telewizja!
19.06.2001

Zrobiłem nową okładkę dla "Elegii", muzycznej CD. Produkcja odwlekła się o pół roku, w międzyczasie przestał mi się projekt podobać! Nowy projekt ma złociste teksty, podświetlone słońcem. Pięknie! tyle, że reszta - tylna strona i nadruk na CD też już nie pasują. Czyli jutro dalej!
 
20.06.2001

Poszedłem na kawę w Zaświaty, zrobiłem zakupy i pół godziny w słonku, wyjrzało po tygodniach chłodu. Vero u koleżanek, ja zajmowałem się okładką "Feniksa". Ciekawe i pracochłonne - design dla kogoś. Booklet ma 40 stron w 3 językach, mnóstwo fotografii. Mój ostatni obraz idzie na okładkę, ale jeszcze 5 linijek tekstu, który trzeba podświetlić, obdarować cieniem, lekko wypukły relief, przebiegi barwne...
 
21.06.2001

Miałem piękne myśli podczas zmywania garów, podchodzę do pisania i miarkuję, że zostały mi tylko literki!
Jak mawiał kolega: - Myślałem, mam orła na ręku, a zostało mi co? - i dramatycznym gestem pokazywał już pusty kielonek.

Pracowałem noc całą, położyłem się o piątej, nie mogłem zasnąć! Wstałem, naparzyłem jeszcze jedną mocną herbatę. Córeczka wstaje, i oto zastaje mnie przy przesadzaniu konopi na balkonie. Ciasno miały w skrzynce, dostały doniczki.
Rośnij trawko wysoko, jak pan myśli głęboko!

Rozkwitły na balkonie białe i różowe oleandry, zapachy miłosne. Datura wzrasta wolniej, długie chłody wiosną, a kocha upały. Pierwsze pąki hibiskusa.
Ojciec był gospodarzem jak się patrzy! ciekawy nowości, prenumerował gazety rolnicze, czytał i stosował recepty i przepisy. Ach! poszedł bym do tego XX-tego wieku za pługiem, słuchał krakania wron ubiegających pędraki, i oddychał świeżym zapachem gleby z odwalanych skib i końskiego łajna...
Co? nie, bez łajna się nie da! Końskie łajno pachnie - konie są wegetariańskie!
Vero goni mnie spać. Nie pójdzie do szkoły, jeśli się nie położę! A ja twierdzę, że bez pogotowia nie da rady! Tu trzeba sanitariuszy, kaftana, środków - uśmierzających ból istnienia mianowicie, który nie daje spać!
Oj, życie, życie, czemuś ty tycie!
 

25.06.2001

Przyszło mi coś do głowy ważnego, o życiu. Ale zanim zdążyłem zapisać - odeszło. Do nikąd.
Nikąd, moja prawdziwa ojczyzna.

Powołuję się na swój wiek, aby móc się bezkarnie dziwić! Odwiedził mnie nocą Misza, żeby ponarzekać. Biedny, zeszczuplał, zapracowany! Od dziesięcioleci bez wytchnienia pracuje nad sobą. Mięśnie zwiotczały, zmarszczki oblicze wyszlachetniły! A praca nad sobą nie przynosi dochodów! A Urząd Socjalny twierdzi, że trzeba się przekwalifikować. Misza twierdzi, że to wszystko śmierdzi.
O, daj mu Panie, jaśminu pod główkę.

Na Sprewie za oknem biało-czerwone chorągwie - wiozą rodacy piasek na berlińskie budowy.

Wpił się Jasiu zębami w mięso Nieznanego!

Serce jej zranił, a majtki poplamił. Też Jasiu!

Co mi przyszło do łba, żeby zajmować się sztuką!? Nie mogłem zostać ogrodnikiem? wszystko pod moją ręką rośnie wściekle! Albo profesorem od kolankowania? Dorobiłbym się, miałbym parę krawatów, kaleson, które by do mnie w szafie tęskniły. A tak? Straszny ćpak!

 
Wieczyste rozkwitanie racz jej dać Panie.
W żółtej uprzęży, z cygańskim zaśpiewem!
Zasypia na skrzydełku modlitwy, budzi się ze szlochem.
Jest wilgotna i ciepła, jest pramatką czarną. We włosach świszcze wiatr i szemrzą piaski podróżne, podniosła kurzawa zdarzeń malowana gwiazdami. Ale już się budzi.
A u lewego łokcia stoi pochyło dom, matka sypie tam ziarno ptactwu wszystko w technikolorze i ciszy. Dlatego, że daleko? Każdy mężczyzna odchodzi i ten też musiał odejść. Domek zębaty szczerzy na nią strych. Ona wchodzi bez lęku, całuje małego czarnego kotka w czoło i mówi mu: - Zabij! - mówi mu: - Idź do niego i zabij.
Jest pramatkę czarną a kotek czarny. Skacze przez lufcik, już go nie ma. Ona zaciska kciuki i mówi i mówi, mówi. Wciąż to samo, bo wszystkie noce skupiły się w tę jedną. W maleńką noc pod gwiazdami, która teraz bezszelestnie przebiega po krawędzi dachu, skacze na konar leszczyny, już jest na ziemi.
Tak, cały czas pod gwiazdami. I w oczach ma gwiazdy. Czarne, nisko nad ziemią.
 
28.06.2001

W piątek lato szumi, w deszczu drzewa się rozwijają, serce wtóruje nieobliczalnym zmianom.
 
29.06.2001

Zamieszkałem tu przed 20 laty, okropne zadupie,
100 metrów w lewo zamykał ulicę Mur, naprzeciw okna, po drugiej stronie Sprewy była wieżyczka strażnicza, z której chłopaki po nocach gapili się do pracowni. Czułem na karku!
Każdej nocy!
Wyobrażasz sobie? młode chłopaki, ciemna noc na służbie, a naprzeciw lornety zawsze jasne okna, za którymi się dzieje!
I kto wie, może w sekretnych dokumentach policji specjalnych NRD są jakie fotografie mnie kochającego się na tyle sposobów z Caroline, cudnym kwiatem! albo akty Dorothei, jej sutki tak sterczące, że zarysowywały widoki wszelkie! albo Joya, miękkie przegięcie w radość chwili, uśmiech łagodzi płomień. Na tle wielkich płócien, obrazów zmieniających się bez przerwy...

Dzisiaj o północy za oknem najpiękniejsze kanonady sztucznych ogni, jakie w życiu widziałem! Nie ruszając się z miejsca po 20 latach jestem w centrum Berlina. Na Sprewie pływają statki z muzyką - a kiedy były te stalowe rekiny straży granicznej? Z okna widzę samoloty, pociągi, mosty, ulice.
Przyznam Ci się, gdzie nie spojrzę - patrzę w bezmiar.
Czy teraz, czy przed piętnastu laty, kiedy przyszły do pracowni dziewczyny w akcji robienia wywiadów z mieszkańcami podmurza. Dowiedziały się, że biorą udział w zbiorowej halucynacji! Wprawdzie zrobionej z betonu, drutów kolczastych i karabinów maszynowych, ale ani na jotę realnej! Twierdziłem, a panienki przerażone, takiego czuba w życiu nie widziały, że one podtrzymują w istnieniu tę halucynację, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, halucynację, której naprawdę nie ma, której nie ma w prawdzie!
Czujesz, o co mi szło, idzie?
Berlin, foto Wiesław Sadurski

"Granica nie przebiega między narodami, lecz między górą a dołem"

 
30.06.2001

Wieczorem, żeby przecież nie zwariować - pobiegłem na spacer w wietrze i zapachach lata.
W ostatnim tygodniu wiele godzin z Bernardem, robił korektę moich niemieckich tekstów. Znam język przez osłuchanie, nie uczyłem się minuty, przecież nigdy mi do głowy nie przychodziło, żeby tu zostać! I nadal piszę kiepsko. Więc Bernt robi korekty, a ja w zamian w przyszłym tygodniu będę skanował jego obrazy i przygotowywał do druku. Jak to w Kreuzbergu - Samopomoc Chłopska.
A Krzyś? znowu do Polski, dokupi parę hektarów chwastów, położy na chałupce nowy dach z bursztynowych łupków!
 
01.07.2001

W niedzielę o dziesiątej budzą mnie dzwony. Prysznic, herbata, skręt. Rozkwita lipa pod oknem i mieszkanie kąpie się w zapachu. Przed zaśnięciem patrzyłem w okno błękitniejące o świcie. Błękit przejmująco głęboki, jak na północy. Do czego tęsknię! Żyć chwilę lata na północy, wśród sosen i skał, palić ognisko w kamieniach nad brzegiem morza, spać pod gołym niebem owinięty w koc, mieć za przyjaciół zwierzęta lasu, nie spotkać przez tydzień ani ludzkiej duszy.
 
02.07.2001

Pan Ciekawao wychyla się z Tao,
jeszcze nie wiem do czego
tak znakomitego!

Jest mu wszystko jedno.
Jest tam, gdzie jest Jedno.

Ma zawsze czas,
skoro jestem raz.

- O co ci chodzi?! - pytam z nagła, ale jeszcze nigdy nie udało mi się go zaskoczyć!
- W czasach, gdy mi jeszcze stawało - zaczyna pan Ciekawao -
ale mu przerywam, ja piszę tu do dziecka w Tobie i proszę bez świństw!
 

03.07.2001

Otwieram tę stronę, aby pisać do Ciebie, nie dość mi kontaktu z ludźmi? był przecież Arturo (kompozytor i muzyk, to jego Feniks CD w pracy), z nim Ewa i - jak on ma na imię? ach, będą jutro, więc się znowu dowiem - muzycy od skrzypek, przyjechał teź Gernot i mieliśmy wgląd w Elegie i Feniksa, kontrolując daty i logos, których takie mnóstwo w muzycznym projekcie, aktualizując kody paskowe, wnosząc korekty. Wszyscy uradowani, dopięte! Do zakończenia sporo pracy - w następnych dniach montaż arkuszy do druku, co jest możliwe po ostatniej kropce. O północy zmęczenie radosne po dniu.

Natomiast teraz piszę do Ciebie. Dzisiaj mnie zaciekawiasz, jesteś tutaj anonimowo - nie wiem, do kogo piszę.
Nie, że chciałbym Cię poznać, na litość boską! już unikam poznawania nowych ludzi, zapraszania przyjaciół, bo wiąże się to zawsze z bla-bla i adzia-badzia; wolę zatrudniać ego przy czymś bardziej sensownym.
Latami nie pisałem listów, do czego teraz, jak widzisz, zatęskniłem.
Nic nie wiem o Tobie.
Ile wiem o sobie?

Co bardziej sensowne, niż bla-blanie?
Czuwanie!

Czuwanie mam na myśli, jak teraz, spokojną obecność czasów i horyzontów, słońc i galaktyk, miriadów żywych czujących istnień i całego nieskończonego uniwersum.

Czuwanie na skraju istnienia. Wychylenie w nieznane, jeszcze nie istniejące, ale tuż tuż! ten wyczuwalny na twarzy oddech pustki, ducha, niebytu, nieznanego! kiedy rozwija się w manifestację, aby też pobyć w wymiarze jawnym.

Czuwanie ma miejsce pojedyńczo. Jak umieranie, jak rodzenie się.
Najpiękniejsze czuwanie w miłości! Ten olśniewająco żywy paradoks, że 1 + 1 = 1.

Czuj! Czuj! Czuwaj!


OLIMPIADA, DEMOKRATYZACJA, PO CHIŃSKU!

Podniosłe chwile dla miliardów Chińczyków. Radość ludu i jego przodujących przedstawicieli!

Poprosiłem mego korespodenta, pana Ciekawao, aby wychylił się z Tao i poleciał do Szanghaja opukać komunistyczne jaja.
I o czym donosi na trzeźwo?
Na stadionach sportowych, gdzie wykonuje się publiczne egzekucje - rośnie trawa - zieleniutka aż miło od czerwonej krwi!
Idą wielkie zmiany!
Demokratyzacja! w publicznych egzekucjach będą mogły brać udział dzieci szkolne!
Skazańcy będą sobie mogli wybierać rodzaj śmierci! Stryczek? proszę bardzo! Gilotyna? Europa jest gotowa nawet do eksportu modeli z francuskiej rewolucji! Rozstrzelanie przywiązanego do lufy armatniej? muzea indyjskie są zawalone angielskimi działami, które to znakomicie robiły, chłopaki wreszcie zarobią.
Wyroki będą wykonywane demokratyczne - katów będzie się losować pośród przedstawicieli ludu, każdy będzie miał szansę! - czyli będzie miało miejsce hartowanie kadr!

Olimpiada posieje nowe idee. Wyobrażasz sobie? tyle zakutych łbów otwiera się na powiew zachodniej cywilizacji, kultury, demokracji! Coca-Fioła!
Jeszcze trochę, a będzie im można sprzedać tyle technologii, nowych systemów broni, kiedy się wreszcie z nami (sprzedawcami, politykami, sprzedawczykami) zaprzyjaźnią! Bez przyjaźni się nie da!

Tu byłoby miejsce na essay! Nie mogę, na takie tematy sram. Na stojąco! Trudne, przyznaję - ale praktyka czyni mistrzem.

Ewentualnie dopiszę, gdy będą nowe wieści od pana Ciekawao. Co to tymczasem poleciał do Makao, i ani chybi opala się opium w jakiejś jedwabnej spelunce, o jakiej my, Ty i ja, możemy tylko marzyć!

 
05.07.2001

Dzień pełen zgiełku; Bernard, korekta paru niemieckich tekstów, następnie robota dla niego: skanowanie pół setki obrazków i formatowanie; wpadł Krzysztof z synkiem, czyli następna herbata; moja wizyta u Reinharda o zmierzchu, po drodze kawa i bułka na śniadanie spóźnione w Zaświatach, w domu chwile z córeczką, która dzisiaj słabowita, wizyta Nika, pożegnanie córeczki do snu i jeszcze wizyta Andreasa do wpół do drugiej w nocy.

Cóż Ci teraz, o drugiej, napisać? Nie zrobię następnej herbaty, umyję zębów szczątki i pójdę pospać, w mój sen bez snów.
Nic mi się nie przyśni, jak zawsze.
Ale nie jestem nieśmiertelny, jeszcze nie, w tej inkarnacji nie będzie aż tyle...
Następne wcielenie będzie lepsze, gentechnologia, nanotechnologia, bioelektronika...
Przerobię się w smoka, będę latał na Oriona. Tworzył muzykę w gwiezdnych zawieruchach, uprawiał seks świetlny, umiarkowanie narzekał na długowieczność.
 
06.07.2001

- Vero, wynieś śmiecie po drodze, żebym miał czyste sumienie - wołam do córeczki, a ponieważ powiedziałem, że ten rodzaj apelów będę ogłaszał online - skutkuje! Porywa wraz z koleżanką worki ze śmieciami - i już jej nie ma! Dzsiaj wielkie party, zobaczymy się jutro. Dziewczynki uradowane, że nie było klasówki z historii, z powodu upału. A teraz: tatusiu, jesteś kochany, daj jeszcze parę marek.

Zielona sałata ze szczypiorkiem i owczym serem, do tego groch z marchewką ugotowany przez Api.
Przed 4 miesiącami zacząłem tu pisać do Ciebie i w głowie robi mi się na ten tamat jasno. Projekt jest bezterminowy, ciekawy w przestrzeni paru lat.
Zadzwonił brat z wieściami o zdrowiu w rodzinie a raczej chorobach, on sam w pracy jak skowronek. Obrodziło w rodzinie optymizmem, że hej! Chorobami, niestety, jak w każdej.
 
06.07.2001

Trzy ćwierci do śmierci! - powiedziałem do Bernarda opisując mą sytuację życiową, a on na to, że mam świetny tytuł!Trzy ćwierci do śmierci!mczasem - tu zawsze idzie o miłość! Dla miłości, w miłości, z miłością.
 
22.07.2001

Tak, udzielam gwarancji na moje płótna - na 500 lat. Jakby tak w roku 2345 coś nie tak - zgłoś się - poprawię! Zastrzegam się, dopłaty nie przyjmę.
 

24.07.2001

JĘZYK I METAJĘZYK
Nie wyrabiam w przedmiocie!
Uczyłem się angielskiego na studiach, używałem go wiele lat wśród ludzi temu językowi obcych - ale dopiero w trakcie budowy wisarts, przed dwoma laty, zacząłem po angielsku pisać. Nie powiem, powstało parę wierszy, których nie mogę należycie po polsku stworzyć - jakby zanikała w nich mgiełka humoru. Ale pisanie to kłopoty - i błędy! - i pomoce bliźnich!
Zamieszkałem w Berlinie i wcale nie chciałem się niemieckiego uczyć, zdawało mi się, że jestem tylko na chwilę, w drodze do ameryki. Chwila się przedłużyła, do dziś nie mam na bilet, a przez te 22 lata osłuchałem się języka niemieckiego, czytam równie łatwo jak po polsku czy angielsku, ogromny zasób słów, i potrafię się porozumieć bez trudu... Ale robię niemiecką wersję wisarts i muszę w niemieckim pisać! Mam zapewnione Twe współczucie?
A co na temat śpiewnego polskiego ojczystego? Ożył we mnie przy robieniu polskiej wersji wisarts, i oto piszę... To sukces, że się długoletnio zawziąłem i doprowadziłem do tego, źe córeczka mówi biegle po polsku, mimo, iż rodzina nasza dwuosobowa.! Ale patrz na mą pisaninę - myślisz, nie czuję słabości i opsnięć? Zdarza się - biegnę do słownika sprawdzać, czy polskie wierzby wciąż! przez "rz" !

W metajęzyku czuję się lepiej.
W metajęzyku potrafię po mistrzowsku milczeć! Do tego stopnia, że słońce zaczyna tańczyć po nocnym niebie, jak teraz.

 

02.08.2001 czas 10:44:35
Imię:
Christine Hankinson
Treść przekazu:
I came accross your images by accident. I am overwhelmed by their beauty. Do they exist on postcards?

 
04.08.2001

Prawie bezboleśnie przeszły, które to już? 61 urodziny. Córeczka do dziadka na Majorkę, mam wakacje w Kreuzbergu. Jak przystało na pracusia. Ostatnie dnie w słońcu i wietrze.
 
06.08.2001
Berlin, Sonnenuntergang, Photo von Wiesław Sadurski
Teraz! nie czujesz własnej nieskończoności? Jakoś fałszem gadanie, że rodzisz się, umierasz. Zamknij oczy, popatrz w siebie, zawsze tu byliśmy, zawsze będziemy!
Terror skończoności?
Jesteś w każdą stronę, jesteś wszystkim! jak Kasia i Basia!
Wszystko naprawdę! Dla ciała śmierć - dla Zucha Ducha kraina wiecznych łowów!
11.08.2001

Zrobiłem sałatę zieloną ze szczypiorkiem, papryką, ziołami, oliwkami, owczym serem, kefirem. Do tego dwie kromki razowego chleba, szklanka czerwonego wina.
Może wiadomości telewizyjne? nie, nie ma wiadomości, jest na ekranie kolega. Jaki siwiuteńki! Jak butelka wódki dobrze zmrożona, od wzruszenia oszroniała !
Sałata chrzęści w zębach, przerwałem gryzienie, aby posłuchać jąkania, jego głos skrzypi jak jak metalowa nakrętka od butelki, która się zacięła i odtąd się bez przerwy odkręca !
Hej, hej! przyjacielu poeto, wspominasz mnie czasem, stuknął byś się ze mną kieliszkiem. Nie! Nie i nie! Stuknij się sam! w główkę!

Ostrzę pióro osełką języka.
Wolałbym ostrzyć kosę przed pokosem na łące, ale cóż, wylądowałem w cywilizacji, ani kosy, ani łąki. Nawet pani Śmierć już robi raczej kombajnem.
 

DUSZA-CZŁOWIEK

Pomidor na wywrót, Kalosz do łokcia.

Dzsiaj chcę Ci opowiedzieć o kłopotach z mej własnej woli i niedoli.
Może go znasz? Nieduży, niegruby, niecałkiem łysy. Skromny, serdeczny, przyjazny.
Najlepiej się czuje, kiedy może pochylić się nad człowiekiem i pomóc. Potrzebujesz skuwkę do kufra po dziadku? On wie, gdzie jest kuźnia, stareńka i zabytkowa, można ją kupić i zrobić dobry interes, a przy okazji także skuwkę, koniecznie inkrustowaną ametystami, on wie, gdzie je można znaleźć w Sudetach.
Potrzebujesz drewniane grabie? On zaraz kupi ugory, posadzi drzewka, zaczekaj chwilę, las urośnie a on Ci wystruga takie grabisko, że hej! Nie będzie Cię nic kosztowało, no, podaj może herbatę i skręta, nalej szklankę wina.
Pokaż mu swoją pracę. Już jest zażenowany - nie, nie jest tak źle, ale on, gdyby robił, zrobiłby to o wiele lepiej. I wstydzi się przy tym, wstydzi się za Ciebie ! Przecież tu, gdzie jest czerwone, powinno być zielone ! Pomidor na wywrót !
Powiedz mu, że głupi. Nie ma szansy, żeby się obraził! Wykrzyknie z zapałem: - Wreszcie ktoś się na mnie poznał! A daj mu kielonka. Rozwinie takie skrzydła, że będzie trzy dni śmierdziało !
Dusza-człowiek. Ładnie brzmi, lubimy go nawet, jeśli nie za często.
To jakiś Francuz powiedział: - Boże, ustrzeż mnie od przyjaciół! Z wrogami sam sobie dam radę!

 
12.08.2001

Jest tak dobrze, że nie chce się im płodzić ! Chociaż lubią się ciupciać. Jak to idzie w parze! Popatrz na Robertę. Z dobrego domu, nieźle zrobiła maturę, świetnie skończyła studia, chociaż musiała na nie zapracować, aby móc żyć niezależnie od rodziny. Od dziecka lubi się dupczyć i robi to z każdym mężczyzną, który interesujący - a w naszych czasach nawet przeciętność jest ho! ho! To wszystko bardzo ciekawe. Próbuje nieśmiało sado i macho, bawi ją podglądanie, parę razy robi to w grupie. Zakochuje się wreszcie, żeby i to przeżyć! po ostrej tragedii miłosnej leczy się, robi terapię grupową pod batutą doskonałych psychologów, zaczyna rozumieć swoją naturę suki i ma przez parę następnych lat nieustanną cieczkę... Dojrzewa, ma mnóstwo znajomych, robi karierę. Trekking w Himalajach, surfing na Hawajach, foto-safari i Kilimandżaro.
Dziecko? to znaczy przecież przerwa w tych cudnych przygodach, zarobkach, planach, jebankach, to przecież mordęga, pampersy, niedospania, przerwa w karierze, słowem: ryzyko ! Roberta na to nie może sobie pozwolić ! No, może póżniej, koło czterdziestki,
 
14.08.2001

Lato piękne, siedzę w otwartym oknie, widzę wszelki rodzaj ruchu. Słońce zachodzi z lewej nad Berlinem. Mocny miodowy zapach kwitnących lip. I trud codziennego zmartwychwstawania.
Na Wydziale Płuczki Uniwersyteta Bzdeta.
 
16.08.2001

A co napisałem wczoraj, przy kawie na ulicy, w słońcu.
Sytuacja liryczna: spiekota, wiatr porywisty, pachnący, jak na południu, a słowa gorzkie.


(niektórzy) Badacze i Naukowcy, Powszedni Mordercy !

Mordercy noszą eleganckie kitle i modne krawaty, dosiadają najlepsze auta i żony, dorabiają się powszechnego szacunku i wartości doczesnych. Uważaj! pracują dla dobra ludzkości !
dla Twojego dobra !

Scena z życia i umierania:

Najpierw ktoś złapał te 5 małpek w dżungli. Musi przecież zarabiać na swoją rodzinę i wewnętrzną świnię. Od tego czasu małpy żyją w klatkach. Są w Wolnym Świecie, na utrzymaniu nauki, wpieprzając swe banany i marchewki pracują dla dobra ludzkości. One też! Wacek mówi, że mają lepiej niż w dżungli, bezpieczniej.
Do czasu ! coś za coś !
Pewnego dnia badacze robią im sztuczne zapłodnienie. Małpki noszą ciążę przez parę tygodni, mają się dobrze. Pewnego tygodnia badacze wstrzykują im do mózgów nieco substancji zawierającej ludzkie DNA. Małpki nawet o tym nie wiedzą, badacze mają świetny sprzęt i środki znieczulające. Wspomnieć o wieloletniej zaszczytnej praktyce?

Jeszcze parę tygodni i eksperyment wchodzi w następne stadium. Badacze (naukowcy: powszedni mordercy) rozcinają małpkom brzuchy, wycinają z nich płody i uśmiercają je, aby pracowicie, nie szczędząc wysiłków i środków, badać strukturę ich mózgów i zmiany w spiralach genetycznego kodu.

Mamom - niedoszłym ! - zaszywa się brzuchy, przydadzą się jeszcze parę razy, eksperymenty zaplanowane są na lata, wkrótce są zdrowe i znowu wcinają jarzynki dla dobra nas wszystkich. Zajdą jeszcze parę razy w ciążę, nic nie urodzą, same również zostaną zabite i pieczołowicie zbadane.

Niech Ci się nie wydaje, że uprawiam tu takie czy owakie wartościowania. Wcale! Nie odskoczyłem daleko od małpy, w takiej scenie z życia jest mi bliższa niż badacz.

Korzystam tu z prawa, którego małpa nie ma.
Pierwsze prawo człowieka: obdarzanie świata imionami.
Patrzę na to drzewko o białej korze i jaskrawo zielonych listkach i mówię: Brzoza.
Patrzę na tych faciów (bo to są przecież mężczyźni!) i mówię: Mordercy, Zboczeńcy, Psychopaci.
Tyle mam do powiedzenia?
Nie życzę sobie, aby wyniki badań tych morderców i zboczeńców w jakimkolwiek stopniu ratowały moje życie czy zdrowie!
Mam to samo życzenie, co małpki - zostawcie mnie w spokoju, pozwólcie żyć i umierać, nawet w głodzie i chorobach, w dżungli życia.

A co z Tobą?
Nie wydaje Ci się, że badacze potrzebują jeszcze ze 140 lat na odkrycie, że zwierzęta są żywe, inteligentne, myślące. A przecież każdy głupek to wie, gdy idzie z psem na spacer, karmi gołębie, dosiada konia.

Małpy nie chcą żyć w tym ludzkim zwidzie. Nie mogą tego powiedzieć. A ja, który mówię? Mój głos się nie liczy, nie ma ze mnie żadnego pożytku, mniej przydatny niż one.

Pamiętasz?
Przecież były na Ziemi takie czasy, nie tak dawno - gdy każde drzewo i zwierzę, ryba i ptak, i wszystkie żywe istoty - posiadały żywe i czujące dusze.

 

17.08.2001

Dzisiaj współczuję córeczce! jest na Majorce, ale daleko od raju, aż przykro. Z dziadkiem, rówieśnikiem taty. Bez koleżanek, co w wieku lat 14-tu oznacza samotność.
A piszę do Ciebie z ulicy.
Często chodzę na kawę w Zaświaty, bo tak się kafejka nazywa. Zamawiam przedłużoną, specjalność zakładu, o połowę mniejsza od zwykłej i dłużej parzona, z podwójną śmietanką. Biorę gazetę i sycę się głupi krwawymi wiadomościami świata.
Gapię się na ludzi i czyste chłodne niebo o zachodzie słońca.

Gazeta jeszcze na stoliku. Przechodzień - mały, włochaty z azjatyckich stepów, w długiej jesionce, grube okulary - pochyla się nad nią, zdejmuje okulary, chucha na nie i wyciera chusteczką, pochyla się jeszcze niżej i mamroce:
- Dzisiejsza gazeta, dzisiejsza, nigdzie nie mają jutrzejszej gazety, w jakim świecie oni wszyscy żyją! - i odchodzi, zakładając okulary, wcale mnie nie zauważając.

Stareńka pani, pewnie około setki, sunie wolniutko między dwoma laseczkami. Odpoczywa co parę kroków przez chwilę - i nie marnuje ani jednej sekundy ! - uśmiecha się do kogoś po prawej, skinie głową komu po lewej - i rusza pięć kroczków do przodu. Swoje przeżyła, wie, jak ludzie potrzebują życzliwości, spojrzenia, uśmiechu. Obejmuje mnie - młodego mężczyznę! - spojrzeniem pełnym współczucia i troski, jakby wiedziała, co było, jakby przeczuwała, co mnie czeka.

Dwóch faciów bliźniaczo do siebie różnych a tak bladych i chudych jakby przedwczoraj umknęli z Auschwitz, koło czterdziestki, widzę ich często, jak maszerują szybkim krokiem, z puszkami piwa w prawicach, do boju, albo stoją w cieniu wiązów Mariannenplatz z innymi kolesiami, w obłokach papierosowego dymu, głośno wymachują dłońmi. O czym tak zaciekle dyskutują? Ani chybi o polityce! o czym można mówić w papierosach i piwie !? Moje spojrzenie niepewnie obmacuje ten świat - heroina? dealowanie? piwna dieta na wieloletnim wyroku losu?

Ptak ma dwa skrzydła do latania, jak Ty do chodzenia.
Nazywam je niebo i piekło.
Im wyższe niebo, miłość, ekstaza - tym straszniejsze piekło, rozpacz i cierpienie. Oba skrzydła muszą mieć równe wymiary, aby ptak mógł fruwać. A ptak - ten ptak, którym się jest - koniecznie chce fruwać !
Ty chcesz być raczej ptakiem jednoskrzydłym? podobnie jak wszyscy? chcesz szczęścia i pokoju, ufności, bezpieczeństwa, dostatku, zachwytu, miłości.
Ptaku jednoskrzydły, zaprzyjaźń się ze swym bólem, zwątpieniem, rozczarowaniem, lękiem, samotnością, rozpaczą.
To Twoje drugie skrzydło, ptaku.
Ty jesteś pomiędzy skrzydłami, ptaku, w samym sercu lotu.
Skoro jesteś ptakiem !
Zupełnie inna sprawa, gdyby tak - krzakiem !

 
24.08.2001

Córka w domu. To szok kulturowy po 3 tygodniach słodkiej samotności. Jak miło! Jak inaczej!
 
17.09.2001

Miała miejsce 3-tygodniowa przerwa w moich zapiskach.
Dlaczego nie? na koniec sierpnia przyszedł chłodny dzień, przeziębiłem się na dobę, a przez następne dnie i tygodnie miałem temperatury 35 do 35,5 stopni.
Niemoc.
A od tygodnia wojna Ameryki, co mnie przykuwa do BBC, CNN... Nie mogę dzisiaj nic pisać w stanie szoku.
Głęboko oddycham. Załadowałem wisarts na serwer, po 9 miesiącach pracy to jak urodziny. Zrobiło się.
Sprawdziłem linki online, wszystko zdaje się działać. Nawet jeśli w kontekście zdarzeń zdaje się bezsensowne.

Pozdrawiam Cię w noc!
 

18.09.2001

Dzień dżdżysty, wielka cisza pod drzewami na spacerze, w południe, bo wstałem późno, już po drodze do łazienki włączyłem telewizor i BBC, po prysznicu wyszedłem, aby mnie obmył deszcz. Bo co więcej mogę? Żyć w pokoju.
W pokoju gawęda z Dorotą z Warszawy przy lampce czerwonego, i dokończenie butelki z Perem. W pokoju nasze rozmowy o apokalipsie. W pokoju kontrola wisarts online, zrobienie strony error 404, odpowiedzi na mails. Veronique u koleżanki po zajęciach chóru. Słychać teraz, wieczorem, tylko szum deszczu i aut za oknami, trzask płomyka świecy.
Ach, Dorota przypomniała, że to już za tydzień wybory w Polsce, więc czuję się zobowiązany - tak! przez pana Ciekawao, tego łobuza rodem z Tao! - do przypomnienia Ci:

Głosuj ! Wybieraj ! To ich tylko ośmieli !

Ja osobiście nigdy w życiu głosowałem. Jeśli to kiedykolwiek się zdarzy - oddam głos na Annę Jagiellonkę.

 

19.09.2001

Mam do powiedzenia? Siedziałem w słońcu godzinę, myślałem.
1. Potęga słów: miał miejsce akt terroru, ogłoszony jest jako wojna.
2. Indywiduum robi się ważniejsze, może być na miarę mocarstwa w nowym asymetrycznym świecie.
3. Ludzie gotowi na wyrzeczenie się prywatności! Większość jest uczciwa, nie ma czego ukrywać, chce żyć w bezpieczeństwie. To zmusi świat do nowej jawności. Orwell na wywrót.
4. Niewinni zginęli, niewinni giną, niewinni zginą?
5. Bardzo kruchy ten świat demokracji, osiągnięć, możliwości. Twarda nienawiść zrodzona z niedoli, krzywdy, ujarzmienia.
A miałem sen o Jerusalem: złote kopuły świątyń, wiszące ogrody, muzyki i śpiewy, nieustanny festiwal wszelkich religii, miliony turystów, miejsce pokoju i radości, święto nieustające.
A jaki scenariusz jest możliwy? Bomba nuklearna, w dzień później bakteriologiczna, a potem superwirus komputerowy niszczący komunikację.
Parę dni po zamachu w stanie szoku. Samoochrona organizmu. Otulina szoku znieczulającego ustępuje na rzecz bólu.

 
21.09.2001

Nie mogłem spać, mudżahedini nosili obozy szkoleniowe wokół mej głowy głośno tupiąc, wstawałem z łóżka i włączałem telewizor, piłem szklankę wina, nie pozwalając sobie na drugą, bo jakby druga, albo i trzecia, to wybiegłbym na ulicę i galopował na kolanach, bijąc się w piersi i krzycząc mea culpa, moja wina, moja bardzo wielka wina. Zasnąłem przed południem na sofie w kuchni, obudził mnie zaraz telefon Krzysia.
Zgłaszałem strony do rejestracji w wyszukiwarkach. Polskie i niemieckie, strony angielskie same się obsłużą, roboty wszystko o nich wiedzą.

Wojna, im bliżej, tym mniej sensowna. Lecą samoloty, płyną wojenne okręty. Czy Ameryka może sobie pozwolić na demonstrację sprawiedliwości, stopniowe odkrywanie winnych, stawianie przed sądem, ujawnianie prawdy? Czy odpowie terrorem na terror?
Wstrząsająca jest wiedza, jaką mamy o tych biednych krajach, co będą bombardowane, ruiny przecież, bo miasta dawno znikły. Terroryści w drodze, nie ma żadnych lisów w norach do wykurzania. W tej powodzi wiadomości był amerykański głos, by bombardować Afganistan żywnością.

Dwulicowość demokracji, o której mówiła nauczycielka na zebraniu rodzicielskim w gimnazjum Weronki. Mecz piłki nożnej - reklamy piwa. Maluszki dzieciątka maleńkie - i ciasteczka czekoladowe w kształcie papierosa. Prawda, ten mecz między Marlboro i Telekom. Ta iskra we mnie, gdy słyszę z telewizora zapewnienie reklamy: - Smak bez końca.
A wieczorem czy nocą, po wszystkich kanałach telewizyjnych biegają mordercy, psychopaci, zboczeńcy, biegają i troszczą się o wychowanie nas wszystkich? Veronique kończy 15 lat wkrótce i widziała już tyle samo, 15 tysięcy gwałtów, śmierci.
Pracuj ciężko, wydawaj dużo, zrelaksuj się przy kielonku i deserze kulturalnym w postaci paru trupów na minutę, jak dobrze pójdzie... Ach, dzień następny, zawsze dzień następny, aż do samej śmierci.
 

23.09.2001

Niedziela świąteczna, dzwony daleko i blisko w kościołach, słońce niemal jesienne w jasnym i chłodnym dniu, topole pachną odmianą, żółknięciem liści, zmianą barw i zapachów.
Jaki to szok kulturowy mnie spotkał i sukces? zepsuł się telewizor!
Takie wielkie mieszkanie i tyle w nim przestrzeni, ciszy. Żadnych obrazów z Manhattan, Kabul, świata. Herbata wieczorna, długa gawęda z córeczką. Telewizor, na jej nalegania, pojawił się przed rokiem. Na rok! Nigdy go mieć nie chciałem, to wszystko przez Vero... A teraz bez wiadomości ze świata cichutko.

Przeczytałem wczoraj "Anatema", wstrząsającą śmieszną powieść Michała Moszkowicza ze Stockholmu, którą mi przesłał mailem, prozę z czasów młodości i warszawskiego Krakowskiego Przedmieścia. Córka przybiegała parokrotnie z pytaniami, co się dzieje, czy ja jeszcze się śmieję, czy już płaczę... Fakt, śmiech do łez i przez łzy. Rozpoznaję charaktery, postacie, kolegów bliższych i dalszych we wściekłym tańcu podmiotu lirycznego tej prozy. Taniec grozy, ekstazy, rozpaczy, upojenia życiem. Tragikomedia ze szczętem indywidualna, ale i groźnie uniwersalna, jak Canetti, Bruno Schulz, Franz Kafka.

List od Henryka Wańka, z Katowic, z esejem "Inny Hermes". Odkrył, że Hermes urodził się 24 września 1731 roku w Peßnik, i zasuwa o nim żartobliwie żarliwie życzliwie. Przeczytałem parę stron w uważności i uniesieniu, tak pięknie pisane. Dalej po północy... ALE!
Kochany! "Już niebawem Trójcę Świętą zastąpią tricolorem" piszesz, zawzięty na to, co jest.
A słowo ciałem się stało! przeczytaj "Święta Trójca Widzialnego" na stronie Spektrale.

Odwiedziłem Ryszarda, niosąc mu CD z jego galerią, tzn. tym, co było galerią w wisarts przez pierwsze 14 miesięcy. Mary zrobi mu site, mnie przykro, ale nie wydoliłem, nie mogę prowadzić galerii, hej, a umieszczałbym w niej książki kolegów, jak te powyżej, i tyle obrazów już było i dalej już być nie mogło. Z Ryszardem i Luli już 5-letnią spacer po Kreuzbergu, a jakże. Zbieranie kwiatków na łące nad Sprewą. Myślenie o Kasi gdzieś tam w Kalifornii, Gudrun nie wiadomo gdzie, Zbyszku na Hawajach z maleńką Venus na ręku, Andrzeju, któremu nic się nie stało na Manhattanie, Marku w Warszawie, Bogusiu, co pewnie maluje opisuje to wszystko w pamiętnikach de Gaulle'a.

Mur berliński, foto Wiesław Sadurski

25.09.2001

Ciekawe, że kiedy bolą strasznie nerki i spala się telewizor - to wielkie sprawy świata kryją się jakby za świńską mgiełką cierpiącego ciała. A może ubyło mujahedinów od niedzieli?

Tymczasem pan Ciekawao śle wieści niecałkiem z Tao:
Powstaje RUROCIĄG PRZYJAŹNI, który połączy bogate kraje Północy i biedne kraje Południa! Kliniki, sale operacyjne, salony zabiegowe dostaną rurki i plon wszystkich operacji odtłuszczania pójdzie odtąd bezpośrednio dla potrzebujących.
Wyobrażasz sobie? milion brzuchów i tyłków oddaje swój tłuszcz dla biednych! bezpośrednio, osobiście, wspomagając biedaków w tych dalekich nieużytecznych, żadne to przecie rynki zbytu, krajach!
Biedaków się wspomoże, bogatym też będzie łatwiej - będą się mogli obżerać w świadomości sensu, uczestniczenia w tym wielkim planie obiegów losów, tłuszczu, kapitału.
Konsumpcja zatem jako akcja pomocy - nędzarzom i rynkom zbytu zarazem. Yin i Yang, Tao czasu kapitao.

A ogólnie i prywatnie pan Ciekawao dodaje, że kiedy jest tak, że nic tylko wyć - to dobrze jest się wygłupiać. Na pogrzebie babci upiła się krowa. Znasz to? dobrze, że nie...

 

26.09.2001

Córka przeziębiona! nie chce herbaty ani kąpieli ziołowej, chce być chora i już, nawet jeśli to mało atrakcyjne bez telewizora. Ja urodziłem rano kamień nerkowy, czarną perłę, bóle znikły.
Dzień z Bernardem, druk jego obrazów i redagowanie tekstów niemieckich wisarts. Wszystkie rozmowy z przyjaciółmi o tym szoku, który 2 tygodnie później staje się kulturowym, rodzi nowy świat, na dobre i złe.
Wczorajszej nocy umoczyłem pędzle w olejnych farbach i malowałem dalej, jakby nigdy nic, obraz porzucony przed rokiem. A co?! łagodności mi trzeba, spokoju, zapachu farb i terpentyny - normalności po tych komputerowych latach.
Bezwzględna naoczność tego, co na płótnie! hej!

O północy córka po kąpieli śpi. Malowałem parę godzin, na paru małych płócienkach, które od dawna do tęskniły. Śmierdzi olejami w domu, wszystkie drzwi na oścież. Jutro dzień zacznę od odwieszenia obrazów ze ścian, aby zrobić miejsce na nowe, mokre jak poranek stworzenia. A przed snem, w łóżku, parę notatek o Szklanym Człowieku.

 
27.09.2001

Przyniosłem ze spaceru pierwsze kasztany.
Córka zdrowa - jeszcze raz się udało. Popołudnie.
Malowałem do rana, mimo otwartych okien mocno pachnie farbami. Uprzątnąłem pracownię, adaptując ją do malowania - gotowe płótna do magazynu, nowe w zasięgu pędzla. Wiszą na ścianach, muszą parę dni podeschnąć przed następną warstwą. Postawiłem na sztaludze większy format, idę do pędzlowania!
 

28.09.2001, w południe

Wpadł wieczorem Michael, nieco bezsilnie dźwigając swój saksofon, a w chwilę póżniej Henryk Baranowski... i jak 3 muszkieterów walczyliśmy przy herbacie z czasami młodości, wspominając studia na filozofii i Krakowskie Przedmieście, kolegów, spotkania w Stockholmie, przygody.

Zelżała atmosfera w świecie? Amerykanie jeszcze nie bombardują.
Słyszę, kto przegrał w polskich wyborach - kto wygrał, dowiemy się za parę lat. W berlińskich gazetach jakby żal, że lewica nie ma absolutnej większości; obawy, że Polska nie da rady w rundzie przyjęć do Europy.

29.09.2001

Rynki zagrożone! Wspomóż osobiście! Szastaj się, pij, konsumuj - przeciw terroryzmowi!

 

30.09.2001 w południe

dzień deszczowy, myję pędzle. Ach! pomieszkać na południu! Przeciągać się w cieniu palm, albo i konopi!
A kiedy ach o konopiach mowa! - polscy wywiadowcy są słani na szkolenia do Ameryki, albo i w akcje do Afganistanu. Nauczą się palić haszu, tu czy tam, od jednych czy drugich! Alkoholowa solidarność narodu zagrożona, hej!

Że się starzeję - nie dziwota, ale że kobiety, którym się podobam, tak się starzeją ! Wprost post !

 
1.10.2001

Przyjacielu, hej, Piotrze, piszesz, że życie pogrążone w mroku. A światłość wiekuista każdego fotonu, to co!? Nie biorą pod uwagę twych poglądów, lecą z płomyka świecy na stole parami we wsze strony świata.
Wiesz, co się dzieje?
Opowiadam córeczce, czego w płomyku nie widać: atomy się ogrzewają, elektrony przeskakują na dalsze orbity (ciekawe: nie-w-czasie), w trakcie skoku wydzielają pary fotonów, co lecą w przeciwległe strony z prędkością światła, są bowiem światłem.
Nim się wyśpię - będą po przeciwnych stronach układu słonecznego. Nadążasz?
Ten lewy w Galaktyce Łabędzia dostaje się w silne pole magnetyczne, zmienia własności, a prawy, oddalony o kilometrów tyle, że zer w liczbie nie znoszę - zmienia się w tymże momencie! Czyli co? komunikują się jak my? w ponadświetlnych szybkościach, tachionowych spinach? Fascynujące, kłopotliwe, jak mało spraw tego świata!
Kolega fizyk atomowy odpowiada z uśmiechem: - W rzeczywistości, tej o 11 wymiarach, one wciąż są razem.
I bądź tu mądry!

Pomyśl, jeśli możesz czuć: priony, kwarki, mezony, leptony! chwała im wieloraka!
Leci takie "co-nieco", zderza się z drugim "byle-co". Unicestwiają się wzajem, tworząc kupę nowych cząstek, z których jedna jest cząstką "co-nieco", co dopiero zmierza do kolizji!
Co to jest grane na waltorni bytu? co się robi z czasem? A tobie w życiu ciemno!?
Piszesz, masz rozbudzony zmysł zwątpienia, krytyki. Zdrowe to na codzień? W kosmosie-misterium stosowny jest raczej zmysł grozy i zachwytu. Prowadzi dalej.
 
2.10.2001

Gita. Warszawa lat 60-tych, studia filozoficzne, była na nich wyłącznie Europa; bieganie po antykwariatach w poszukiwaniu żółtych książeczek Wydawnictwa Polsko-Indyjskiego z Bombaju i przekładów Wandy Dynowskiej.
To było źródło lektur poezji i ducha Indii, pierwsze zetknięcie, okropnie przeszkadzały mi młodopolskie poetyczności przekładów. Nie mogłem dociec sensów. Może jesteś w lepszej sytuacji dzisiaj.
 
Berlin, St. Michael Kirche, foto Wiesław Sadurski5.10.2001

Widzisz po drodze liście żółknące, złotniejące? Tyleż mam do powiedzenia.
6.10.2001

Ostatnie wieści: Osama bin Laden w drodze (przez Babilon, Mezopotamię) do Holandii, aby stawić się przed międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości w Hadze. Damaga się procesu pod nadzorem ONZ, poza tym nie stawia warunków. Oświadcza w wywiadzie z p. Ciekawao, że chce uchronić narody afgańskie od wojny. Twierdzi, że proces ujawni prawdziwego terrorystę, czyli amerykańsko-europejski imperializm!
Rosja przystąpi do NATO, będzie chronić jego południową flankę przed atakami czeczeńskich terrorystów!

Większość ludności gotowa rezygnować z prywatności na rzecz bezpieczeństwa. Ty też? A na to Benjamin Franklin:
"Człowiek, który jest gotów poświęcić wolność, aby uzyskać bezpieczeństwo - straci jedno i drugie."
 

8.10.2001

Świat coraz ciekawy dla nieśmiertelnych! Nieutulona samotność w płomieniu!

Brat Pędzel biega co dnia po ugorach płócien, jak gupi. Nie powiem, nie pokażę. Zacytuję córkę. Zapytana, co widać na nowych obrazach, mówi: - Widać, że tatuś od dawno nie malował.
Przyszłość jest nie-ciągła.

 

Przyjdzie tu kiedyś Szeryf Jezus i zrobi z wami porządek !

 

9.10.2001

Jogin, którego przekład umieszczam w Poezji, rzekłby:
- Synu, nie ma wojny, braku wojny, ani nadmiaru wojny; nie ma niczego, co bombarduje, niczego, co nie bombarduje; nikogo, kto umiera, nikogo, kto nie umiera, nikogo, kto nie nie umiera...

Pragnienie dręczy malarza: skończyły się terpentyna i olej. Nobel dla fizyków odkrywających nowy stan materii. Cool.

 

10.10.2001

Słoneczny wietrzny dzień pośrodku Mariannenplatz. Wielkie topole szumią w wietrze. Cztery punk-dziewczyny gaworzą z dziećmi pośród poszczekiwań gromadki młodych psów. Pod Dom Bethanien podjeżdża bus i przez 10 minut wysiada z niego 5 staruszek, podtrzymywanych przez dziewczyny w drodze na obiad. Po lewej młoda szczupła kobieta siedzii marzy. Chmury szybkie ciągną od Atlantyku, przynoszą słoneczny tydzień. Interesują mnie losy świata - tak bardzo, że nawet w potężnym szumie drzew słyszę świst rakiet, milion komentarzy we wszystkich językach, wybuchy bomb i terkot salw, krzyki, krzyki stron świata, złudną muzykę współuczestnictwa.
Dotkliwie wyraźne kolory jesieni, refleksy słońca migocą na liściach, tkanka rytmów widzialnych, słyszalnych, pachnących.
Mógłbym zu zostać na zawsze - gdyby nie czas!
Słoneczny kamień w drugiej godzinie robi się twardy, Veronique wraca ze szkoły, trzeba coś zjeść, a potem na pocztę, gdzie czekają paczki, dla niej łakocie kosmetyczne, dla mnie twardy dysk, a jakże, 60 Giga. Nadchodzi gdy maluję, chodzę, tańczę, i ani mi się śni ślęczeć przy komputerze. A! kupić olej i terpentynę! ważniejsze niż wino.
W szumie drzew rysują się łagodne koegzystencje: wstaję wcześnie, maluję, idę z kamerą na obchód, wracam na obiad z córką, potem ona odrabia, ja maluję, a nocą parę godzin dla komputera.

Tak, wirtualna galeria w pejzażu - obrazy wiszące między drzewami wzdłuż polskiej drogi.

 

11.10.2001

Umarł Jan Lenica. Płacz, serce nasze.

 

13.10.2001

Iluzoryczne plany, marzenia, nawet dotychczasowe lęki. Wszystko inne. Zdawało się, że technologia przyśpiesza aż po zawrót głowy. A teraz? historia dzieje się na oczach! przyśpiesza, otwiera nowe możliwości istnienia, a wszystkie ciekawe, że o dupę potłuc!
Wojna, nowa, trzydziestoletnia, śpieszy. Współczuję, musisz mieć z tym wszystkim sporo kłopotów. Jak dalej pisać książkę? Jak oszczędzać w niepewności? Nie można już naiwnie cieszyć się zakupami, udział w party wydaje się niestosowny, kino nieciekawe, wyjazd na wyspy szczęśliwe niebezpieczny...
Jak dalej żyć?
Jakby nic się nie stało! Dzień upalny, słoneczny, babie lato w Berlinie. Córeczka wraz z Lilith na Koncercie Młodych, rano się przywitaliśmy i zaraz pożegnali. Dziewczyny bawią się, jakby nic się nie stało.
Liście tuż przy oknie złotnieją, jakby nic się nie stało, dzieci bawią się na ulicy głośno, jakby nic się nie stało. Jakby nigdy nic. Mam jeszcze parę godzin dziennego światła, do malowania!
Jakby nigdy nic.

 

14.10.2001

Demon jest bezpośredni: - Namaluj coś, co cię zachwyci - mówi - a wolno ci będzie dalej żyć! I śmieje się. Z przyjaźni, nie ze mnie.

 

16.10.2001

Cycki dla Talibanów !
Zdziwiło mnie stwierdzenie ambasadora Talibana w Pakistanie, ze 2 tygodnie temu, że Afganistan przygotowuje się do wojny bakteriologicznej. Dzisiaj się wyjaśniło.
Pan Ciekawao (pocałuj go w Tao) donosi o wirusie, zmodyfikowanym genetycznie, mającym świetne własności militarne. Jest lotny, infekuje przez dotyk, inhalację. Sprawia, że mężczyźni transformują się hormonalnie, dostają cycków, a wkrótce wypadają im włosy. Ma być zastosowany przeciw piechocie skalnej i jeździe wielbłądziej. Oczekuje się kompletnej dezintegracji (pozytywnej!) Talibanów. Dostaną cycków, wypadną im brody. Aby patrzeć, jak będą cienko śpiewać - w haremach Jemenu, albo jeszcze lepiej.

 
22.10.2001

Nieśmiertelność to jedyne lekarstwo na Twe problemy. Ale kto Ci wystawi receptę !?
   
Johnie, foto Wiesław Sadurski Chcę Ci przedstawić Johnie. Jest od pół roku. Wisiał to na sztaludze, to na szafie, a teraz znalazł miejsce w rogu atelier i cieszy się szczerząc wszystkie zdrowe, że pozazdrościć, zęby.
 

28.10.2001

Jesienna pogoda rzuca się na mózg. Zadeszczy, ubłoci, ani się człowiek spostrzeże. Znieść to, jak resztę, z hekatombą śmierci na frontach.
To nie jest dobry dzień na umieranie. Ani na zmartwychwstanie. Ani w prawo, ani w lewo, ani w każdą stronę. Spać nie moźna. Przebudzić się nie ma jak. Można by strzelić w ten głupi łeb, ale ktoś będzie musiał sprzątać.
Czyli co?
Znasz takie noce? Mam szklankę wina. Przyjaciół nieznanych. Pragnienia nie do spełnienia i strony świata, w które się nie udam. Nie ma pistoleta. Ręka do niego też nie ta. Czwarta rano, będzie świt? Gdzie bywasz, kiedy chwile robią się straszne?

 
30.10.2001

Słabiutkie, ale codzienne malowanie.
Praca dla wisarts; gości od paru dni Heather, wspomaga w korekcie angielskich tekstów.
Veronique ma tydzień jesiennych wakacji, obie dziewczyny szaleją w wielkim Berlinie. "Żeńska Pasja" w akcji - shopping, czyli zakupy. Jutro jadą do Kolonii - obejrzeć wystawę impresjonistów, popłynąć łódką po Renie - jak na ladies przystało. Też bym tak chciał!

Heather przyleciała w 10 lat później, wygląda młodzieńczo, jak zwykle niezwykle. Miłe chwile. Więcej przy okazji wizyt przyjaciół, którzy chcą ją zobaczyć. Wczoraj Ryszard, przedwczoraj Michael, Lance, Per.
Lance, Rainer, Heather, foto Wiesław Sadurski
Miała znowu miejsce zasadnicza rozmowa z córką - po raz dwudziesty w tych latach odmówiłem zgody na dziurkowanie uszu dla kolczyków. Opowiedziałem o liniach meridianów, pokazałem punkty akupunktury w konchach. Nic jej nie przekonuje - ale moja decyzja jest akceptowana; odmówiłem rozważań o tym, co się stanie, jeśli dziurki zrobi wbrew mej woli.

Znam twarze, Moniko, którymi przesłania się rozpacz - kiedy tego wymaga praca, kontaktowanie z ludźmi, co to wszystko znajdują bardziej interesujące, niż czyjaś depresja. Prawda? ich obecność wymaga - tego mianowicie, żeby przetrwać chwilę z podniesionym czołem. A potem, od chwili do chwili, można dożyć sędziwej starości. Chwała bliźnim! Pamiętasz Hieronima Boscha, ten obraz, po którym ślepcy się prowadzą, aż do dzisiaj, aby można się było czasem z siebie szczerze roześmiać?

Andrzej mówi na pożegnanie: - Trzymaj się! - tak serdecznie... Ech, chłopie, życz raczej, żebym się puścił!
 

02.11.2001
Wiesław Sadurski i Johnie, foto Heathe Scott
Święto Zmarłych... Czy z tej okazji Johnie wpakował się do mego łóżka?

Póki wisiał na sztaludze - brałem go za mężczyznę. Teraz, w łóżku - nie jestem niczego pewny. Nie odpowiada na pytania, przeciąga się arogancko albo mnie głaszcze po policzku.

Nie można mu wytłumaczyć, czym jest to życie, ani skłonić do odejścia.

Myślisz, że to się kończy śmiercią?
Nie miej złudzeń, to się nigdy nie kończy, to jest z natury rzeczy nieskończone.

Poczekaj wiek, poczekaj eon, nieco cierpliwości!

03.11.2001

Jesień to pora żniw. Obrodziło latoś rzadko, ale kwiaty! Co na to Johnie?
Kłapie szczęką, ostrzega przed marihuaną, chociaż sam jej właśnie używa - do zasłonięcia genitaliów, a raczej ich nieobecności.
Wcale mu nie pokażę wczorajszej kompozycji, którą niżej umieszczam dla Ciebie!

Johnie i Trawa, foto Wiesław Sadurski
Legalise it, foto Wiesław Sadurski



Co to za słodki ciężar leży jej na sercu?

Kliknij, aby zobaczyć odpowiedź !

 

14.11.2001

Przygotowanie malarskie. Wiesz jak to idzie? Opiszę!
Kupuję blejtramy, czyli drewniane listwy. Składam je do kupy, montując z krzyżem z tyłu dla wzmocnienia, wszystkie kąty proste - co wcale nie takie proste! Obijam blejtramy płótnem. Do wiadra wsypuję klej w perełkach, zalewam wodą, nazajutrz jest jak żelatyna. Wcieram tę masę dłonią w płótno. Przesycha. Drugi raz. Przesycha. Trzeci raz. Przesycha.
Lekki szlif grubym papierem ściernym, po czym kładę cienką warstwę farby gruntowej. Przesycha. Druga warstwa gruntu. Drugi szlif papierem ściernym. Trzecia warstwa gruntu. Przesycha. Ostatni szlif delikatnym papierem ściernym! ileż razy mycie pędzla w zabiegach! Już jutro będzie można malować.
Skrzypią kości po tych zabiegach! Długi dzień pracy, kąpiel wieczorem, pyszny obiad ugotowany przez Heather (po polsku jej imię jest Wrzos), lampka wina i wytchnienie.
Myślisz może, że na tym dzień się kończy? Nie ma letko - to się dopiero zaczyna... Dotyk, pocałunek, uścisk. Wrzos wydaje się nieduża, szczuplutka, ale w miłosnym uścisku ujawnia naturę herosa - a moje ciało, co się latami mięśniom na pohybel przy stole zasiedziało - stara się sprostać... Nawałnica uczuć, magiel bezlitosny.
Co? teraz już nie wiesz, czy mi zazdrościć, czy współczuć?

 

15.11.2001

Zamydlanie oczu widokami raju!
Przedwczesne olśnienie skazańca.
Wiatr od początku świata.

 

16.11.2001

Co mi się marzy w tej nocnej godzinie?
Pokój na ziemi, chleb dla ubogich, wolność dla skazanych.
Muzyka, poezja, święto kolorów, wrzask dzieci chowanych bez reklam słodyczy.
Nie marzy mi się żadna łaska indywidualna, akceptuję bez zastrzeżeń zapalenie korzonków nerwowych, co od 24 godzin szerzy się jak pożar - od prawej kostki w kolano, biodro, przeguby dłoni, prawą skroń - i nie pozwala spać.
Co? pójść do lekarza? Na myśl o lekarzu sram ze strachu po nogach - pigułkami!

Jakże tu zresztą spać spokojnie? Klimat się psuje wieje, przez nieszczelne okna. Lodowce się topią - aby patrzeć, jak podmokną łąki. Pustynie się szerzą jak pożar. Meteoryt z Aldebarana zasuwa ku Ziemi. Krowa u Jóźków urodziła cielę bez ogona.
Nudzę może? to spieprzaj do swoich zajęć, ty kapciu zużyty przez onuce dziadków! Masz przecież plany, na które musisz zarobić! Masz rodzinę do wykarmienia! przyszłość do zbudowania!
Co ty tu w ogóle robisz?

 

17.11.2001

Nieskończone nie ma łatwo - tęskni do Ciebie... Marzy, aby twoimi oczami spojrzeć w nieskończony świat.
Dajesz mu szansę?!

 

18.11.2001

Mimikra - sprawa przykra!

 

21.11.2001

Nieśmiałe słońce listopada witane wrzaskiem wron, wilgotna mgła, zapach liści, radość, że człowiek może się wciąż poruszać, chociaż powolutku wśród bólu mięśniowych spazmów, patrzeć na niebo w purpurowych chmurkach, mieć nadzieję, że wszystko jest śmiertelne, się kończy,
"że nawet najbardziej zmęczona rzeka
znajduje ujście w wielkim oceanie."

 

25.11.2001

Koncert: Jan Garbarek & The Hilliard Ensemble - w berlińskim Dom, katedrze o wspaniałej akustyce, architekturze, w kolorach bieli i złota. Jedno z wydarzeń artystycznych życia. Szkoda, że Cię tam nie było! Saksofon Jana prowadzi i rozwija motywy gregoriańskie, ludowe i religijne w wydaniu czwórki Hilliarda; chłopaki śpiewają chodząc we wnętrzu katedry, muzyka i głosy w pełnej kwadrofonii istnienia, wielokrotne echa, klarowność i sporo zabawy, wielka ludzka czułość. Tradycyjne motywy i wzniosła improwizacja... Człowiek uczestniczy w pięknie piękna, sercu światła... Jakby niezasłużenie? Dziwne sprawy!

 

27.11.2001 czas 23:34:24
Imię:  
Janusz Koman
Treść przekazu:  
Gratuluje wspanialych pomyslow. Jezeli wyrazisz zgode chcialbym kilka z Twoich prac zastosowac na mojej stronie: www.jkoman.com Mecze sie dopiero kilka tygodni ale mam nadzieje, ze z pomoca Twoja moze za kilka lat troche sie naucze. Pozdrowienia - Janusz

 

27.11.2001

Pędzel do ręki - i zdrowie wraca !
Zapisuję tu receptę na wypadek przyszły - jak mnie choroba złoży do łóżka, trzeba mi dać do ręki pędzel !
Działa lepiej niż antybiotyk !
A co do muzyki - pisałem Ci o tym? Mam Apple program iTunes - tak ustawiony, że jak wetknę CD komputerowi - ten gra muzykę a w tle zamienia ją w format mp3 i zapisuje na dysku.
Po co to piszę? Żeby Ci powiedzieć - jak wszystkim znajomym - jeśli wpadasz na herbatę, to zabierz swe muzyczne CDs, w mgnieniu oka zapiszę i będę się cieszył.

 

1.12.2001

Włączam komputer jedynie, by odebrać pocztę i Ci oświadczyć, że cuda są na świecie !
Naprawdę ! nic innego w ogóle nie ma !

 

14.01.2002 czas 22:18:47
Imię:  
skotophelia
Treść przekazu:  
Eigentlich suchte ich nach Kunstdruckverlage in Berlin... und so landete ich auf Deiner Seite und bin natuerlich bei der vielfalt Deiner Arbeiten haengen geblieben. Einige davon haben mir sehr gut gefallen und es kamen eine Menge von Fragen auf. Ich werde wohl oefter mal vorbeischauen, wuensch Dir im neuen Jahr alles Gute und viele Auftraege. Gruß sko

 

15.12.2001 czas 21:45:24
Imię:  
sakshmi
Treść przekazu:  
hallo, ich bin auf der suche nach menschen, die sich fuer die malerei interessieren und selbst auch malen. so kam ich auf deine hp. mit freunden, ebenfalls maler, moechte ich mich gerne Łber malerei und kunst per chat unterhalten. wenn du oder auch anderes mal lust auf einen chat haben, besucht mich doch auf meiner page. immer donnerstag ab 20:30 ist jemand zum plaudern da. meistens gibt es ein thema, wird einige tage vorher im forum bekanntgegeben. deine seiten gefallen mir echt gut, werde oeffter mal vorbeischauen. gru? sakshmi http://www.sakshmi.de

 

15.12.2001

Zaniedbuję stronę. Siedem tygodni - wakacji? tak to nazwałem ! - z Heather. Odleciała wczoraj do Anglii, spałem w dzień, chodziłem nocą w pierwszym śniegu, malowałem bielą, teraz o szóstej rano daję Ci tylko znać, że jestem żyw i zdrowy, że zamierzam malować święta i zimę, daleko od Ciebie i tak blisko zarazem, samotnie i razem.

05.11.2001

Heather und Rainer, foto von Wieslaw Sadurski

Heather, foto von Wieslaw Sadurski
Veronique 2002, foto von Wieslaw Sadurski

Meine Tochter Veronique - today she is both offended and angry.
She attends her second school, feeling serious - and her Pa is making silly jokes with Johnie and marihuana!

 

 

17.12.2001, 4 rano,

po wielu godzinach malowania przez dzień i noc, rozmów, mailów, że jak ja w ogóle mogę !
Mam Ci sprawy do zakomunikowania !
są przedmiotem rozmów z córką od tygodnia i po wieczornej ostatniej zdaje się rozumieć o co chodzi, oczy zrobiły się jej wilgotne... A idzie o to, że odmawiam.

Odmawiam uczestniczenia w świątecznej rozpuście, odmawiam udziału w święcie konsumpcji.
- Postaraj się zrozumieć - proszę. - Tu nie idzie o Jezusa ! Najtęższe z zakutych łbów projektują ten obchód bezlitosny, obowiązki darowania i przyjmowania, choinki, bombki, prezenty od wszystkich dla wszystkich, opakowania radosne a w nich uczucia przez reklamę tworzone - wszystkie tak piękne, że o dupę potłuc! Wybyłem z tego świata. Owszem, wróciłem na czas ze względu na ciebie, córko, żeby ci zapewnić poczucie wspólnoty, rodziny, rozkoszowania się jadłem, słodyczami, bzdurami, jak na kapitalistyczne obejście przystało.
Tymczasem masz lat 15 i pora rozumieć prawdy tego świata... Proponuję i abstynencję, coś wyjątkowego, niedostępnego dla twych rówieśników. Proste pożywienie: chleb i mleko, ryż i sałata, do picia woda i herbata.
Nie będzie choinki, prezentów, deserów, bombek ni anielskich trąbek...
Jestem poganin.
Kocham Jezusa, ale ze wspólnoty wybyłem w imię anarchistycznej wolności. Z miłości odrzucam obrządek, porządek, rytuał. Ty, córeczko, przez lata mówiłaś, że najbardziej kochasz Jezuska a potem tatę, aż przed 3-ma laty odmówiłaś chodzenia na religię i oglądania tłustego pedała, co gładził chłopców po główkach różnych. Nie chodzisz do kościoła, rasowa poganka, jak twój ojciec.., nie wiadomo jak z matką, pozostaje nieznana...
Co świętować? co innego niż nieustające, cud życia i stworzenia, który na codzień, w każdej godzinie, teraz i zawsze? Proponuję, abyśmy pieniądze, jakie byłyby do wydania na choinki i bździnki, chochliki-pierniki, i tak dalej - przekazali dla afgańskich dzieci. Niech przeżyje jeszcze parę maluchów tę zimę, niech rozczarowują się boleśnie i osobiście do mułłów, kapłanów, osiołków i gwiazd! Niech mają szansę dowiedzieć się o niej, gwieździe betlejemskiej, co świeci nad krajami w wojnach i nieszczęściach...

Veronique zareagowała momentalnie, oczy się jej spociły, mam szansę akceptacji.
A co Ty na to? - Mario, Krzysztofie, Janie, Ewo, Michale, Jarosławie, Marku, Carmelito, Josefie, Moniko, Wando, Andrzeju, Magdo, Ryszardzie, Irku, Misza, Remy, Rotraut, Jerzy, Zbyszku, Jasiu, Catherine, Haniu, Halusiu, Henryku, Tesiu, Jakubie, Gertrudo, Horst, Bernt, Per, Michael, Barbaro, Rainer, Heather, Reinhardt, Api, Joasiu, Anno, Sylwia, co Ty na to - Urszulo, Renato, Bogdanie, Zygmuncie, Kasiu, Kai kochana i Ulrike, Edwardzie, Helenko, Beatko, Filipie, Marto, Marcinie, Tomku, Gienek, Józek, a co na to wszyscy święci?

 
17.12.2001, 5 popołudniem,

jeszcze przed chwilą drapałem się w ucho, tuż za nim była głowa - pamiętam! - a teraz krążą tam gromady galaktyk, pustka między nimi niezmierna, jakże ja złapię tę pchłę, którą przyniósł ostatniej północy kolega?!

Dom pachnie po myciu - zapach drewna, mirry i kadzidła. Vero wróciła ze szkoły, zjadła obiad, który przygotowałem (a co? a ryż brązowy gotowany z algami, tofu smażone na maśle, sałatka z marchwi i jabłek), pobiegła do biblioteki. Trwam głodny, lekki do pracy. Zaparzę herbatę. Pędzle, umyte rano w terpentynie a popołudniem wodą z mydłem, są prawie suche... Mam na myśli 8 godzin malowania.
 

18.12.2001
mail:
Dear Wieslaw, I want to express the joy my husband Dan and I felt when we discovered your paintings on the web this week. We wept with recognition and appreciation for how you have visually captured the Trinity's relationship with humanity and creation in all its vibrant mystery...

 
24.12.2001

W Polsce i świecie dzisiaj Wigilia, piękne świętowania. Natomiast u pogan - tylko pędzlowania !

Mam dla Ciebie życzenia pokoju, zdrowia, twórczej radości w rodzinie i pracy.
Wszystkiego najlepszego !
Światła wiekuistego !


Lubisz Stronicę? Podaj adres dalej! Zrób do mnie link!
| Start | Malarstwo | Grafika | Poezja | Fotografia | Dzisiaj | Design | Free | Sprzedaż Sztuki | Prawa Autorskie | Biografia | Linki | E-Mail |
© 2001 Wiesław Sadurski worldwide. Wszystkie Prawa Zastrzeżone. Website tworzona i utrzymywana przez Autora.
Autorska Galeria Sztuk Pięknych - Malarstwo, Grafika, Poezja, Fotografia, Druki Artystyczne - Wiesław Sadurski, polski artysta w Berlinie.