|
Usunąłem fotografie z tej strony. Najlepsze znajdziesz w dziale Foto. A przekłady
na nowej stronie w Poezji.
| z
ducha - wszystko co się rucha! Końkut |
|
| W pewnym sensie
wszystko jest ze światła, zrobione ze światła w Pierwszym Rozbłysku, ewoluujące w świetle, krystalizujące się w materie, przedmioty, i widoczne w świetle. Ze światła kwiaty na stole, stół przytulony do podłogi w grawitacyjnym uścisku obramowanym ścianami ze światła, ze światła grawitacja i umysł ją formułujący w równania. Świetlny szum autobusu w ulicy prowadzącej do światła, świetlna świadomość, co zgęszcza się w chmury i słońce. Palce ze światła, tastatura czarna z jasności, słowa z fotonów, amplitudy istnienia, harmoniczne architektury blasku, śmierć ze świecenia, oczy zmęczone ze światła, żółknące liście lipy, żółć i wszystkie kolory - wprost ze światła! Jesień jest ze światła, tęsknota do światła utkana z promieni, myśli ze słonecznych wiatrów, ból istnienia rozpięty w aureoli blasku. Światłość - w światłości! - nie zna czasu, jak miłość. Przeszłość i przyszłość to funkcje jesiennego wiatru. Wieje ze źródła, wprost ze światła! Źródło ze światła, spragnione usta ze światła. Świetlne wszystkie tajemnice, kromka chleba na stole, woda szumiąca w głowie, niespełniona udręka, pająk i jego sieć, i mucha ze światła. Wdech jest ze świata, a wydech ze światła, płótno z tańczących kwantów, a obraz ze światła. Światło prześwieca przez ludzkie pasje, piekła, iluzje, wniebowstąpienia, czyny straszliwe i wzniosłe; wszystkie się okazują z fotonów i prędkości świetlnych; ciemności okazują się przestrzenią światła, rozpacz okazuje się śmiercią dla światła; nie ma niczego, co nie rodzi się z blasku. W pewnym sensie wszystko jest nic, ale zrobione ze światła. Czytasz te słowa i jesteś ze światła, piszę te słowa, rozpuszczają się w świetle. Kto powiedział, że to ma być pojmowalne? |
|
| 08.03.2001 |
|
| samotność
jest ogromna słodka świetlista, ma miejsce dla każdego listka człowieka, pomieści galaktykę łatwo jak dzisiejszy smutek |
|
| 20.03.2001 Pułapka Skończoności, klatka życia i śmierci. Coś mnie uchwyciło nie wiem kiedy - i trzyma. Ustawiona przez ludzi i kulturę? Czy może tworzę ją trudem życia? Krzyś gawędzi o potrzebie kontaktu z bratnimi duszami... - A czy są jakieś inne ? - pytam. W jaką nie spojrzeć stronę granica między skończonością a nieskończonością robi się przejrzysta, płynna, rozwiewa się w pierwszym lepszym powiewie natchnienia. Zwłaszcza wiosną. Zwłaszcza w śniegach. |
|
| 21.03.2001 Od 4 miesięcy robię wisarts po polsku i niemiecku; angielska wersja funkcjonuje od lipca 2000, teraz odmieniona po raz trzeci. Od lipca miałem też Galerię na mej stronie, wspaniałe dzieła wielu artystów. Zrezygnowałem. Żeby mieć czas ! Będę miał wreszcie czas ! tyle czasu, że jeszcze mi się w pale nie mieści ! - na malowanie obrazów, - pisanie do Ciebie na tej stronie, - robienie filmów, czego zakosztowałem przed dwoma laty i porzuciłem, aby uczyć się HTML. A najpierw pójdę na pierwszy w roku długi spacer przez ogrody nad rzeką, napiję się kawy w Cafe Jenseits. Przekonam się, czy istnieje świat zewnętrzny, jako, że w naszych czasach nie ufa się pogłoskom. |
|
| na
temat reinkarnacji: Byłem kiedyś szarą gąską i znosiłem jajka. Dzisiaj jestem starym koniem, nieskończona bajka. |
|
| 22.03.2001 Czuję potrzebę, aby komunikować me uczucia, myśli i zajęcia na bieżąco. Potrzebujesz wieści z wariatkowa ? różnych treści, przeważnie dobrych, bo kto ma czas na inne, pytam ? |
|
| 23.03.2001 Noc tak spokojna, że słyszę kwiaty otwierające się na powitanie poranka. Teraz trzeba je podlać ! |
|
| 24.03.2001 Veronique (moja córka, 14} i Api (koleżanka, 34) spędziły wczoraj godziny tłumacząc teksty wisarts na niemiecki. Mówię nieźle, mam ogromny zasób słownictwa, nie poświęciłem jednak minuty na gramatykę. Czuję natomiast wszystko co nie gra. Dzisiaj koryguję te przekłady, szukam właściwych zwrotów. Vero sprzątnęła rano cały dom i odkurzyła, jest dumna, prowadzi dom, chociaż przed rokiem nie można było nijak nakłonić do zmywania. I jakie atrakcje ! Chodzi do gimnazjum, uczy się nieżle, i aktualnie gotowa na każde poświęcenie, aby tata pozwolił godzinę lub dwie chattowania w internecie wieczorem ! A dzisiaj poszła na pierwszą randkę ! |
|
| 25.03.2001 Błogosławiona niedziela licznymi śniegami i mokrą wichurą. Przed 20 laty pisałem powieść, która miała kształt listu do przyjaciela, tekst literacki i osobisty zarazem. Pomysł następujący: bohaterem powieści jestem ja. Oto daleki przyjaciel, niejasna i kiepsko opracowana postać, pisze do mnie o fakcie wymiarów kosmicznych i komicznych zarazem: wprawdzie jestem człowiekiem z krwi i kości, matki i ojca, itd, ale też różnię się od innych, bowiem w momencie śmierci wszystko, co przeżyłem, doświadczyłem, poznałem zmysłami, intelektem, intuicją, co przeleciało snami i jawą przez neurony i plany energetyczne - poleci jako wiązka informacji na planetę w gwiezdnym układzie - aby mówić o tym, jaka jest Ziemia, i życie na niej, i człowiek... Jestem więc rodzajem sondy kosmicznej. Skoro tak - a mam powody, aby wierzyć przyjacielowi i jego historii - to chcę się przyjrzeć, co będzie treścią Przekazu, gdy życie się dopełni. Postanawiam więc pisać, codziennie, przez rok. Akt samowiedzy. W planie ogólnym. Bo w planie szczegółowym nie wiem odtąd, co jest ważne, co nie: w obliczu nieznanego wszystko jest równie nieznane... I wszystko równie istotne albo i nie. Pisałem zatem przez okrągły rok, było tego kilkaset stron, pomysł jak worek, do którego można wrzucić prawdy i złudzenia, sny, wiersze, marzenia. Skupiłem się nad tym w rozproszeniu, wracając ze szczytów 2-letniej pracy kreacyjnej do świata przepisów i ludzi, wiz i zezwoleń (albo zakazów), przenosząc się do Berlina Zachodniego. Czyli to było dawno. A dzisiaj ? DZISIAJ zaczyna się tu przed Tobą, jest skierowane do Ciebie. DZISIAJ nie ma fabułki fantastycznej ani zamiarów. Interesuje mnie to, co jest, śmiało w każdą stronę nieskończone, nie daje się ograniczyć w wierszu ani obrazie. Łatwo natomiast znika za przesłonami opinii, wyobrażeń. |
|
| Remi zadzwonił z Norwegii i zapowiedział myślenie
o powrocie do Berlina. Życie w naturze okazuje sie z dala od życia w kulturze,
bowiem wielkie miasto oznacza to właśnie, między innymi. A ja przekornie żyję blisko natury (jeszcze tyle wielkich roślin do przesadzenia w przedwiośniu!), daleko od wielkiego Berlina, w samym jego środku. Czasem spacer, żadnej kultury. Jako konsument zanikłem zupełnie. |
|
| Dzień łagodny, bez strasznej pracowitości, bo
Vero na wiele godzin odstawiła mnie od komputera. Zrobiłem okładki dla "Reportażu"
(przed tygodniem) i "Końkuta"
dzisiaj, na ten nieprawdopodobny przypadek, że znajdzie się jakiś wydawca... Cuda się przecież zdarzają... Hej! tak naprawdę - nic innego się nigdy nie zdarza! |
|
| 27.03.2001 Tylu ludzi się zabija, wiesza, wychodzi przez okno do innego świata. Nikt się nie rodzi na nowo? Codziennie się uczę, zajmuje mi to jakie 20% czasu pracy. Wcale nie wydaje mi się, jakoby stan mojej wiedzy się powiększał. Jest raczej tak, jakbym mył jakieś zakurzone okna, widok robi się lepszy. |
|
| 14.04.2001 |
|
| 20.04.2001 Nieskończoność. Jej aspekt matematyczny i plus minus, cóż na ten temat mi powiedzieć? Drugi aspekt ogólnie dostępny - przeżycie nieskończoności - wewnątrz, bo tam mają miejsce przeżycia, jakiekolwiek są. Przeżycie nieskończoności powszechne jako tęsknota, pragnienie, nostalgia, przy czym człowiek nie uświadamia sobie, do czego tęskni, czego tak bardzo pragnie, czując, że nie ma możliwości spełnienia. |
|
| 21.04.2001 Nic do powiedzenia, ale bez grzechu niewiedzy. Od paru dni sprzątam pracownię, myję pędzle i podłogi a córeczka dzielnie pomaga. Takie nasze wiosenne wakacje. Chłody, śnieżyce, daleko do wiosny. |
|
| 22.04.2001 Trzeźwy wrak na morzu bezlitosnym. Marzenia o wolności ? Trzeba jeszcze tyle pracy, aby usunąć zimowe kurze i cienie ! Patrzę na życie, takie pracowite! tyle naprodukowałem różności, że do końca życia trzeba będzie sprzątać. |
|
| 23.04.2001 w okowach zimy pociecha z kaloryferów cywilizacji. Przerwałem przed paroma dniami prace internetowe, Veronique ma ferie i sprzątamy dom, aby zrobić miejsce dla wiosny. Wczoraj umyłem pędzle, jutro malowanie. A wszystko, bo uświadomilem sobie, że nowa wersja wisarts to jeszcze ze dwa miesiace roboty, a tu trzeba się ruszać i tańczyć, i sprzątać kurze. Więc odpuszczam sobie, wszystko jest zawsze, nie ma co się śpieszyć, lepiej pomalować, aby wszystko miało nowe dekoracje. Zresztą, im dłużej trwa praca, tym dłużej wisi online Galeria Sztuki Przyjaciół, której w nowej wersji już nie ma. |
|
| 26.04.2001 Pierwszy dzień słońca tej wiosny! Spacer sprzątanie w południe godzina medytacji w słońcu. Zainkasowałem honorarium, czego następstwa zaraz - bowiem zaprosiłem córeczkę na obiad do Cafe V, zamiast robić zakupy kucharzenia. Często, zwłaszcza teraz, w czasie ferii, gotuje Vero, bowiem potrzebuje większego urozmaicenia niż papa. Mnie wystarcza czarny chleb i brązowy ryż + warzywa jarzyny. Ulga, że córeczka przestała jadać mięso, od roku i chyba na zawsze. |
|
| 28.04.2001 - Tatusiu, mógłbyś mi trochę pofrankensteinować? - pyta córeczka, - bo mi nudno. |
|
| 07.05.2001 Już tydzień maja ! Leniuchowałem w słońcu, bo gdy się pokazuje - nie ma ważniejszych zajęć. Mnóstwo gości dniami i nocami, jakby się o mych wakacjach zwiedzieli. Halinka z Warszawy na spotkanie po ćwierćwieczu, Adi tryskający ekstatyczną energią po powrocie z Nepalu, Per obdarowujący mnie na sezon keyboardem Yamaha, aby mógł grać, Michael śmigający na saksofonie, Babu ze swymi tablas, Adam na flecie, Krzysztof z synkiem, Carmelita z córeczką Afra w wieku Vero, Piotrek, przez którego prześwieca święty Franciszek. |
|
| 13.05.2001 Olśniewająco słoneczne a nocami chłodne klimaty. Jestem brązowy oddycham. Po latach jeszcze raz czytam Steda "Fabula Rasa", tę wzniosłą książkę, której nie mogę trawić. Człowiek-Nikt wznosi na każdej stronie groźny palec wielkiego inkwizytora, i nie popuszcza. Przed 20 laty, nie, jeszcze dalej, ktoś przywiózł mi z Polski numer "Twórczości" z pierwszą połową tej prozy. Wzruszyła mnie wtedy, zachwyciła. |
|
| 11.06.2001 Dwa tygodnie w stanie skrajnej pracowitości, 14 godzin dziennie. Dzisiaj na sztywnych nogach wyszedłem na spacer i płakałem z rozczulenia. Bzy, jaśminy, róże kwitną ! pachną ! Wszystko zmartwychwstało, kwitnie, ćwierka, weseli i kląska. A ja klikam na komputerze ! Nie, pożytku z tego nie ma. A kto powiedział, że mam być pożyteczny! Przecież aspołeczny. |
|
| 16.06.2001 Trudno o Wglądy - gdy się ma Poglądy. |
|
| Przed 20 laty miałem tu setki znajomych, przyjaciół. Potem odmówiłem uczestniczenia w zbiorowych występach artystycznych. Nie chciałem żadnych wystaw, przestałem bywać. Potem dostałem córkę, a gdy po roku mama poszła - na nic więcej nie miałem czasu. Teraz córka dorasta, mam trochę luzu.., ale przecież pracuję, przestało mnie interesować życie towarzyskie, kultura i spędy. Nawet przyjaciele, odwiedzają, nudzą okropnie. Komentują, wspominają, oceniają, przepowiadają. Nudne jak telewizja! | |
| 19.06.2001 Zrobiłem nową okładkę dla "Elegii", muzycznej CD. Produkcja odwlekła się o pół roku, w międzyczasie przestał mi się projekt podobać! Nowy projekt ma złociste teksty, podświetlone słońcem. Pięknie! tyle, że reszta - tylna strona i nadruk na CD też już nie pasują. Czyli jutro dalej! |
|
| 20.06.2001 Poszedłem na kawę w Zaświaty, zrobiłem zakupy i pół godziny w słonku, wyjrzało po tygodniach chłodu. Vero u koleżanek, ja zajmowałem się okładką "Feniksa". Ciekawe i pracochłonne - design dla kogoś. Booklet ma 40 stron w 3 językach, mnóstwo fotografii. Mój ostatni obraz idzie na okładkę, ale jeszcze 5 linijek tekstu, który trzeba podświetlić, obdarować cieniem, lekko wypukły relief, przebiegi barwne... |
|
| 21.06.2001 Miałem piękne myśli podczas zmywania garów, podchodzę do pisania i miarkuję, że zostały mi tylko literki! Jak mawiał kolega: - Myślałem, mam orła na ręku, a zostało mi co? - i dramatycznym gestem pokazywał już pusty kielonek. Pracowałem noc całą, położyłem się o piątej, nie mogłem zasnąć! Wstałem, naparzyłem jeszcze jedną mocną herbatę. Córeczka wstaje, i oto zastaje mnie przy przesadzaniu konopi na balkonie. Ciasno miały w skrzynce, dostały doniczki. Rośnij trawko wysoko, jak pan myśli głęboko! Rozkwitły na balkonie białe i różowe oleandry, zapachy miłosne. Datura wzrasta wolniej, długie chłody wiosną, a kocha upały. Pierwsze pąki hibiskusa. Ojciec był gospodarzem jak się patrzy! ciekawy nowości, prenumerował gazety rolnicze, czytał i stosował recepty i przepisy. Ach! poszedł bym do tego XX-tego wieku za pługiem, słuchał krakania wron ubiegających pędraki, i oddychał świeżym zapachem gleby z odwalanych skib i końskiego łajna... Co? nie, bez łajna się nie da! Końskie łajno pachnie - konie są wegetariańskie ! Vero goni mnie spać. Nie pójdzie do szkoły, jeśli się nie położę ! A ja twierdzę, że bez pogotowia nie da rady! Tu trzeba sanitariuszy, kaftana, środków - uśmierzających ból istnienia mianowicie, który nie daje spać ! Oj, życie, życie, czemuś ty tycie! |
|
| 25.06.2001 |
|
|
Wieczyste rozkwitanie racz jej dać Panie. W żółtej uprzęży, z cygańskim zaśpiewem! Zasypia na skrzydełku modlitwy, budzi się ze szlochem. Jest wilgotna i ciepła, jest pramatką czarną. We włosach świszcze wiatr i szemrzą piaski podróżne, podniosła kurzawa zdarzeń malowana gwiazdami. Ale już się budzi. A u lewego łokcia stoi pochyło dom, matka sypie tam ziarno ptactwu wszystko w technikolorze i ciszy. Dlatego, że daleko? Każdy mężczyzna odchodzi i ten też musiał odejść. Domek zębaty szczerzy na nią strych. Ona wchodzi bez lęku, całuje małego czarnego kotka w czoło i mówi mu: - Zabij ! - mówi mu: - Idź do niego i zabij. Jest pramatkę czarną a kotek czarny. Skacze przez lufcik, już go nie ma. Ona zaciska kciuki i mówi i mówi, mówi. Wciąż to samo, bo wszystkie noce skupiły się w tę jedną. W maleńką noc pod gwiazdami, która teraz bezszelestnie przebiega po krawędzi dachu, skacze na konar leszczyny, już jest na ziemi. Tak, cały czas pod gwiazdami. I w oczach ma gwiazdy. Czarne, nisko nad ziemią. |
|
| 28.06.2001 W piątek lato szumi, w deszczu drzewa się rozwijają, serce wtóruje nieobliczalnym zmianom. |
|
| 29.06.2001 Zamieszkałem tu przed 20 laty, okropne zadupie, 100 metrów w lewo zamykał ulicę Mur, naprzeciw okna, po drugiej stronie Sprewy była wieżyczka strażnicza, z której chłopaki po nocach gapili się do pracowni. Czułem na karku! Każdej nocy! Wyobrażasz sobie? młode chłopaki, ciemna noc na służbie, a naprzeciw lornety zawsze jasne okna, za którymi się dzieje! I kto wie, może w sekretnych dokumentach policji specjalnych NRD są jakie fotografie mnie kochającego się na tyle sposobów z Caroline, cudnym kwiatem ! albo akty Dorothei, jej sutki tak sterczące, że zarysowywały widoki wszelkie! albo Joya, miękkie przegięcie w radość chwili, uśmiech łagodzi płomień. Na tle wielkich płócien, obrazów zmieniających się bez przerwy... Dzisiaj o północy za oknem najpiękniejsze kanonady sztucznych ogni, jakie w życiu widziałem! Nie ruszając się z miejsca po 20 latach jestem w centrum Berlina. Na Sprewie pływają statki z muzyką - a kiedy były te stalowe rekiny straży granicznej? Z okna widzę samoloty, pociągi, mosty, ulice. Przyznam Ci się, gdzie nie spojrzę - patrzę w bezmiar. Czy teraz, czy przed piętnastu laty, kiedy przyszły do pracowni dziewczyny w akcji robienia wywiadów z mieszkańcami podmurza. Dowiedziały się, że biorą udział w zbiorowej halucynacji! Wprawdzie zrobionej z betonu, drutów kolczastych i karabinów maszynowych, ale ani na jotę realnej! Twierdziłem, a panienki przerażone, takiego czuba w życiu nie widziały, że one podtrzymują w istnieniu tę halucynację, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, halucynację, której naprawdę nie ma, której nie ma w prawdzie! Czujesz, o co mi szło, idzie? |
|
| 30.06.2001 Wieczorem, żeby przecież nie zwariować - pobiegłem na spacer w wietrze i zapachach lata. W ostatnim tygodniu wiele godzin z Bernardem, robił korektę moich niemieckich tekstów. Znam język przez osłuchanie, nie uczyłem się minuty, przecież nigdy mi do głowy nie przychodziło, żeby tu zostać! I nadal piszę kiepsko. Więc Bernt robi korekty, a ja w zamian w przyszłym tygodniu będę skanował jego obrazy i przygotowywał do druku. Jak to w Kreuzbergu - Samopomoc Chłopska. A Krzyś ? znowu do Polski, dokupi parę hektarów chwastów, położy na chałupce nowy dach z bursztynowych łupków ! |
|
| 01.07.2001 W niedzielę o dziesiątej budzą mnie dzwony. Prysznic, herbata, skręt. Rozkwita lipa pod oknem i mieszkanie kąpie się w zapachu. Przed zaśnięciem patrzyłem w okno błękitniejące o świcie. Błękit przejmująco głęboki, jak na północy. Do czego tęsknię ! Żyć chwilę lata na północy, wśród sosen i skał, palić ognisko w kamieniach nad brzegiem morza, spać pod gołym niebem owinięty w koc, mieć za przyjaciół zwierzęta lasu, nie spotkać przez tydzień ani ludzkiej duszy. |
|
| 03.07.2001 |
|
|
|
| 05.07.2001 Dzień pełen zgiełku; Bernard, korekta paru niemieckich tekstów, następnie robota dla niego: skanowanie pół setki obrazków i formatowanie; wpadł Krzysztof z synkiem, czyli następna herbata; moja wizyta u Reinharda o zmierzchu, po drodze kawa i bułka na śniadanie spóźnione w Zaświatach, w domu chwile z córeczką, która dzisiaj słabowita, wizyta Nika, pożegnanie córeczki do snu i jeszcze wizyta Andreasa do wpół do drugiej w nocy. Cóż Ci teraz, o drugiej, napisać? Nie zrobię następnej herbaty, umyję zębów szczątki i pójdę pospać, w mój sen bez snów. Nic mi się nie przyśni, jak zawsze. Ale nie jestem nieśmiertelny, jeszcze nie, w tej inkarnacji nie będzie aż tyle... Następne wcielenie będzie lepsze, gentechnologia, nanotechnologia, bioelektronika... Przerobię się w smoka, będę latał na Oriona. Tworzył muzykę w gwiezdnych zawieruchach, uprawiał seks świetlny, umiarkowanie narzekał na długowieczność. |
|
| 06.07.2001 - Vero, wynieś śmiecie po drodze, żebym miał czyste sumienie - wołam do córeczki, a ponieważ powiedziałem, że ten rodzaj apelów będę ogłaszał online - skutkuje ! Porywa wraz z koleżanką worki ze śmieciami - i już jej nie ma ! Dzsiaj wielkie party, zobaczymy się jutro. Dziewczynki uradowane, że nie było klasówki z historii, z powodu upału. A teraz: tatusiu, jesteś kochany, daj jeszcze parę marek. Zielona sałata ze szczypiorkiem i owczym serem, do tego groch z marchewką ugotowany przez Api. Przed 4 miesiącami zacząłem tu pisać do Ciebie i w głowie robi mi się na ten tamat jasno. Projekt jest bezterminowy, ciekawy w przestrzeni paru lat. Zadzwonił brat z wieściami o zdrowiu w rodzinie a raczej chorobach, on sam w pracy jak skowronek. Obrodziło w rodzinie optymizmem, że hej ! Chorobami, niestety, jak w każdej. |
|
| 06.07.2001 Trzy ćwierci do śmierci ! - powiedziałem do Bernarda opisując mą sytuację życiową, a on na to, że mam świetny tytuł ! Trzy ćwierci do śmierci ! Tymczasem - tu zawsze idzie o miłość ! Dla miłości, w miłości, z miłością. |
|
| 22.07.2001 Tak, udzielam gwarancji na moje płótna - na 500 lat. Jakby tak w roku 2345 coś nie tak - zgłoś się - poprawię! Zastrzegam się, dopłaty nie przyjmę. |
|
| 24.07.2001 |
|
| 04.08.2001 Prawie bezboleśnie przeszły, które to już? 61 urodziny. Córeczka do dziadka na Majorkę, mam wakacje w Kreuzbergu. Jak przystało na pracusia. Ostatnie dnie w słońcu i wietrze. |
|
| 06.08.2001 Teraz! nie czujesz własnej nieskończoności? Jakoś fałszem gadanie, że rodzisz się, umierasz. Zamknij oczy, popatrz w siebie, zawsze tu byliśmy, zawsze będziemy! Terror skończoności? Jesteś w każdą stronę, jesteś wszystkim! jak Kasia i Basia! Wszystko naprawdę! dla ciała śmierć - dla zucha ducha kraina wiecznych łowów! |
|
| 11.08.2001 Zrobiłem sałatę zieloną ze szczypiorkiem, papryką, ziołami, oliwkami, owczym serem, kefirem. Do tego dwie kromki razowego chleba, szklanka czerwonego wina. Może wiadomości telewizyjne? nie, nie ma wiadomości, jest na ekranie kolega. Jaki siwiuteńki! Jak butelka wódki dobrze zmrożona, od wzruszenia oszroniała ! Sałata chrzęści w zębach, przerwałem gryzienie, aby posłuchać jąkania, jego głos skrzypi jak jak metalowa nakrętka od butelki, która się zacięła i odtąd się bez przerwy odkręca ! Hej, hej! przyjacielu poeto, wspominasz mnie czasem, stuknął byś się ze mną kieliszkiem. Nie! Nie i nie! Stuknij się sam! w główkę! Ostrzę pióro osełką języka. Wolałbym ostrzyć kosę przed pokosem na łące, ale cóż, wylądowałem w cywilizacji, ani kosy, ani łąki. Nawet pani Śmierć już robi raczej kombajnem. |
|
| 12.08.2001 Jest tak dobrze, że nie chce się im płodzić ! Chociaż lubią się ciupciać. Jak to idzie w parze! Popatrz na Robertę. Z dobrego domu, nieźle zrobiła maturę, świetnie skończyła studia, chociaż musiała na nie zapracować, aby móc żyć niezależnie od rodziny. Od dziecka lubi się dupczyć i robi to z każdym mężczyzną, który interesujący - a w naszych czasach nawet przeciętność jest ho! ho! To wszystko bardzo ciekawe. Próbuje nieśmiało sado i macho, bawi ją podglądanie, parę razy robi to w grupie. Zakochuje się wreszcie, żeby i to przeżyć! po ostrej tragedii miłosnej leczy się, robi terapię grupową pod batutą doskonałych psychologów, zaczyna rozumieć swoją naturę suki i ma przez parę następnych lat nieustanną cieczkę... Dojrzewa, ma mnóstwo znajomych, robi karierę. Trekking w Himalajach, surfing na Hawajach, foto-safari i Kilimandżaro. Dziecko? to znaczy przecież przerwa w tych cudnych przygodach, zarobkach, planach, jebankach, to przecież mordęga, pampersy, niedospania, przerwa w karierze, słowem: ryzyko ! Roberta na to nie może sobie pozwolić ! No, może póżniej, koło czterdziestki, |
|
| 14.08.2001 Lato piękne, siedzę w otwartym oknie, widzę wszelki rodzaj ruchu. Słońce zachodzi z lewej nad Berlinem. Mocny miodowy zapach kwitnących lip. I trud codziennego zmartwychwstawania. Na Wydziale Płuczki Uniwersyteta Bzdeta. |
|
| 16.08.2001 A co napisałem wczoraj, przy kawie na ulicy, w słońcu. Sytuacja liryczna: spiekota, wiatr porywisty, pachnący, jak na południu, a słowa gorzkie. |
|
|
|
| 17.08.2001 |
|
| 24.08.2001 Córka w domu. To szok kulturowy po 3 tygodniach słodkiej samotności. Jak miło! Jak inaczej! |
|
| 17.09.2001 Miała miejsce 3-tygodniowa przerwa w moich zapiskach. Dlaczego nie? na koniec sierpnia przyszedł chłodny dzień, przeziębiłem się na dobę, a przez następne dnie i tygodnie miałem temperatury 35 do 35,5 stopni. Niemoc. A od tygodnia wojna Ameryki, co mnie przykuwa do BBC, CNN... Nie mogę dzisiaj nic pisać w stanie szoku. Głęboko oddycham. Załadowałem wisarts na serwer, po 9 miesiącach pracy to jak urodziny. Zrobiło się. Sprawdziłem linki online, wszystko zdaje się działać. Nawet jeśli w kontekście zdarzeń zdaje się bezsensowne. Pozdrawiam Cię w noc! |
|
| 18.09.2001 |
|
| 19.09.2001 |
| 21.09.2001 Nie mogłem spać, mudżahedini nosili obozy szkoleniowe wokół mej głowy głośno tupiąc, wstawałem z łóżka i włączałem telewizor, piłem szklankę wina, nie pozwalając sobie na drugą, bo jakby druga, albo i trzecia, to wybiegłbym na ulicę i galopował na kolanach, bijąc się w piersi i krzycząc mea culpa, moja wina, moja bardzo wielka wina. Zasnąłem przed południem na sofie w kuchni, obudził mnie zaraz telefon Krzysia. Zgłaszałem strony do rejestracji w wyszukiwarkach. Polskie i niemieckie, strony angielskie same się obsłużą, roboty wszystko o nich wiedzą. Wojna, im bliżej, tym mniej sensowna. Lecą samoloty, płyną wojenne okręty. Czy Ameryka może sobie pozwolić na demonstrację sprawiedliwości, stopniowe odkrywanie winnych, stawianie przed sądem, ujawnianie prawdy? Czy odpowie terrorem na terror? Wstrząsająca jest wiedza, jaką mamy o tych biednych krajach, co będą bombardowane, ruiny przecież, bo miasta dawno znikły. Terroryści w drodze, nie ma żadnych lisów w norach do wykurzania. W tej powodzi wiadomości był amerykański głos, by bombardować Afganistan żywnością. Dwulicowość demokracji, o której mówiła nauczycielka na zebraniu rodzicielskim w gimnazjum Weronki. Mecz piłki nożnej - reklamy piwa. Maluszki dzieciątka maleńkie - i ciasteczka czekoladowe w kształcie papierosa. Prawda, ten mecz między Marlboro i Telekom. Ta iskra we mnie, gdy słyszę z telewizora zapewnienie reklamy: - Smak bez końca. A wieczorem czy nocą, po wszystkich kanałach telewizyjnych biegają mordercy, psychopaci, zboczeńcy, biegają i troszczą się o wychowanie nas wszystkich? Veronique kończy 15 lat wkrótce i widziała już tyle samo, 15 - tysięcy gwałtów, śmierci. Pracuj ciężko, wydawaj dużo, zrelaksuj się przy kielonku i deserze kulturalnym w postaci paru trupów na minutę, jak dobrze pójdzie... Ach!I dzień następny, zawsze dzień następny, aż do samej śmierci. |
| 23.09.2001 |
| 25.09.2001 |
| 26.09.2001 |
| 27.09.2001 Przyniosłem ze spaceru pierwsze kasztany. Córka zdrowa - jeszcze raz się udało. Popołudnie. Malowałem do rana, mimo otwartych okien mocno pachnie farbami. Uprzątnąłem pracownię, adaptując ją do malowania - gotowe płótna do magazynu, nowe w zasięgu pędzla. Wiszą na ścianach, muszą parę dni podeschnąć przed następną warstwą. Postawiłem na sztaludze większy format, idę do pędzlowania! |
| 28.09.2001, w południe |
| 29.09.2001 |
| 30.09.2001 w południe |
| 1.10.2001 |
| 2.10.2001 |
| 5.10.2001 Widzisz po drodze liście żółknące, złotniejące? Tyleż mam do powiedzenia. |
||
| 6.10.2001 Rosja przystąpi do NATO, będzie chronić jego
południową flankę przed atakami czeczeńskich terrorystów! |
||
| 8.10.2001 |
||
| Przyjdzie tu kiedyś Szeryf Jezus i zrobi z wami porządek ! |
||
| 9.10.2001 |
||
| 10.10.2001 |
||
| 11.10.2001 |
||
| 13.10.2001 |
||
| 14.10.2001 |
||
| 17.12.2001,
4 rano, |
|
| 17.12.2001, 5 popołudniem, jeszcze przed chwilą drapałem się w ucho, tuż za nim była głowa - pamiętam ! - a teraz krążą tam gromady galaktyk, pustka między nimi niezmierna, jakże ja złapię tę pchłę, którą przyniósł ostatniej północy kolega ?! Dom pachnie po myciu - zapach drewna, mirry i kadzidła. Vero wróciła ze szkoły, zjadła obiad, który przygotowałem (a co? a ryż brązowy gotowany z algami, tofu smażone na maśle, sałatka z marchwi i jabłek), pobiegła do biblioteki. Trwam głodny, lekki do pracy. Zaparzę herbatę. Pędzle, umyte rano w terpentynie a popołudniem wodą z mydłem, są prawie suche... Mam na myśli 8 godzin malowania. |
|
| 24.12.2001 W Polsce i świecie dzisiaj Wigilia, piękne świętowania. Natomiast u pogan - tylko pędzlowania ! Mam dla Ciebie życzenia pokoju, zdrowia, twórczej radości w rodzinie i pracy. Wszystkiego najlepszego ! Światła wiekuistego ! |
| Sztuki Piękne -
Malarstwo, Grafika, Rysunek, Sztuki cyfrowe, Poezja, Fotografia -
Wiesław Sadurski, polski artysta z Berlina |