English Start Malarstwo Grafika Fotografia Poezja Dzisiaj, blog Deutsch

Witaj dzisiaj, Tu i Teraz!

ględoły z niebiańskiej stodoły i natchnienia od niechcenia,
dziennik do Ciebie - blog 2003 - Kreuzberg Berlin


Wis - Wiesław Sadurski


 

Umieszczam na stronach Tu i Teraz wpisy z Księgi Gości, którą zlikwidowałem, ponieważ gangsterzy ładowali w nią swoje reklamy do 50 dziennie.

 
 
01.01.2003 czas 11:23:06
Imię:  
crys
Treść przekazu:  
Witaj, Wszystkiego dobrego w nowym roku. dziwnym przypadkiem trafilem na Twoja strone........a szkoda. jest bardzo ciekawa , pod wzgledem klimatu i wielu prac , ktore mi sie podobaja. Sama oprawa strony jest mniej ciekawa. Ale Ciagnie do niej......jeszcze nie wiem co......, ktore prace. Wroce, obejrze. dzis jest pierwszy i nie mam juz fajek.:-) sorry, bez nich moge sie skupic... Pozdrawiam crys
 
6.1.2003

Znajduję w internecie wiersze, książki, obrazy przyjaciół, dawno widzianych, nigdy nie-zapomnianych. Wzruszam się, nie wiadomo po co. A kiedy się nie wzruszam - mruczę mantrę
OM MUNI MUNI MAHA-MUNI SAKYAMUNIYE SVAHA!
Wszystko to w czasach, gdy powinienem świecić jak słonko na niebie. Zabawka, co zmieni wisarts - moja nowa kamera Olympus Camedia 5050 Zoom, zaraz użyta do serii plakatów z obrazów. Mam też wiele obrazów na przeźroczach wielkiego formatu, więc następną zabawką jest skaner Epson Perfection 3200 Photo. Od 1960 fotografowałem. Jest waliza pełna negatywów, wprowadzę to do komputera. Mnóstwo krajów, ludzi artystów i ludzi ludzi, krajobrazów, zdarzeń, sól sprośności i słodycz świętości. Czyli jest co robić. Wydałem kupę pieniędzy, znowu nie starczy na zakup rewolweru, żeby się walnąć w ten głupi łeb.
 
09.01.2003 czas 19:57:36
Imię:  
Susan
Treść przekazu:  
Hi. I started looking through your site last night and I couldn't stop. You are an exceptional artist. Thank you for letting everyone see your work. Your work is not only prolific and varied, it's beautiful, thought provoking and mesmerizing. I have bookmarked your site and will visit it often! susan
 
11.1.2003

Siarczysty mróz, nieco śniegu na pociechę. Projekty filmowe! wizje, przeczucia, intuicje, wyobrażenia. Tyle tego. Zakres moich marzeń to 5 minut czasu, kojarzenie kamery i 3-d, poezji i muzyki, szybkości i liryki. Czuję się na progu, w otwartych drzwiach, wiatr wieje w twarz wprost z nieznanego. Dobrze mi tak!
 
29.01.2003
Pisze mi Jerzy Górzański:
Wiesiu,
W ktorym roku był w Polsce Allen Ginsberg? Mniej więcej. Pamiętasz to spotkanie z nim, na którym był też Kazio Ratoń? Jak się zachowywał? Może coś na ten temat wie Ryszard Kozłowski? Daj łaskawie głos imejlowy. Ściskam serdecznie, Górka.
Allen Ginsberg? chyba 1965. Jak to było? pierwsze spotkanie chyba u Maryli, gdzie Allen mieszkał, gdzie poszedłem z Witoldem Wirpszą? w kawiarni ZLP? poznali się z Sandauerem i dopatrzyli wspólnej rodziny pod Lwowem!
Wieczór u Ryśka na Żoliborzu rozpływa się w chmurze dymu tytoniowego i oparach wódki; byłeś tam także przecież? może jeszcze Marek Trostaniecki przy tłumaczeniach? Jarek? kto jeszcze? Lalewicz? w tych czasach byłeś szczęśliwy z taką niedużą dziewczyną, co w parę lat później została żoną Lalewicza...
Kazio pamiętany najgłośniej, w porykiwaniach pijackich miłosnych walący się na Allena w łóżko. Kazia cudnie opisał w powieści "Anatema" 2002 Michał Moszkowicz. Allen delikatny liryczny wrażliwiec, zaskoczony oparami i starający się im sprostać, mówił swoje wiersze, których nikt nie rozumiał, recytował / śpiewał Statek Pijany po francusku, dźwięcząc maleńkimi tybetańskimi gongami, pił tylko herbatę i uważnie przyglądał się, nie miał przecież jak pogadać, biedaczek, wszyscy do kupy znaliśmy ćwierć obcego języka.
Nie było żadnych narcotico - za co wydalono go w tydzień później z Pragi, już czeskiej.
Czyli znowu piszesz? z górki na pazurki? głaszczę Twe nachnienia po główce! w.
 
Pan Ciekawao twierdzi, że nie ma żadnego imperializmu! Ameryka chce tylko wyzwolić Irak od wyniszczających go sankcji Organizacji Narodów Zjednoczonych!
 
31.01.2003

Dzisiaj o polityce...
Czy było Ci do śmiechu, jakieś 3 tygodnie temu, że przewodnictwo Komisji Praw Człowieka ONZ obejmuje Libia?
Kupa śmiechu! - w maju 2003 przewodnictwo Komisji do Spraw Rozbrojenia na następną kadencję ma przejąć Irak! Czy zdąży, czy zdąży?!
International Herald Tribune ma jakby za złe prezydentowi Bushowi, że wymigał się od służby wojskowej w wojnie wietnamskiej. Pan Ciekawao (tąpnięty w Tao) prostuje: George W. Bush zgłosił się przecież na ochotnika do służby w Gwardii Narodowej Texasu.
Polscy komandosi do boju?! Nie komentuję. Wspominam - dla Ciebie - plakat wydany w 1938. Przedstawia dolną połowę Afryki, od dołu obejmowaną przez dwie dłonie w białoczerwonych zarękawkach, pod spodem wielki napis: ŻĄDAMY KOLONII DLA POLSKI!
Patrzę na sprawy świata z wysoka, z okien trzeciego piętra Köpenicker Strasse. Wyobraź sobie, że siedzisz na krawędzi galaktyki, machasz nogami pośmiertnie - a stworzysz sobie dystans podobny mojemu. Co widzi się komu w perspektywach?
Budzi się Islam. Kawał planety - od Filipin po Maroko - miliard biedaków rządzonych przez totalitarne absolutystyczne reżimy i władców znajduje jedyny sens życia w Koranie. Wiara - wszystko co mają. Arabia Saudyjska od dziesięcioleci pompuje w świat miliony świętych egzemplarzy, wspomaga finansami budowę tysięcy meczetów i islamskich szkół w dziesiątkach krajów. Kraje południa byłego ZSRR są dziś własnością groteskowych tyranów; w Tadżikistanie są jeszcze Rosjanie, w innych państwach już Amerykanie. Nowobogaccy się amerykanizują, narody znajdują sens życia w Koranie. Osama bin Laden wstrząsnął światem, terroryści kanalizują niezadowolenia społeczne, krucjata Busha jest brana dosłownie - jako zagrożenie wiary. Biada, święty Franciszku!
 
1.02.2003

Katastrofa Columbia Shuttle. Żadne wojny i katastrofy w ostatnim dziesięcioleciu nie wydały mi się tak straszne. To katastrofa ludzkości, tego, co w niej najszlachetniejsze. Wstrzymani w locie do gwiazd.
 
2.03.2003

Miesiąc bez pisania na tej stronie. Owe najpilniejsze prace pochłonęły wiele tygodni moich dni i nocy; jeszcze się nie skończyły, ale oto wieczór spoczynku. Próbne druki plakatów jutro. Jeśli są w porządku - huragan zajęć nadcicha.
Najważniejsze wydarzenie miesiąca to wernisaż Andrzeja Dudzińskiego w Polskim Instytucie, spotkanie z nim i Magdą ćwierć wieku później. Nawet trzy spotkania. Przewrócili mi w głowie doszczętnie. Przeżyłem, i wciąż jeszcze przeżywam - stan szoku kulturowego.
Co za facio! Wzięło go, i oświeciło! Niebywała świetlista energia, wolność śpiewana przez kolor, kreska apoteoza chwili.
Czytam książki pełne wspaniałych reprodukcji, poznaję Pokraka.
Andrzeju, Twoja obecność tutaj sprawia, że mam więcej czasu. Codziennie wpada ktoś na herbatę, siada przy stole, otwiera Twą książkę - i tak już pozostaje, mam święty spokój, mogę dalej pracować.
Wczorajszy gość, uczony przyjaciel hinduski pandit, który przychodzi raz czy dwa w roku aby obejrzeć nowe obrazy i opieprzać mnie za kalanie duszy w psychodelicznych wądołach - widział w obrazach Twoich wyrażenie samadhi.
Ma rację. I jego wielu współwyznawców.
Linijka ze świętej księgi Avadhuta Gita jako komentarz dla Twej twórczości:
Ostateczna prawda jest prosta, obdarzona urodą żartobliwej Jaźni.
 

Kto to z talentów literackich zaczyna pisać Kronikę Wojny Bez Granic?
Jeśli talent młody - księga będzie gruba. Dożywocie pisania!

2.03.2003
Dudi pisze:
Wiechu, bylem u Jana w szpitalu! To jest, ma się rozumieć,wstrząs ale jednocześnie przeżycie z gatunku science fiction. Z umęczonego ciala wychodzą różne rurki i kable a samo ciało z trudem wydaje głos, choć
intensywność tego glosu niezmiennie janowa, poirytowana i gorączkowa. Będzie mnie to, kurwa, straszyć po nocach, ale najważniejsze że żyje i ma się (choć mozolnie) ku lepszemu. Opowiadałem mu o naszym spotkaniu i obiecałem przyniesc Twoje obrazki z nastepną wizytą. Moze byś mu coś wysłał na adres domowy. Marysia uważa że go to podnosi na duchu.
Chcemy się wyrwać na kilka dni w góry, więc jezeli nie bedę się odzywal to dlatego. Ale to dopiero w srodę. Sciskam czule i jeszcze raz dzięki za miłe słowa. Andrzej

 

03.03.2003 czas 18:07:52
Imię:  
Chacky
Treść przekazu:  
Ich danke dir für die Bilder!

 

03.03.2003 czas 17:32:27
Imię:  
Thanh B. Luu
Treść przekazu:  
WoW, beautiful images. I would like to have those some days (*_*). I am very impressed, keep the super work.

 

5.03.2003

Tak oto wygląda mój spokojny wieczór: poczytałem przed snem "Powieść teatralną" Bułhakowa, wzruszając się na smutno, zgasiłem światło. Szansa, aby się wyspać, staje się lotna. Wstaję o trzeciej nocą, aby Ci się zwierzyć. Z nieutulonej rozpaczy bytu. Mała śmierć przychodzi jak duża, kiedy chce. Albo kiedy musi! Kto wie o karmicznych uwarunkowaniach kosy? Zapowiada nowe narodziny? Przebudzenie do nowej aktywności, porywu natchnienia. Tymczasen stan ciemni. Oślepiło parę razy, pora uwierzyć? widzieć? jedynie być? Prawda nie do wyczerpania przez akt rozumienia.
Cóż zatem robić o czwartej nad ranem? Zdejmuję obrazy ze ścian, odwracam twarzą do ściany. Nie mogę na to patrzeć. Im dalej, tym gorzej. Dobrze, że jest co nieco białych płócien, oczy mogą żyć dalej. Co jeszcze mogę zrobić dla samoocalenia? Myślę o przyjaciołach.
Jan w szpitalu warszawskim z nowym sercem. Kochany, ściskam Cię przez wszystkie pompki i rurki, którymi oddychasz. Nie ufałem Twemu wkurwianiu się na wszystko, gupi! A przecież miałeś zawsze rację. Jaka szkoda, że nie wiele więcej!
Lee. Szalony cudny murzyn z Nowego Yorku, który znalazł przystań w Berlinie, bo gdzieś przecie trzeba umierać. Poznałem go ze 20 lat temu. Szukałem pracy, trafiłem, jako statysta, do filmu. "Czarodziejska góra" wg. Tomasza Manna. Z samego rana fryzjer mnie ostrzygł i zrobił na cudo. Dla chleba, więc pozwoliłem skrócić włosy, jak trzeba. W garderobie murzyn Lee ubrał mnie w garnitur, jakiego jeszcze w życiu nie miałem, pantofle. Bardzo mi się podobała koszula, biała, z rosyjkim prostym kołnierzykiem. Nie zdjąłem jej z siebie po zdjęciach, na które trzeba było czekać pięć godzin. Ukradłem, i ubierałem na szczególne okazje, np. do malowania w szczególnych stanach natchnienia.
Nieco później okazało się, że jest przyjacielem przyjaciela, Pera, o którym już parę razy tu było. Czy odwiedzę Lee w szpitalu, raz ostatni? Z moją bezlitosną kamerą? Co za ciekawe życie. Uciekł z domu i Nowego Yorku do Zachodniego Berlina jako dwudziestolatek. Rysował z dürerowską swobodą, rozpasany erotycznie. Śpiewał i komponował. Grał role aktora przez wiele lat. Przedstawię Ci Lee za parę dni.

 

05.03.2003

H. pisze:
Dear Wiesław
Light of my life and of others it seems. Do you remember back in 1996 when my friend killed himself and I, not knowing who to talk to, thought of you. You told me that suicide was a egotistical act, not considering the feeling of others, not knowing what chaos you leave behind. It is not necessary. These thoughts are so common. The world is so beautiful and yet the life we have to lead becomes sullied. We become what others dictate. Only, you're different. You've mostly lived by your own rules, broke new ground and pushed the frontiers of knowledge and wisdom. You've still got a lot to give and a lot more to receive. You're exhausted and why not? Think of all that you've done. I should have met you in 1978 but didn't but we met eventually. I'm sorry that I've only just realised who I am, too late for you and me but next time around who knows? I've done so much soul searching in the last few years myself and it's been very painful. The most hurtful things have been said by those close to me because they mean so much to me. I take in all the criticisms in order to try to understand why I have done/do things.
You know you can always come to see me. I'm sure Mike would like to meet you. There are lots of places to go, but you have to be in the right state of mind to appreciate them. What about Sweden? Weren't you happy there?
Feel free to email me any time you like. You know you are special to me and always will be.
Take care of yourself, W.
Love, H.xx

 

7.03.2003

Chwila refleksji między nocami: przed dwoma laty zacząłem pisać tę stronę. Życzenie nieśmiałe: przeczytać, mieć samorefleksje. Dla ciebie, oczywiście.

 

09.02.2003 czas 01:55:23
Imię:  
Jacki
Treść przekazu:  
Hi! Just wanted to say I am speechless as I wonder through the site looking at the painintgs you have depicted many things ungraspable so well.... Nice Site............. Thanks Jacki

 

10.03.2003

Uwrażliwiony w tym wieku dojrzałym: gdy ktoś zachwyca się w świecie, bezzwłocznie mnie to uczucie dopada. Zachwyt, zadziwienie, oczarowanie - powiedz, czy może być coś bliższe prawdzie?

 

11.03.2003

A gdzie twe ego, kolego?

Trzeba się oddawać,
nigdy poddawać!

ać! ać! trzeba,
choćby dla chleba!

 

14.03.2003

Stan natchnienia - bez wytchnienia! Wiesz, co to oznacza? Mogę znowu chodzić po świecie i fotografować. Malować. Dudi mi pisze:
A kuku,
Podniebny Szybowniku,
Snów Szabrowniku,
Specjalisto od Fiku-Miku
dopadam Cię niniejszym bo wpadło mi w ręce
a raczej wypadło (wyfrunęło?) z pudełka ze wspomnieniami
ściskam Cię czule
A

 

17.03.2003

Przejmujemy się wojną między zajęciami?! Wisi jak ciemna chmura pod naszymi niebami. Jeszcze parę godzin, parę dni. Posypią się gromy z jasnego nieba. Może rozładuje się atmosfera? Jako, że inaczej być nie może?
O dupę potłuc to wszystko!

 

18.03.2003

Marzę na jawie.
Wyjeżdżam do Indii i spędzam życie nie zważając na spiekotę jako krowa, przeżuwając to Wszystko raz jeszcze.
Albo - na gwałt przestaję być psem niewiernym, nawracam się na islam i biję czołem, póki nie zabiją kijami.

Byle marzenie mnie nie zadawala, gdy czekam nocą na przemówienie prezydenta Busha. Szeroki się robi Atlantyk. Ile to mil na godzinę oddala się Ameryka od Europy?
Krowa ma wielkie oczy, piwne i przejrzyste. Świat, co się w krowich oczach odbija, jest niezwykle czysty... Ludzki się zdaje, bardziej niż w wizjach Putina, Chiraca, Busha. Bardziej realny niż słyszalny z CNN.
Krowa nie interesuje polityków (póki się nie wścieka). Czy krowa wybiera?
Śmiem twierdzić - na czymś znam się przecie! - że krowa ani wybiera, ani nie wybiera, ani nie nie wybiera!

Przyrzekam ci - będę żył w łagodności, aby stworzyć korzystne karmiczne warunki do przyszłej inkarnacji jako krowa, skoro mała szansa, aby się zdążyć wyzwolić z błędnego koła samsary tu i teraz!

Słuchałem o 2-giej nocą przemówienia Busha, ultimatum, komentarzy. I co mi z tego wychodzi? Apoteoza krowy! A ty to czytasz?!

 

19.03.2003

Ojoj wojna, przeklęta ona! Poszedłem na kawę w Zaświaty (cafe), patrzyłem przez okno, paru świętych prawie Franciszków śpieszyło tędy na południe, ani chybi ocalać przed bombami. I zdążą pewnie, tu czy tam.
Ani się podziać, ani przestać! Jan wybałusza w tę stronę wielkie niebieskie gały jakby się chciał upewnić, że co teraz to i zawsze. Skądinąd wiem, że swoje wie a pyta retorycznie, przewrotnie, żeby jeszcze budzić?
Upiłem chantré jedno i trzecie, bez rozterki, wiesz przecie, dałeś temu tytuł! wróciłem do domu, uspałem parę godzin, ubudziłem na wizytę, Veronique ugotowała dzielną rybną zupę, i zapowiedziała przed snem, że mam się posilić, żeby mieć siły na to w wojnie uczestnictwo.
Od paru dni wolność szaleje,
w sensie, że skończyłem obowiązkowe, i horyzont czysty, do niewiedzy włącznie. Nie odwiedziłem Lee w szpitalu, w nocy wyjął sobie rurki z wątroby czy czegoś równie idiotycznego, i tylko halucynuje, nie partycypuje.
Wczorajszej nocy napisalem apoteozę krowy! Pojąłem, że pracuję, aby zasłużyć na inkarnację jeszcze, jakieś wcielenie czy ocielenie. Czy to Wam Kochani moze dodać otuch?
Usciski serdeczne, od córki miłosne bzdurki i całuski.

 


Jesteś tym, czym jest twoje głębokie wiodące pragnienie.
Jako jest twe pragnienie, taka twoja wola.
Jako jest twoja wola, taki jest twój czyn.
Jako jest twój czyn, takie jest twoje przeznaczenie.


Brihadaranyaka Upanishad IV.4.5

 

20.03.2003

Poszedłem spać, zanim zaczęły się bombardowania. Dziwna logika wszechrzeczy - wstałem rano a bombardowania się nie skończyły!

 

Nieludzkie zajęcie - patrzę w ekran, czarne sylwetki palm podświetlone płomieniami eksplozji, w niebo wstępujące gigantyczne grzyby, dymy. To jeszcze nie grzyby eksplozji atomowych; może mam szansę i tego doczekać? Live, na ekranie, albo w naturze, jak we śnie sprzed paru lat.

Co my tutaj robimy, boskości przebrane w ciała i pomysły na życie?!

 

22.03.2003

Entuzjazm nieutulony. Słoneczne dnie. O pół do dwunastej otwieram szeroko okna w sypialni / magazynie obrazów. Siadam w słońcu. Pachnie z dołu ogrodem. Wiosna w zapachu, przeczucie spiekoty lata wśród kwitnących oleandrów.
Malowanie (a szerzej: tworzenie) - to proces przemiany.
Niewidzialne - przemienia się w widzialne.
Nieprzejawione - przejawia się w świecie materii.
To żadna sztuka! Każda roślina i każde zwierzątko ten proces przemiany wyraża! Przejawia to, co głębiej.
Spróbuj!
Weź karton, ołówek, kredki czy farby. Niewidzialne tęskni do stania się widzialnym! To się nie zdarzy bez twego udziału. Co Ciebie w tym czeka? Coś takiego jak bezstronna radość.

 
23.03.2003

Ja jestem Tym,
ty jesteś Tym,
wszystko jest Tym,
i to jest wszystko, co jest
.
(patrz ew. ciąg dalszy w zapiskach o TAT TWAM ASI z 7.10.2002)
 
24.03.2003

Nigdy wojna nie zdawała się być tak blisko. Zadziwienia na temat mam od dawna. - Tatusiu, co to za ptaki śpiewają? - To gwiżdżą kule - odpowiadał ojciec. Umiałem odróżniać bombowce od myśliwców, wbiegałem do domu, aby obwieszczać, że lecą junkersy. W wieku lat pięciu strzeliłem z karabinu; odrzut kolby był tak silny, że się nakryłem nogami. Zdaje się, do dziś nie wstałem.
Młodzi chłopcy walczą w imię trupów. Maszynerie potworne - stali, interesów, kłamstw. Zawsze tak było. Wszystko w porządku. Zbyt otępiały, żeby potępiać?
 
harry sylvia Henryk  
harry sylvia Henryk  
 
27.03.2003

Grypa, uległem wiosennej słabości, fruwam na leżąco.

Odwiedza Michael i dziwi się: - Po co ty oglądasz bez przerwy wojnę? Przecież to działa na ciebie nie bardziej niż na sroki czy drzewa.
A ja wzruszony cytuję Busha: - We try to make war more peaceful (staramy się uczynić wojnę bardziej pokojową).

28.03.2003

Jarek:
Wiesiu, zadzwonił wczoraj Marek ze smutną wiadomością, że zmarł Janek Grębecki, trzy miesiące temu przeszczepili mu serce jakiegoś szybkiego motocyklisty, serce się przyjęło, ale w czasie operacji wszczepili mu jakieś mikroby.
Wiosenności - JM.


Jan, przez pół życia przyjaciel, cudny, szalony, genialny. Nigdy nie znużony, gdy chodziło o czarne dziury w kosmosie, czy lasery na ziemi. Chowają go w Warszawie do ziemi wiosennej.
Lee jeszcze żyje, ale już o tym nie wie.
Rozmawiam z Ryszardem: - My tacy zajęci, zapracowani, zafrasowani, a oni sobie umierają jakby nigdy nic!

bruk

1.04.2003

Świruję w giętkie meble.

Najokrutniejszy miesiąc kwiecień, budzi
Z umarłej ziemi bzy, miesza
Pożądanie z pamięcią, wzrusza
Tępe korzenie wiosennym deszczem.

To początek Ziemi Jałowej T. S. Eliota. Chciałbym cały poemat przełożyć na polski, chociaż było tłumaczeń parę... Wydają mi się "literackie", podczas gdy oryginał jest prosty!

Cienie i gałęzieStraszna wiosna pod kapeluszem wojny.
Przestało mi życie smakować. Jak pożywienie. Mdli z głodu, zjadam kromkę chleba. Myślałem, przyjdą ciepła, zrobię miesiąc głodówki, medytacji i jogi, słowem - wiosenne porządki. Ale gdzie tam! jestem chudy jak pies, trzeba by zacząć jadać, jeśli jeszcze pożyć. Sypiam tyle, co jadam, godzinki bez odkupienia.
To wszystko z miłości.
Zwierzę się. Raczej wstrzemięźliwy w występkach publicznych, marzę o zrobieniu happeningu. Jestem mianowicie dobry w ogniu. Wyobraź to sobie - dla ciebie się opisem trudzę. Znam nawet plac, gdzie impreza może się odbyć. Z dala od zabudowań, nic się nie zajmie.
Zaczynam budowę od małych obrazów olejnych. Ustawiam je jak domek z kart. Na to idą kartony, rysunki, większe obrazy, grafiki. Stawiane i układane pod odpowiednim kątem, żeby całość była możliwie przewiewna. Obrazów na płótnie chyba z pół tysiąca, papierów - tysiące. Na wszystkich światło. Wiele nigdy jeszcze nie było w słońcu! Duża konstrukcja. Na zewnątrz ustawiam te wielkie 2,5-metrowe obrazy kolosy, pięknie się jarzą w pełnym świetle. Podobna do namiotu budowla ma niewielkie wejście, przez które można wpełznąć do środka. Zbudowałem?
Odpocznę chwilę, poleję obrazy obficie terpentyną i lnianym olejem używanym normalnie do malowania, zużywając resztki zapasów. Wpełznę w centrum, usiądę w lotosie, zapalę sobie ostatniego skręta, podając też ogień obrazom. Co z ognia powstało, niech się w ogniu spełni!
Takie mam oto - awangardowe - podejście do sztuki. Niepraktyczne, jak wszystko, co robię. Po pierwsze - jest niby córka, sporo kolegów, przyjaciół, ale nikt nie pomoże w dźwiganiu. Po drugie - ugaszą ogień, sukinsyny, zanim wypalę jointa do końca. A potem zakują w kajdany za zużywanie publicznego miejsca, poślą na Sybir albo jeszcze gorzej, każą płacić grzywnę, no, może rozłożą na raty... O dupę potłuc!
Ja siebie (bo niby kogo w tej samotności) pytam: - Jak w takich warunkach można być artystą? O dupę potłuc!

 

3.04.2003

Kochani Magdo i Andrzeju, czwartek ma dzisiaj pecha - zimowy, szarutki.
Dzieki za książkę, Magdo, dotyka mnie dokładnie w serce, rozstanie jako temat przeżyć jest obecne wiosną, kiedy ojcostwo wygląda na zniewolenie... Przez Twe opowieści jakby mogę popatrzeć na sprawy z drugiej strony - ulga, refleksja.
Vero wyjeżdża dziś do Francji, tydzień ciszy na duszy odkupienie. Spaceruję po Kreuzbergu, staram się przywyknąć do wolności, żadnych zajęć obowiązkowych jak oko w przyszłość sięga. Słonko się w te strony wybiera, oświeci gupka, może coś stworzy potworzy.
A wiedz Andrzeju, że hebanowe puzderko tęskni do czereśniowego - więc go pocieszam i odkładam przysmak jeden i nawet już drugi, gdyby kiedy jakby co.
Serdeczności, łagodności
w.

4.04.2003

Dzień Dobry.
Aż dech zapiera, gdy ogladam Pana obrazy
Wyrazić jedną falą sens życia, miłości i śmierci? Też bym tak chciała.
Barbara

norbert, bernd, foto Wiesław Sadurski

5.04.2003

Łagodne południe soboty. Córka dzwoniła wieczorem z Francji. Ściągnąłem w pracowni obrazy ze ścian, rozwiesiłem białe płótna. Zabieram się do malowania. Tej wiosny dla samoocalenia.

 

7.04.2003

Piszę do brata: Bracie kochany z kochaną rodziną!
Nie znalazłem adresu Tesi i Henryka po zapakowaniu leków, paczkę adresuję do Ciebie. Starałem się, żeby było kilo, może jako list. Ale w międzyczasie szósta i wyślę jutro rano, do Bełżyc niedaleko, będziesz miał okazję na odwiedziny.
Veronka we Francji nad Atlantykiem przez tydzień, odpoczywam od strasznych rodzicielskich przejęć. Dobrze, że wszystko doczesne. Wczoraj i dzisiaj raz na godzinę śnieżyca. Prawie malu-malu. Podziwiam ornamenty pałaców saddama.
Spróbuj się przejmować rozsądnie rozwodem (w berlinie kwota sięga 80%). Władek skubany żeni się po raz siódmy, i rozwodzi jak trzeba za każdym razem. Lubi uroczystości towarzyskie. Twierdzi: - Rozwody są dobre na wzwody!
Nie powiesz tego, prawda? Żal mi, jak sobie poradzi potencjalnie tak wierna i dobra żona. Czas leczy.
Wiatr zrzucił z lipy za oknem wielkie gniazdo budowane przez sroki. Spadło precyzyjnie w rozwidlenie konarów w połowie wysokości drzewa, jest prawie całe, okrągłe wejście zwrócone do góry. Wiesz jak to leci - nie mam planów, chyba znowu pośpię. skończyłem wszelkie prace, mogę wreszcie malu-malu, a w tej perspektywie ochoty inne wymierają masowo.
A nie mówiłeś mi, że Kuba coś o sadurski znajdował? nie przez pomyłkę go zapytuję a z ciekawości czystej.
Istotne dla córki; zafascynowana, że prababka z tatarów - zgłębia w sobie dżyngis-hanowe żądze podboju.
Chyba zaraz pójdę i wniosę oleandry z balkonu - 4 w nocy...
Całuję braciszku, uściskaj Ewę i kogo się da!

 

8.04.2003

Jarosław pisze:
Wiesiu, wróciłem właśnie z radio, nagrywałem 5 odcinków audycji, nazywa się zapiski ze współczesności, mówiłem o poezji (literaturze) tzw. mojego pokolenia, czyli naszego, o Christianie, Tobie, Ryszardzie, a także o Krzysiu.
Pozdrowienia ze środka zimy na wiosnę - J:M:


Jarku, Ty jesteś niezmożony! Jeśli pogawędki radiowe mają coś z połysku opowieści przy herbacie - to może być cudne.
Zadzwoniłem do Krzysia, przyszedł, wydrukowałem mu Twój mail, zabiera się do roboty.
Marzy mi się wiosna i ćwierkania, a tymczasem są (w)zdychania.
Piszę miarowo na stronie, kłopotliwa wszakże staje się obecność online - nic tylko odpisuję na listy.
Jak Ci idzie malu-malu? Źrebiaczek galopuje pięknie?
Vero w Bretanii do jutra, wysypiam się.
Krzyś Karasek był w Klubie Nieudaczników, ale dopadła mnie gorączka, Ryś telefonicznie nachwalił.
W pracowni mnóstwo czeka niecierpliwie w nadziei, że mnie zbudzi do dnia. Pachnie tęczą.
Z wiosennym pozdrowieniem
wieś gdzieś

Cześć pracy! albo my to jacy tacy?!

 

9.04.2003

Dzień, w którym ulżyło postumentom. Spadł Saddam. Zrobiło się ciasno w kostnicach.
Zadziwiam się, żyję. Może życie nie takie straszne? W powietrzu zapach tęczy.

 

13.04.2003

Światu należy się zadziwienie.
Libia przewodniczy Komisji Praw Człowieka ONZ, demokratycznie wybrana przez członków jakże demokratycznych!
Nie znaleziono masowych broni w Iraku. Może znajdą się w Syrii? Dam trzy zdechłe obole za właściwą odpowiedź.

Koalicja posiada kod genetyczny Saddama, niezbędny do identyfikacji zwłok. Podejrzany mój kumpel pan Ciekawao (ten biegły w Tao) pyta z nadzieją w głosie, czy może parę zgęstków DNA zachowa się dla przyszłych pokoleń, dla ew. klonowania, jako że geo-polityczno-potyliczna opcja może się zmienić i znowu trzeba będzie prawdziwych mężczyzn i wzruszeń.
Stutysięczne gwardie i armie irackie zasuwają na piechotę do domu. Załogi opuściły czołgi i działa w porę przed bombardowaniem. Rabunki w miastach. Jak zawsze w gwałtownej przemianie - najbardziej cierpią uprzywilejowani, są do odstrzału. Ci, którym jako tako się powodziło za cenę przynależności do aparatu władzy - tracą. Najbiedniejsi, ci, co nie popierali aktywnie reżimu i żyli w nędzy - dla nich każda zmiana jest szansą. Ci zatem, co rabują, opowiadają się za nowym. Szkoda, że do kradzieży niewiele. Wolność okaże się groźna, jest jej zawsze za mało.
Kiedy jest się wolnym od czegoś (terroru), chce się być zaraz wolnym do czegoś (godnego? twórczego?). Wolność jest boleśnie zróżnicowana.

Skróty perspektywiczne. Rakieta wystrzelona na pierwszym planie leci w kadrze do celu w głębi, a wrona ukośnie przekreśla niebo i znika z prawej w momencie eksplozji.

Mam w sobie coś z ptaka. Lotem przekreślam pole bitwy.

14.04.2003

Tęsknię do słońca, które nie rzuca cienia.

 

15.04.2003

słonko grzeje ptaszek ćwierka
nieśmiała iskierka
jest

 

16.04.2003

Jacy indywidualni są w podejściu amerykańscy prezydenci! Reagan słał swego osobistego lekarza, by wspomagał Saddama Huseina, gdy ten miał kolkę w krzyżu! A Bush? Bomby co rusz!

Horyzont drzewa, Fotografia Wiesław Sadurski17.04.2003

Powoli zielenieje horyzont drzewa.
 

24.04.2003

Piszę do Jerzego:
Górko Drogi, jak ci się wiosenni?
Co ci też Kazia nóżka na klawiszach maszyny do pisania wytańczyła?
Jarek tez pono coś w radiu o nim nawijał - czy to jakie jubileusze?
Siedzę południami w słonku i co rusz otwieram książki różne, zamyślam się i wspominam, a że kupiłem skaner, wiec sięgam po negatywy wczesnych lat 60-tych, patrzę i dziwuję się, za widokiem każdym wraca pamięć śmiechy zapachy wiatry. Objawy przedwczesnego starzenia, cyco?
A jako Ci się słoneczni i słoci?
w.

     
  1 Maj, Fotografia Wiesław Sadurski Szyba i widok, Fotografia Wiesław Sadurski
  1 maja pod mym oknem. Miejski Pejzaż po 1 maja
 

02.05.2003

Czego ja nie widuję z podziwem w TV Polonia, co leczy tęsknoty! Ostatni tydzień: film o Andrzeju Zaniewskim, koledze młodości a słynnym autorze; Stan Borys, ostatni uścisk dłoni przed 30 laty, śpiewał "Jaskółkę" piękniej niż zawsze; i Pan Tadeusz jeszcze, wreszcie.
Jestem przejęty
aż po pięty!

oj, wspominam, była Ździsia,
chętnie obnażała cysia

czy ja chciałem, czy nie chciałem
wszystko od niej dostawałem!

Kreuzberg, Fotografia Wiesław Sadurski Hi! I am high!

Umierają przyjaciele. Człowiek zapracowany, zajęty, a oni umierają jakby nigdy nic.
Jan w Warszawie, Lee w Berlinie. Ich obecnością staje się pamięć - trwa i mija, nieustraszenie.
Żal. Nie zdążyłem powiedzieć, że ich kocham.
Lee umarł ze 2 tygodnie temu. Czeka w chłodni kostnicy, bowiem Urząd Socjalny rozpatruje podanie o pogrzeb. Spotkamy się gdzieś pod koniec maja, grono wariatów jeszcze obecnych, żeby pożegnać kolegę. Gdy Socjal odpowie pozytywnie. Pójdziemy też do Cafe po pogrzebie, wiadomo, każdy płaci za siebie, w tym towarzystwie, gdzie połowa nie ma czym płacić. Kolega rzeźbiarz odlewa rzeźbę jakąś.
Lee przed 25 laty pomagał mi w garderobie, w przygotowaniu do zdjęć "Czarodziejskiej Góry", gdzie robiłem dla chleba jako statysta. Spotkałem go w miesiąc później w metrze. Lee rysował design, kreacje mody, śpiewał i komponował, pisał teksty do swych piosenek. Parę lat temu pomogłem mu w zakupie i instalacji komputera. Odwiedzałem, naprawiałem, doradzałem. A teraz przywieziono mi komputer z prośbą rodziny o kompletne czyszczenie. Pośród wierszy i piosenek są bowiem zapisane wielkie ilości obrazów, pornografii ostrych; nigdy nic takiego w życiu nie widziałem. Komputer dostaje w spadku siostrzeniec! rodzina się troszczy o brak szkód moralnych.
I co? Włączam, patrzę. Przeglądam, usuwam dobre pięć gigabajtów sztuki. Usuwam muzyki, obrazy, teksty, książki adresowe. Groza? Czyszczę dysk Nortonem, żeby niczego nie można odtworzyć. Basta! Potworna gumka-myszka wyciera życie z istnienia.
Oj dana dana, wzruszam się po kolana!

David Hume filozof (poznaj jeśli nie znasz) zapytany na łożu śmierci, czy sądzi, że jest życie po śmierci, powiedział:
- Jest całkiem możliwe, że jeden z węgli wrzuconych do ogniska nie spłonie.

Ludzieńkom lepiej we dwoje! Para, Fotografia Wiesław Sadurski  
 
Wiesław Sadurski 2003, Fotografia Michael Krause
Portret Waldi, Fotografia Wiesław Sadurski
 
Znalazłem swoją jaskinię dumania.
Waldi

10.05.2003 czas 08:04:15
Imię:  
Steffi
Treść przekazu:  
I'm impressed about your great work! My best wishes www.steffi-schott.de

white rose, Fotografia Wiesław Sadurski10.05.2003

Słoneczne dnie, burzliwe noce.
Przez wszystkie te lata, ach! dziesięciolecia! - nosiłem ze sobą zeszyt podróżny. Żeby zapisać, gdy jakie natchnienie dopadnie znienacka. Teraz mam ze sobą kamerę. Waży niewiele więcej, ale obciąża tę stronę. Fotografii sto razy więcej niż to, co umieszczam... A co z filmami? Jeszcze chwilę, a problemy technologiczne zupełnie nowe! Film dźwiękowy wymaga przemodelowania wisarts. Wszystko dla DSL, czy jak?
Pocieszam się latem, pracuję jak wół - dla przyjaciół, których trzeba wspomóc, skoro jest już kamera i skaner, drukarka i stół komputerowy. Nie narzekam na prace społeczne, brakuje mi jednak powietrza, gdy siedzę przy stole. Wolę chodzić.
 

14.05.2003 czas 18:44:24
Imię:  
Gentle Muse (Sandra)
Treść przekazu:  
Back again! After looking at more of your wonderful creative work, I have a request. On my personal website (http://www.soul-songs.com/) a collection of my award winning poetry. I use backgrounds that enhance the work. Two of your works caught my eye and I would like to know if you would permit their use. There would be a link back to your website provided, along with a "no-right-click", feature to protect your work. Please take a look at my site and if you would allow the use of your work, let me know. Thank you. Sandra

Trawa w betonie
Trawa w betonie
 

14.05.2003 czas 18:24:41
Imię:  
Gentle Muse (Sandra)
Treść przekazu:  
What incredible work. Kudos! I found such pleasure visiting you lovely site. The work is amazing. You are a very gifted man. Thanks you so much for sharing.

 
Sura, Fotografia Wiesław Sadurski
21.05.2003
Kraty kwiaty, Fotografia Wiesław Sadurski

Po której stronie kraty Ty właściwie jesteś? Po jednej stronie - kwiaty,
po drugiej pieniądze.

Raminta smutna, Fotografia Wiesław Sadurski
Piramidka i trawka, Fotografia Wiesław Sadurski

Raminta śmieje się wybierając tło do fotografii - taka aura wokół głowy!
Ale z bliska zdaje się zasmucona?
O czym tak myśli ona?

O czym oni gadają,
gdy się czasem spotkają,
piramidka i trawka?

29.05.2003

Po pogrzebie Lee jak przed pogrzebem. Moim własnym.

 

04.06.2003

Sam nie wiem, czy ja się może przejąłem śmierciami przyjaciół? Jan. Lee. A może przyczasiało?
Nie kojarzę dni i nocy, nie mam głowy do pamiętania.
Zdaje się, że to Krzysztof z córką zawieźli mnie do szpitala o poranku.
Pierwszy raz w dorosłym życiu stałem się pacjentem, na stole, wśród fachowców instrumentów przewodów rurek, a wszystko w blasku pracy, która miała utrzymać mnie przy życiu. Śmieszne!

Refleksje miałem raczej później, przez wiele godzin zajęty oddychaniem. Życiowe cele koncentrują się na zaczerpnięciu następnego oddechu, i proszę bez omdlenia, grozi śmiercią.

Uratowali mnie dzielni lekarze. Brawo! A kiedy bóle uspokoiły się, całymi godzinami zachwycałem się szpitalem, niebem słonecznym po drugiej stronie okna. Miejsce przy oknie zwolnił chłopak z Singapuru, opuścił pokój nogami do przodu, a ja wzniośle poprosiłem siostrę o spełnienie życzenia skazańca, co to chce patrzeć w niebo. Moje miejsce (pierwszych godzin) w kącie zajął zaraz ktoś umierający na sraczkę. Powiadam Ci ,tu wszystko śmieszne! Szkoda, że śmiać się nie można, boli.

Opuściłem szpital w sobotę popołudniem. Nie chcieli mnie puścić, więc wypisałem się sam - przez okno i drabinkę pożarową. Wędrowałem godzinami po Kreuzbergu, w upale i szczególnym stanie ducha, jakby liryczno-schiziowym; na tyle gupi, żeby zapomnieć o realności - przecież byłem wypełniony ze szczętem medykamentami.

Fajnie, wróciłem do domu około północy, prysznic, do łóżka. O czwartej rano obudził mnie ból potworny. Serce, lewa połowa piersi, lewa ręka. Walka o oddech, mozolne ubieranie się, kolejny atak bólu. Taksówka, i znowu do szpitala, z pomocą córki i Rainera. Nikt się nie troszczył o tłumienie bólu, lekarze też ludzie, a w tym przypadku ludzie wkurwieni!
Tyle na dzisiaj! Żeby Cię zawiadomić, że żyję. Muszę się przespać, północ, rano do lekarza.

 

05.06.2003

Po zawale - nieźle wcale!
Najciekawsze, co widziałem na wielkich ekranach w szpitalu - moje serce i co z nim wyprawiano. Lekarz - indonezyjczyk urodzony w Siemianowicach - cały czas mówił, chętnie odpowiadał na pytania, nieco zdziwiony, ale gotów do wykładów. A kathetery (nie znam polskiej nazwy) tańczyły w sercu, pobierały krew z niego, sączyły narkotika (tym lekarze szafują chętnie!).

Pisze mi B.: Doradzam koronarografię i /jak się da/ stent(y).
Ja się dorobiłem (właśnie) dwóch.
I trzymaj się tego co jest, bowiem tam jest nic.
Sprawdziłem to ostatnio parę razy.
Nitro życzę
Pod języcze
k!
I zaraz odpisuję, no nie? ciekawy temat!
Stent is okay, ale 4:RIVP ( dwa razy, 30 i 40 % ) i mniejsze 16:D2 (dwa razy, 40 i 70 %) są za małe, żeby drutować/bypassować. Trzeba lecieć na pigułach. Medykamenty są zajebiste: halucynuję na spacerująco! High, że ajaj!
Od nitro ból głowy, jeszcze w szpitalu doktorom odradziłem.
Że tam jest nic? Nie daj się nabierać przeczuciom! Nie ma żadnego TAM, jest tylko TU. Ale przestronne nie do pojęcia, może do przejęcia (się). I już leje się papierowa woda. Język nie dotyka prawdy. Ale gdaczę.
Jest taki punkt istnienia/świadomości bez mdłości/czułości, gdzie jest tylko to co jest. Wszystko co było, jest i będzie, wszystko czego nie było, nie ma i nie będzie, a także wszystko czego nie nie było, nie nie ma i nie nie będzie.
Z tego tryskają czasy i chcenia, światy i odkupienia, przestrzenie bez końca, sraczka nieustająca.
To jest tak proste, że niewypowiedzialne.
Ale moja prawa ręka zmęczona i sina od kathetera. Tyle na teraz. Idę sobie.

 

06.06.2003

Wcielenia? dobre dla cieląt!
Doświadczam cudów nowoczesnej medycyny. Do niedawna w science-fiction: inteligentne sondy-narzędzia, buszujące w przestrzeniach serca. Ekrany, na których widzę w powiększeniu, co się dzieje. Znam to, rysowałem serce i układy krwionośne; nauczyłem się wiele nie marząc o bezpośrednich wglądach. Medyczne technologie imponujące. Fascynujące.
Od tygodnia na lekach. Wyrafinowane narkotika, działające głęboko/wybiórczo/docelowo. Mają działania uboczne. Bóle głowy, depresje, pomieszanie zmysłów, lęki, halucynacje, zaniki pamięci, słuchu, kompletne wypadanie włosów, ślepota, impotencja, hepatitis, szkody w nerkach, bóle artretyczne gdzie się da i - top of the pop! - zaprzestanie oddychania. A żeby pacjentowi miło od wrażeń - wśród składników leku są dwa barwniki: E127 i E128. Oto jak się spotykją - cudo technologii i niska kultura.
Okay, idzie o życie, a człowiek ma wolną wolę, może wybierać. Christian twierdził, że życie w cierpieniu i posuwającej się do przodu (od dziesięcioleci) choroby jest poniżej jego poczucia godności osobistej. Wyszedł przez okno. Ja? Nie chciałem się rodzić, ani żyć. Spokojnie, żadnych smuteczków; skoro mi dane było, więc na całego.
Wiesz, bywam skromny niepewny. Ostatnie doświadczenia potwierdzają, nigdy nie bałem się śmierci. Zawsze brzydziłem się tym co zostaje, i faktem, że po człowieku trzeba sprzątać.

pokos

12.06.2003

Masz jakieś problemy życiowe, twórcze, finansowe, rodzinne?
Doradzam zawał serca.
W 10 dni później jak w bajce. Wstaję biorę prysznic w słonku. Jeden proszek przed śniadaniem, kromka chleba z serem, pół jabłka, dwa proszki po śniadaniu. Herbata, dziennik BBC z tego strasznego i pięknego świata. Po kwadransie czuję działanie proszków - high nieznany. Jadałem chętnie peyotle i meskaliny - nie wierzyłem w wasze aspiryny. Teraz high codzienny zapewniony przez lekarzy, tripuję legalnie, to nowe!
W dodatku - mam nic nie robić - czasu tyle, że możesz zazdrościć.
Życie po życiu. Zwolnienie lekarskie od obowiązków. Biorę kamerę do torby na brzuchu (w dłoniach nie noszę) idę w Berlin. Po słonecznej stronie ulicy. Marsz całodniowy, miasto moloch. Siadam na minutę czy godzinę, gdy wymaga zmęczenie albo urok chwili, piję wodę mineralną, gdy pragnienie. O zmierzchu proszek daje znowu kopa - w stronę domu. Ledwo dochodzę. Córka podaje obiad, młode kartofle, szparagi w sosie i sałata, nabieram sił na tyle, żeby ponarzekać, zapisuję fotografie z kamery na dysk, ledwie przeglądam. Dolegliwości? Bóle serca słabe, halucynacje ciekawe, zmęczenia chwilowe.wiesiołek, foto Wiesław Sadurski

Zawsze brzydziłem się tym co zostaje, i faktem, że po człowieku trzeba sprzątać. Patrzę na swe obrazy, stosy grafik i rysunków, sterty rękopisów. Tyle śmieci! Co z tym począć?

15.06.2003 czas 08:53:23
Imię:  
BOGDAN
Treść przekazu:  
Wspaniala strona. Co najwazniejsze w kazdym miejscu znajdujemy gleboka TRESC
Dzieki Bogu ze w masie nicosci mozna znalezc te perly.

17.06.2003

Veronique stwierdziła, że staje się sekretarką. To fakt! Załatwia sprawy, telefony, korespondencje, zakupy, gotuje i sprząta. Przygotowała serię fotografii Miachaela do druku. Jutro zrobi layout. Mam nadzieję, że przejmuje także zarabianie pieniędzy. Ostatnie tygodnie szkoły, ostatnie w roku klasówki. Wszystko dobrze w rodzinnej kobrze. Przygotowuje odlot na Majorkę.

Moja przyszłość skazańca. Trzy wizyty lekarskie na bieżący tydzień, EKG w obciążeniu i drugie długoczasowe, aby stwierdzić jakie zmiany zachodzą pod wpływem leków. Powolne spacery. Tyle nasion lip.

21.06.2003

Gwałtowne wiatry i deszcze na powitanie lata. Czyste powietrze. Muzyka syren policyjnych, głosy licznych koncertów wśród placów i ulic. A w skrzynce mail:
Witam
Piszę jedynie aby wyrazić zachwyt Pańskimi obrazami i mandalami, właśnie czegoś takiego szukałam.
życzę wielu sukcesów i serdecznie pozdrawiam
Katarzyna P.

i druga, praktyczna:
so back to the work, can we send the check to you directly?
Janie o'l.

Wiesław szuka miejsca, fotomontaż Wiesław Sadurski

Znalazłem miejsce w mieście
spokojne
w oku cyklonu.

Wychodzę z podziemia, czy właśnie wchodzę?

 

Wieś, przepraszam, że znów nudzę. Wgłębiam się w Twoją stronę i nie mogę się oderwać. A powinnam bo chyba zwariuję. Twoje obrazy - na razie na nie sobie pozwoliłam - przypominają mi tak wiele rzeczy z dzieciństwa. A też są takie żywe. Nie umiem opisać co czuję patrząc i czytając ale pewnie już nie raz słyszałeś takie i klarowniejsze słowa zachwytu. Dziękuję.
Kasia
Kasiu miła, to cudnie, że się odzywasz, że gdzieś tam jesteś i piszczysz z radości! Do cieszenia te obrazki, i z radości pewnej. Cieszę się na nasz kontakt, chociaż nie wiem, kiedy do w-wy.
O synach piszesz w liczbie mnogiej - aż tak obrodziło! Jak to się orze, mój boże! przecież ja Kasię wspominam głównie z fikołków! ach, widziałem Cię raz jako dorosłą - ale pamiętam tylko jak mnie na widok zamurowało.., a przecież trzeba było Cię zaprosić na lody i się studzić!
Moja córa już duża i właśnie robi postępy w akcjach opiekuńczych, zajmuje się domem i tatą, robi nieźle gimnazjum. Ja po zawale wspaniale, tyle że nie mam czasu się wyspać!
Naprawię to zaraz, a potem do Ciebie napiszę.
serdeczności
w.

klin, foto Wiesław Sadurski

22.06.2003

Choroba potrzeba spokoju, ale wczoraj dzisiaj dorwały mnie zajęcia obowiązkowe - prace dla przyjaciół od miesiąca trzeba było skończyć oddać. Poszedłem w miasto, nasłuchałem się świergotu ptaków i ludzi. Claudia. Rewolucjoniści z latin ameryki, rozmowy o sensie społeczeństwie kapitale. Ich akcje? widzę następstwa - wzmożenie terroru władających. Żadnych fotografii, jesteśmy wśród potencjalnych skazańców.

mail pociesza mnie nieco:
Dzień dobry,
pisze, aby pogratulowac Panu strony z darmowymi tapetami i dodatkami na strony www.
Uwazam, ze jest to strona z najlepszymi tapetami i dodatkami, ktora znalazlam w polskim Internecie i nie tylko. A przekopalam sie przez setki stron. Powiedzialabym, ze one sa w najlepszym guscie (oczywiscie moim - artystycznym), ale ja tak uwazam.
Napewno bede ja promowac, bowiem tak sie sklada, ze ucze w szkole i podaje uczniom strony z darmowymi tapetami. Na moich stronach tez umieszcze link do Pana strony.
Zycze zdrowia i dalszych artystycznych sukcesow
Barbara

 

Wiesiu, przeciez (i tum Ci wyznanie winien) ja na Twoje strony nie zagladalem od tych kilku razow po naszym szczesliwym berlinskim spotkaniu (-ach). Jakos nie utkwilo mi wtedy, ze prowadzisz tam dziennik unaczesniany
niemal na biezaco. Ach - coz to jest za kopalnia - skarbnica. Co tam! Wszechnica wiedzy nie tylko o WS ale i o czasie naszym (dzienniki emigrantow to nie sa, bo i tamtych nieszczesnikow latamy wyzej i chyzej). Dosc na tym, ze teraz dopiero widze, ze to co bralem za cala korespondencje bylo tylko zrzutka ze stolu biesiadnego (a mowie Ci to ja, osoba brzydzaca sie porownaniami sztuki z gastronomia - "smakowity kawalek prozy" zawsze przyprawial mnie o mdlosci.) A wiec, dopiero teraz widze, ze moglem miec reke duzo bardziej na pulsie - albo braku tegoz - gdybym, jak po gazete, siegal na Twoje strony. No ale nie siegal i stad to zaklopotanie. Welcome back - jesli odleciales na znaczny dystans. Witaj, bo jescze za duzo mamy nieposortowanych mysli, czekajacych na wymiane i przerzucie. Twoje przemyslenia na temat wlasnego imienia a takze skorupki, gdy ta pozbawiona ducha wiotczec zaczyna...czy ogromu sprzatania, ktore takiemu pozbawieniu nieodwracanie dotrzymuje kroku.
Bede czesciej siegal po Twoje strony, czytal swoje ulotne mejle do Ciebie, przypominajac sobie porady babci: "nawet jak idziesz wyrzucic smiecie, wloz marynarke, bo nigdy nie wiadomo czy kogos nie spotkasz." Mam nadzieje, ze to w prostej drodze nie wiedzie do autocenzury. Niech zyje spontanicznosc!
Caluje i sciskam (z umiarem) dochodz do siebie szybko (rekonwalesuj szparko)
Twoj
Dudi

sura, foto Wiesław Sadurski

Żeby zdążyć zanotować Andrzeju, że korespodencja łatwo się mi ześlizguję w wiersz albo jąkanie, a pisanie na stronie jest zabawnie swobodne, osobiste a pozbawione prywatności. Zakłopotanie, że cytuję listy do mnie, ale zwykle ukrywam nazwisko nadawcy, zawsze adres. Teraz kłopoty, robię jako paparazzi. Nie publikuję fotos ludzi podpatrzonych. Szanuję prywatność bliźnich, i męczy mnie to, gdyż własnej nie uznaję. Takie wspaniałe czuby twarze tatuaże życia, a nie zamieszczam, bo nie uchodzi...

Biedacy, co nic nie mają, chętnie się dzielą, czym mogą.

 
Pniak, Fotografia Wiesław Sadurski break, foto Wiesław Sadurski
 
Patrzyłem w pniu na rzeźbę Giacomettiego na don Kichota dzielnego, czas w strużkach szarości i mrówki pracowitości. Ta postać dotyka dłonią początku drzewa. Ono zaczęło się w centrum.

Nie doszedłem do siebie, srebrne odcienie w świetle i cieniu opowiadały historie zwykłe, nie warte wzmianki, pęknięcia drzewa, linie papilarne, przypływy odpływy wzniosłe sny bez świadomości.
 

Matthiew, Fotografia Wiesław Sadurski23.06.2003

Na dobry początek dnia Matthiew, aktor, muzyk, nauczyciel teatru; to on w roku 1980 powiedział: - Przyjedź do nas na Kreuzberg, zrób wystawę.

Wystarczyła mała chwilka - zjadła paszcza wilka!

 
 


Smutna tęcza, foto Wiesław SadurskiSmutna tęcza,
zauważ przybiera kształt smoka z bajki dla dorosłych.
Nie oczekujesz ode mnie prognoz złowieszczych? Dobrze. Jestem dobry w innym przedmiocie, rozległym jak łania.
Zdumiewać się. Penetrować poznawczą intuicją. Pojmować.

 

25.06.2003 czas 14:55:47
Imię:  
Stefan Briel
Treść przekazu:  
Wunderbare Kunst gefunden. Danke. P.S.: Schau mal bei mir rein- www.mymindseye.de

 

25.06.2003

Pismo powiada: znający ducha przechodzi przez wszystkie smutki.
Wietrzny dzień; otwieram okna, wnętrze wypełnia zapach kwitnących lip. Podpisuję obraz 'Piramida Słońca', decyduję się odesłać bez werniksowania. Słodko, obraz wędruje do Baltimore. Smutno, a jakże; odstraszam klientów wysokimi cenami, a jak maniak kupuje obraz, to widzę, że na czeku mało zer. Cyfra z przodu jest zawsze jakaś, ale ważne jest nic - zero! - ilość zer na końcu.
Wczoraj obraz na półce wśród setki innych, dzisiaj przychodzi poń dwóch panów w białych rękawiczkach, szlachectwo ducha, business. Veronique wraca ze szkoły, gotuje leniwe pierogi, rozmawiamy o nadchodzących wakacjach i jej zamiarach wyjazdu do Stanów w jedenastej klasie;
przychodzi koleżanka Liza, dziewczyny idą kupić bilety na Majorkę, 4 tygodnie, pozazdrościć.
Bez trudu udaje mi się córkę rozśmieszyć.
I wreszcie mogę zrobić jej parę portretów po awanturze wczora z wieczora.
- Nie mogę publikować twych fotos - mówię - jesteś wymalowana hydra szantrapa, ja się wstydzę!
- A ja tak lubię, to jest moje prawo, zamknij dziób, zmień gust - córka nawija (po polsku!) jak kołowrotek w powieści. Dzisiaj wszakże bez makijażu, jesteś świadkiem. Rumiana dziewucha od ucha do ucha!

 

26.06.2003

Wiadomość w telewizji: 80 % banknotów Euro w Niemczech ma ślady kokainy! Szybka akcja w trakcie audycji: zebrano 20 banknotów na sali i poddano badaniu. 19 miało śladowe ilości kokainy! A mnie się zdawało, że Niemcy piwosze. Błąd.

Pompa tyka równo, Andrzeju, boli mniej niż przez dekady, długimi godzinami czuję się lepiej; słabość znaczna, ale już gimnastykowana; dzisiaj zdumienie - oto się przyzwyczajam do życia i widzę długie i szparkie. Znowu? Jeszcze?
Zrobiłem rentgeny czego trzeba, jutro wizyta u lekarza; nadzieja, pojawi się kalendarz zajęć i wolności.
Twój "impatient pet" jest już na stronie zimy.

pisałem dalszy ciąg z przedwczoraj:
ale co Ci jeszcze dopisać Kasiu, tyle przecież nawijam na stronie Dzisiaj, gdzie piszę ogólnie i osobiście, ale przecież do Ciebie.
jak Marysia żyje bez Janka? pociecha z wnuków zapewne drogi życiu prostuje.
tak się dobrze od tylu godzin czuję, że o wyjazdach fantazjuję.
ale mnie można odwiedzić w środku lata.
uściski
w.
a odsyłając mail odebrałem od niej:
Wieś, jak miło Cię czytać i fajnie, żeś w dobrym humorze. Czy wiesz, że to bardzo ważne abyś się wysypiał? I to kłaść się należy o 21.00 i ani chwili później. Do 23.00 regeneruje się wątroba - tak mówi Chińczyk. To ile ta Twoja Córa ma lat? Moje jeszcze bardzo młode. Kuba ma 3,5 a Tadeusz 11 miesięcy. Trudny to czas ale też momentami bardzo zabawny.
Wgryzam się teraz w Twoją stronę z większą rozwagą i nie rzucam na wszystko na raz (skąd wiesz, że piszczałam?). Cudowne jest Tu i Teraz - znajduję tam zawsze coś dla siebie nawet jeśli nie pojawiło się nic nowego. Stare cieszy na nowo i szczegóły okazują się być zupełnie nowe. Twoje zdjęcie mnie niezwykle ucieszyło - takiego Cię pamiętam, to niesamowite ale, przynajmniej wizualnie, niewiele się zmieniłeś. Chciałabym Cię spotkać.
Teraz ja zasypiam już nad klawiaturą.
Sciskam
Kasia

a już jest pierwsza nocą, jeszcze prysznic, ładowanie tej strony; Vero ma mnie obudzić o ósmej; szaleństwo nieutulone one.

 

Słodkie zmęczenie, marzę, aby pospać, ale dom pełen ludzi i spraw. Dopiero o pierwszej prysznic i do łóżka.
Sen nie przychodzi. Patrzę w okno.
Kiedy zamykam oczy widzę oko. Człowiek ma prawo do wewnętrznej ciemności? Nie. Nie w moim przypadku. Nie ma ciemności, jest oko. Zamykam oczy a jego dolna powieka opiera się o moje dolne powieki. Jest nieco większe od mej głowy, w górę zajmuje wszystko. Nie patrzy we mnie, nie straszy, jest. Ciemne błękity, ale też światła na tęczówce. Nieporuszone. W dół od powiek jest moje ciało, leży w relaksie, oddycha, boli go serce. W górę i do przodu - oko.
Ani pożytku ani zabawy. Ale wystarczy jedno drgnienie myśli, przestrzeń w głębi spełnia się czystym rysunkiem szczytów górskich, nad nimi niebo gwiezdne kometowe, doliny lasy potoki morza fale, omszałe kamienie na pierwszym planie, płot absurdalnie wyżej, srebrną poświatą drewna, przeskakuje go płomień wiejąc przez tysiąc monitorów. Zupełna łatwość wizualna, wystarcza intencja, a widoki skaczą do - zamkniętych - oczu. Roztaczają się lądy, śpieszą wojny pochody błyskawice. Wewnątrz oka, które jest. To nie jest zabawne. Obrazy umysłu, kosmiczne ścieki. Nie są męczące, ale ulgą byłaby zwykła ludzka ciemność. Jak długo odpoczywać na wznak w twardym łóżku? Wstaję wpół do trzeciej, herbata, przeglądanie fotos dnia, uczestniczenie w świcie.
Nie lubię tego bólu serca, więc jednak - nieco nitroglicerynki dla chłopczynki.

2.07.2003

oto wezwanie:
PRZYJACIELE LEKARZE, proszę o wsparcie informacyjne i poradnicze!
poniżej rysunek mego serca z czterema punktami stenozy:

rysunek mego sercaod góry:
naczynie 16:D2 - stenoza 40 %
naczynie 16:D2 - stenoza 70 %
naczynie 4:RIVP - stenoza 30 %
naczynie 4:RIVP -stenoza 40 %

Procedura konserwatywna - medykamenty (naczynie D2-stenoza 70 % jest zbyt małe dla dokonania operacji).
ISDN (Isosorbiddinitrat)
Bisiprorol (Bisoprorolfumarat 2:1)
Simvastatin
Aspirin Protect 100
i nitrogliceryna w zasięgu dłoni.

Zwolniony ze szpitala przed miesiącem. Czyli drugi miesiąc na lekach. Bóle serca rzadziej, różne, niekiedy dotkliwe. Prawa ręka, gdzie w aorcie przebiegał do serca kateter jest nadal słaba, boli po wysiłku.

 

3.07.2003

błądzi niewiedza po miedzach świata,
wskazuje na coś i mówi
- to ja! albo
- to moje!

oh yes - potwierdza pies

 

Skończył się rok szkolny, Veronique ma prawo się cieszyć: całkiem niezłe świadectwo (jak na bimbanie). A skoro przy temacie - jak Ci się podoba takie oto hasło:
"Oświecają jedynie szkoły, które płoną."

8.07.2003

Ależ macie ciekawie, rodacy Polacy; włączyła córka z jakiegoś powodu TV Polonia; słyszę rozmowy, dyskusje. Jakby już znane: afery, korupcje, kolesie - aż echo niesie.

asfalt_jesu, foto Wiesław Sadurskiasfalt2, foto Wiesław Sadurski
 

Chodnik i kwiaty lipy, foto Wiesław SadurskiChłodny dzień, sentymentalny refren.
To ostatni dzień posypany złocistym pyłem lip. Deszcz rozmywa przyszłość.


Mówiła śrubka do kaczeńca:
- Uważaj, bo mi zrobisz jakiego odmieńca!

trawy, foto Wiesław Sadurski15.07.2003

Veronique ma wakacje, już na Majorce - na miesiąc! W Berlinie Love Parade. Porządki w warsztacie malarskim. Fotografowanie obrazów. Nie ma koncentracji do pisania czytania. Ale cała reszta idzie nieźle, jeśli mam chwile ciszy dniem lub nocą. Wczoraj czytałem artykuł o zawałach serca; w Niemczech umiera jeden na trzech, przeważnie zanim pomoc lekarska go dosięgnie. Czyli - miałem nieco szczęścia.

 

Kasia z Obrazem, foto Wiesław Sadurski

Kasia wróciła z Indii, żeby malować jeszcze barwniejsze obrazy.

24.07.2003

Co chciałbym Ci napisać, opowiedzieć... Ciekawa próba oszustwa internetowego, nie dokonanego na mnie. Któregoś dnia zestawię tę kupę majlów z teczki pt. Mafia, hm, zajmująca literatura. Dokładnie psychologicznie wykrojona na mnie, chociaż przypuszczam, że podobnie nabierają innych.
Oddałem do banku czek na 5000 US $, otrzymany od gangsterów przez fedex, a dzisiaj się wstydzę, czek jest bez pokrycia. Trochę obrzydzenia - czy ja wyglądam na kogoś, kogo można nabrać?

26.07.2003

Czegoś tam szukałem w sieci, aż wpadłem pomiędzy jej oczka, z przyjemnością - zaraz sobie skopiuję na dyskietkę Twoje gawędoły i zabiorę ze sobą, bo wyjeżdżam na kilka dni, do Katowic i w Sudety. a wieczorami będę się zadawać z Twoim tekstem, który już na pierwszy rzut oka wydał mi się wciągający i dynamiczny. A co najważniejsze, pozwoli mi trochę "na niby" pobyć z Tobą, posłuchać, etc. Swoją drogą, podziwiam tę żelazną dyscyplinę niemal codziennego pisania. Ja w tekstach krążę w koło, cofam się, powracam, wyrzucam do kosza, wyjmuję z kosza i tak bez końca. Przysłąbym Ci coś z moich tekstów, może dreogą elektroniczną, bo to zwalnia mnie z chodzenia na pocztę i stania w kolejkach, które przy tych upałach są katorgą. Jakieś dwa (trzy?) miesiące temu wydałem powieść. Może bym Ci posłał dwa rozdziały, a jeśłi uznasz, że nie szkoda czasu na czytanie, to następne? No nic, jeszcze pogrzebie w plikach. Coś wydziobię. A na razie - uściski w oba policzki. Henryk.

 

Drogi Henryku,
wróciłem przed chwilą z wakacji,
parę tygodni w wodzie i słońcu upojnym upalnym, siły nabrałem żeby jechać wkrótce na wakacje do polski. Pohulam póki lato, nabiorę sił i po warszawie ani chybi polecę gdzie jeszcze albo znowu lato.
A co? skoro nowe oczarowanie zwie sie leniuchowanie!
Moja żelazna dyscyplina częstego pisania zrobiona z brzozowej witki; listek po listku rośnie póki rośnie.
Powieść wydałeś? ciekaw stoję, przyślij mail;
wprawdzie czytelnik ze mnie malutki - oto wczoraj w słońcu czytam wiele stron ciekawej prozy, przewracam którąś stronę i nie wiem nagle nie tylko co na poprzedniej, ale również, co to jest to, co w dłoniach trzymam, na co patrzę.
Bardzo ciekawie jest na szkolnej ławie.
Miło by było - ugwarzyć zacną chwilkę gdzie w trawach wiślanej skarpy w środku lata i przyszłego tygodnia!
co? wieś
gdzieś

 

13.08.2003

Wiesławie ...czy istniejesz naprawdę? czy tez śnię ....
wiem - teraz śnię bez względu na to czy istniejesz...
jestem wstrząśnięta , zszokowana ,
jestem znakiem zapytania i wykrzyknikiem w jednym ...;-)

Jak się domyślasz odwiedziłam Twa witrynę i oniemiałam...

Wybacz proszę za ma ignorancje, ale do tej pory nie wiedziałam , że istniejesz..
Doprowadził mnie do tej świadomości przypadek , a może nie przypadek - fraktale, których istotą nagle zostałam zaciekawiona i stara poczciwa wyszukiwarka skierowała mnie na Twa witrynę. ;-)
Zapewne zastanawiasz się , dlaczego aż tak mną wstrząsnęło to wydarzenie??
Hmmm...
Zobaczyłam siebie ... To zawsze tak szokuje , kiedy w relacji z kimś innym nie znajdujemy granicy , mocnej czarnej kreski oddzielającej , którą z (mylnego) założenia spodziewamy się znaleźć ... szokuje to co wszak zawsze było prawdą choć (niewidoczna czasami) , iz granice, oddzielenie to tylko iluzja i ograniczenie naszego obecnego postrzegania.
Tak tez w Twoich obrazach , Twoich słowach , pasjach , marzeniach i doświadczeniach ...znalazłam siebie sama , swoje pasje , rozterki, marzenia ...droge... choć może w wersji bardziej zrealizowanej .
Poczułam się jak bym przebudziła się ze zbyt długiej drzemki i zobaczyła , Iż to co wydawało się być tylko snem mam przed oczyma.....
Bardzo bardzo mnie zainspirowałeś Wiesławie i sprawiłeś , iż cos we mnie ożyło .
Idąc brzegiem rzeki nagle zobaczyłam most , którym mogę przejść na druga stronę by doświadczyć tego co było zaledwie zamglonym marzeniem , niejasna wizja.....
To cudowne ,że istniejesz i możesz zachwycać innych pięknem , które odczytujesz poprzez swoje zmysły , intuicje , emocje i mądrość. To wspaniałe , że inspirujesz ..i starasz się pomagać ... Piękno jest miłością , a miłość łączy i zachwyca , spaja i buduje..
Twoje życie jest tak cenne - dbaj o nie do ostatniej chwili ....
Twoje marzenie Lot w światło - spełni się - niewątpliwie... lecz jeszcze musisz wzbogacić się w pewne teraz niedostrzegalne treści ... warto...
To światło ma niesamowita moc przyciągania , rozumie Cię ....niczego nie da się w tej rzeczywistości porównać do tej
cudownej wolności przepojonej miłością euforią wszechistnienia i nie oddzielności , nie dualności....

To tak jak byś budował statek kosmiczny - musisz mieć wszystkie elementy, które połączą się w czasie i przestrzeni Świata Twojej Bytu i wówczas Doświadczysz Tego co jest teraz Twym celem . Zyczę Ci tego z całego serca i wiem , że wynagrodzi Ci to wszystkie smutne chwile ...
Twoja Córka - Widzę w niej kogoś kto jest wielkim Twoim Przyjacielem , kto dodaje Ci mocy ..wiele by mówić...-Cudowna Istota. Jest Twym prawdziwym Skarbem , ale Ty wiesz to..

Pozdrawiam najserdeczniej ......
Beata W.

 

18.08.2003 czas 12:02:25
Imię:  
andrzej
Treść przekazu:  
Jednak zdecydowales sie na opublikowanie E-mailow od mafii i chwala ci za to.
Ale moze powinienes zabawic sie w Robin Hooda i zamiast ogladac swiat jako film i potraktowac go jako scene glupkow, i nie byc idiota ktory tego nie wykorzystuje. Pozdrowienia,Andrzej. I nie pal tyle, bo to jednak pada na serce, i na mozg.

Andrzej, foto Wiesław Sadurski

18.08.2003

Trzy tygodnie wakacji, zapowiadanych 17 lipca, skończyło się przed godziną.
Tak śmiesznie - wyjechałem z warsztatem malarskim: dwie sztalugi, farby i pędzle, 30 płócien. Laptop iBook, fotografie obrazów do opracowania. Kamera...
Dlaczego śmiesznie? Zabrudziłem 3 płótna kolorami, pokazałem pędzlom pełnię lata - i spakowałem majdan. Komputer włączyłem pewnego południa, żeby stwierdzić to nudne, i basta.
Kamerę używałem pierwszego i ostatniego dnia pobytu. Woda i słońce, nieco czytania, dużo snu. Odpoczynek.
Wróciłem przed godziną. Odebrałem 130 emails. Ach, Skarbie Światła, zaraz Ci będę odpisywał!

vero, foto Wiesław Sadurski

19.08.2003

ULUBIENIEC MAFII. Nie wiem z jakich powodów! Skąd te względy? Dzień w dzień przychodzą mails z propozycjami interesów. Któregoś dnia wczorajszego ułańska krew zabrzmiała: zrobiłem stronę "UWAGA MAFIA". Trzy kwadranse pracy. Pauza na herbatę i refleksję - jakże to?! trzy kwadranse życia poświęcam jakimś łajdakom i ich sprawom, i przede mną przyszłe godziny czy dnie pracy po nic, bo jakieś czarnuchy nigeria-holland connection...
Pauza.
Zapisuję pytanie: - Czy jest doradzane aktywne wystąpienie przeciw mafii?
I Ching odpowiada "- Przedsięwzięcia przynoszą nieszczęście. Nic, co byłoby korzystne!"
Jaka ulga! Usuwam z dysku stronę, usuwam 80 mails w teczce "mafia", zbieranych od maja.
Zaatakowany zostałem jeden raz osobiście. Łatwo sporządzić mój portret psychologiczny - wszystko jest online, żadnej prywatności, przedstawię Ci 25 mails w sprawie kupna/sprzedaży obrazu. Czek na 5000 US $, który okazał się bez pokrycia. Ciekawe story - bez komentarza!

Nie ulegać pokusom współistnienia. Nie angażować się w społeczne majaki. W każdej godzinie czynić światu dobro. Nikt tego za ciebie nie zrobi! Nie ufasz przecie politykom skurczybykom posiadaczom kwaczom!

 

Pięć róż, foto Wiesław Sadurski21.08.2003

Pewnie, że nie zamieszczam tutaj mail, jeśli o to proszony. Ale nawet zupełnie prywatnie, Beato, będzie mi trudno odpowiedzieć. Twoje słowa są jak pieszczota. Ach pieść mnie jeszcze, pieść!

 

Śniadanie: kromka chleba z Tahini i płatek sushi ingwer, pastylki. Zaczyna się kolejny dzień tripu. High porównywalny do początku prawdziwego tripu. Wspomagam wyborną trawką.
Dzisiaj przeglądam obrazy w magazynie, 30 wieszam na ścianach. Galernik, gdy mu mówiłem o obecnych pracach, westchnął: - Ach, te twoje gwiaździste obrazy! - Proszę bardzo, czemu nie gwiaździste!
Zrobiłem w domu wystawę. W trakcie wizyta - pomocna w dźwiganiu! - Api, a także Petry i Pera. Gawędy, herbaty, powrót Vero ze szkoły; nagotowała mi kaszy greczanej, sobie ziemniaki i potrawę z ogórków w śmietanie. Pyszny obiad, dalszy ciąg prac wystawienniczych, lampka czerwonego wina, wykalkulowana, że przecie poranne leki są już we krwi, a wieczorne przyjdą, gdy wino już we krwi. Te parę kropli wina sprawia, że pląsam pijany. Świetny humor. Nie lubię tych obrazów gwiezdnych niedobitków. Kameralna muzyka przeczuć nie realizacji. Dobrze, nie mój kłopot, tymczasem 9-ta wieczorem i nie chce mi się iść do galerii. ZeitZone, Kreuzberg. Łatwo Ci będzie trafić - w grudniu.
Cały dzień grzmi rock: Patty Smith, Bob Dylan.
Moje serce boli miarowo, gdy przyśpieszam obroty. Trzeciego biegu zupełnie nie lubi. Czuje się komfortowo, gdy odpoczywam. Ale jak długo można odpoczywać w świecie szybkich świateł nieobliczalnych impulsów kolorów niepoczytalnych ze szczęścia gdy spocznie na nich widzące oko? Krzątam się zatem, tyle do zrobienia!

 

23.08.2003

Goście, córka. Nie miałem czasu na listy. Dużo muzyki, Berlioz, Symphonie Fantastique, trzy razy. Patti Smith 'Boy Cried Wolf'. Przebudowa ulicy, potworny hałas w pracowni przy otwartych oknach, wielość maszyn ze stron świata. W jadalni szemrze telewizor - trzeba przecież wzruszać się dziejami rzeźniami, i bić w piersi soczystym mea culpa, póki dech.
Malowałbym, gdybym mógł. Andrzej skłonił mnie do zrobienia listy tego, co pilnie zrobić mam przed wyjazdem. Tydzień zajęć, jeśli w skupieniu! Wyrwać ząbek to pierwsze zadanie. Następne pięć równie zasadnicze.
Gdzie mi do malowania! wisarts do przebudowy z nowymi fotografiami obrazów. Katalog malarstwa do opracowania i wydania. Po podróży do Polski!?

O poranku pada deszcz. Popołudniem przeciągam się do ostatnich promieni słońca.

 
Piję lampkę, a jakże, hiszpańskie Reserva pomiędzy lekami, patrzę w świat. Zza rogu idzie brodaty facio. Przechodzi na drugą stronę, siada na kamieniu, gaworzy do siebie, przepowiada rolę? Andy, który mnie fotografował, wchodzi do kawiarni. Facio podchodzi, składa dłonie w ciup, prosi o 50 centów. Chłodne oczy rozpaczy.
- Dostaniesz - powiadam - za portret. - Okay - odpowiada.
 

22.08.2003

Słoneczny wietrzny poranek. Trzeźwość umysłu przedłużam do południa, zanim zjadam leki na śniadanie. Drze się Iggy Popp, tańczę, szukamy przecież nowych wartości!

Zaraz do Ciebie napiszę mail, będzie o szczególnej radości życia, które na krawędzi.

 

24.08.2003

Natura jest tak zrobiona, że może być zrozumiana.
Werner Heisenberg

Brat w warszawskim szpitalu wtorek o ósmej operacja serca. Zastawka wstawiona przed rokiem ma trzy bakteryjne szczepy, do wymiany.

Dziś nie odpowiadam na telefony i dzwonki do drzwi. Pracuję, marząc o pójściu w słońce. Za godzinę wróci Vero ze szkoły. Śmiejemy się w ostatnich dniach do łez, z moich żartów. Upiekła wczoraj kruche ciastka z wisienką.
O 5-tej spotkam Remi w cafe Boca. Konsultacje medyczno-artystyczne.

27.09.2003 czas 21:08:05
Imię:  
watero
Treść przekazu:  
Because i thought i saw last night, i write now.
Squishing words through the keyboard from a place whirring, writing, expression dredges up awkward uncomfortableness.
Recognizing Spirit in all of your expression.

28.08.2003

Pracuję z rana/południa przy komputerze. Vero wraca ze szkoły, idę na wędrówkę. Patrzę na świat i ludzi ze słonecznej przyzby, dziwuję się słusznie niesamowitej różności ludzi. Nie jest wesoło, po długiej przerwie ostro boli serce. Także dlatego, że brat śpi wciąż jeszcze po operacji serca we wtorek rano. Bracie, trzymaj się oddechu, nie mam siły jechać na pogrzeb!
Wracam o zmierzchu, rozmawiam z córką, przyjaźnie, jako że posprzątała przed burzą. Wpada Michael na herbatę, będę odpisywał mails, przygotowywał fotos. A już północ.

1.09.2003

Gwałtowne deszcze naprzemian ze słońcem. Zmarł brat mój Andrzej, odleciał z wiatrem dzisiaj o piętnastej. Niezauważalnie, we śnie. Wstawiono Mu przed dwoma laty zastawkę serca razem z bakteriami. Wymieniono raz jeszcze przed tygodniem, ale bakterie już były wyżej.
Piękny człowiek! Pracował dla bliźnich. A Światło Go przyjmuje w nieskończony pobyt.

4.09.2003

Smutno. Chowają brata do ziemi w jutrzejsze południe.
Co ja tu robię? Miałem szansę się z nim zabrać, we dwójkę raźniej. Tymczasem nadal w życiu, tu, w Berlinie. I na pogrzeb do Lublina nie jadę, chociaż to szansa zobaczenia bliskich wszystkich. Boli mnie od tygodnia serce. Gorzej niż przed zawałem. Pomaga strzał z nitrogliceryny, ale od niego boli głowa. Jutro wizyta u lekarza, będą nowe piguły. Dzisiaj nie widzę żadnego powodu do używania leków i sztucznego przedłużania pobytu.
Spotykam Carmelitę, mówi: - Jeśli przestaniesz brać leki, to powiozą cię znowu do szpitala. Będzie też bolało.
- Trzeba koniecznie mieć rewolwer - odpowiadam - żeby się bronić.

5.09.2003

Nie mogłem spać nocą. Znam kościół, gdzie była trumna ze zwłokami Andrzeja. Jakoś dotrzymywałem mu towarzystwa, w pokoju ducha i trzeźwości umysłu. Zasnąłem o brzasku, już o ósmej rano prysznic, i do lekarza. EKG, badania, mój stan oceniony jako stabilny. Potrojona dawka leków - od jutra! - jako odpowiedź na moje wczorajsze gadanie? Na dwa tygodnie, żeby stwierdzić, czy dam radę.
Tyle dobrego.

Stopa Stopa 2
Stopa 1 Stopa 2
 
graffiti
graffiti
Moje stopy, foto Wiesław Sadurski Gołębie

Moje stopy światłoczułe

Gołębie
8.09.2003

W słoneczne południe idę na pocztę, potem do parku, odpocząć w cieniu. Od wczoraj mam potrójne, czyli maksymalne porcje leków. Czuję przez mgłę. Tzn. wyżej jest słońce, ale świńskie dolinki żywota zalega różowa mgła. Też świńska. W kolorze bólu głowy. Co ani na jotę nie wpływa na determinację, by cieszyć się chwilą.
Na ławce w parku znajduje mnie Andrzej. Po chwili milczenia - bo niby o czym mają mówić tacy dwaj, co to obaj wszystko wiedzą - idziemy na kawę do Zaświatów. Lektura gazety, (fascynujący z dnia na dzień rozwój Dzikiego Zachodu - czyli Irak na wspak), żebraczka (foto niżej w Galerii), zakupy na rogu i powolny marsz w stronę domu. Znów ławka po drodze w Mariannenplatz, kładę się na niej z głową wspartą o plecak. Andrzej na rowerze jedzie po informacje o koncercie Maitra.
poet, foto Wiesław Sadurski
Układam się w ławce na boku, taki spokój i wiatr, chyba zasypiam, gdy nagle dostaję klapsa w pupę, i zaraz drugiego, jeszcze silniej! Otwieram oczy, moment później robię foto.
- Nie trzeba spać - prawie krzyczy pani siwa, - trzeba spacerować, cieszyć się życiem! Nie fotografuj mnie, idź tam, na trawę, do tej dziewczyny z rowerem.
- To chłopak! - mówię. I oto idzie dziewczyna do chłopca, klęka przy nim, całują się na powitanie. - Nie całować się publicznie! Kochać się! - krzyczy ku nim staruszka. A do nas: - Ja też chcę mieć dwadzieścia lat! Znowu dwadzieścia lat!

Andrzej zachwyca się dzianiem i wyciąga rękę po kamerę, strzela nam foto serię.
Siwa bierze mą głowę w dłonie, całuje mnie w czoło i mówi: - A wiesz, co bym robiła, gdybym znowu miała dwadzieścia lat?! Przez tydzień bym z ciebie nie schodziła!
 
 

9.09.2003

Nie wezmę udziału w 11-ej FORESIGHT KONFERENCJI NANOTECHNOLOGII MOLEKULARNEJ, Październik 9-12, 2003, San Francisco Airport Marriott Hotel. Ale wspomnę Ci niektóre tematy:
* Transport Elektronów w Jedno-Wymiarowych Platynowych Nanoprzewodach
* Urządzenia Produkowane z Półprzewodliwych Nanosfer Emitujące Organiczne Światło
* Samoorganizujące się Modele Formowane Wewnątrz Szyków Nanotub Węgla
* Dwu-Fotonowa Mikro & Nanoprodukcja Struktur 3D
* Molekularne Elektroniczne Czujniki Tworzone Nanostrukturalnie
* Komórkowe i Molekularne Quantum-dot Automaty: Komputowanie Bez Prądu
* Półprzewodzące Nano-Druty: od Nanoelektroniki to Makroelektroniki
* Polymeras RNA jako Molekularny Motor Napędzany Informacją
* Tworzenie Całości i Zespołów w Skali Nano
* Inteligentna Samo-Organizacja Komunikujących się Ruchomych Komponentów
* Organiczne Nanotuby ze Strojonymi Wymiarami i Własnościami
* Przemodelowywanie w Skali Nano


Żałuję, że nas tam nie ma! Nano-rewolucja to najbardziej fascynujące zjawisko człowieczeństwa. Nic równie znaczącego w historii dziejów od czasów, gdy małpoludy zaczęły prostować się, zrzucając z ramion ciężar zwierzęcości.

 

B. Miła, się wyobcowałem czy osłabiłem w tym koncentracyjnym obozie światła,
wstaję rano, pracuję, w południe idę w słońce, i taki pech, nie ma wiele szansy na ciszę, łomot miasta niebywały, co można jako karmę akceptować, ale łomot ludzki gorszy, gdzie nie przysiądę na ulicy kamieniu ławce zaraz jest ktoś znajomy, wymówiłem gościnę odwiedzaczom domu, ale w cafe, parku, czy na ulicy nie ma jak... I wszyscy mają do zakomunikowania te cudne szlachetne sprawy, że się komuś urodziło/umarło, że ma projekt zarobienia kupienia wyparcia się kłopotu protestu pojechania odwołania; mówi mi się z szybkością kałasznikowa, pełną przyjaźnią i zaufaniem przecie jak do nikogo innego! Święta krowa w kropki bordo! Czego ja się nie dowiaduję! Szczegółów o zamachu wojnie panamskiej i że wdowa ma kota mąż woli kochankę. Nasiąkam wiedzą o plamach na suficie u sąsiada z góry i o ciekawych ludziach co się wprowadzili na dole.
Nawet fotografować mi się nie chce! Dziwnie w przejawionym świecie.
Wracam do domu, wstawiam hibiskusy do jadalni, bo nocami dziesięć stopni; jeśli się teraz nie przeziębią, będą kwitły całą zimę; pracuję do północy; nic piękniejszego nie może się chyba zdarzyć; fajnie mi idzie, ale praca zakrojona na tygodnie, miesiące, horyzontu nie widać.
Vero zapewnia o miłości - w locie! dziś po zajęciach szkolnych śpiewała w chórze, tańczyła salsę, tyle telefonów! a jeszcze nieznośna klasówka z mate jutro! nie ma czasu na nic, i nie umyje polakierowanych szkarłatem pazurów, i nie ma czasu na żadne dyskusje wychowawcze, jedenasta na zegarze, jeszcze trzeba odrobić lekcje!!!
Drugi tydzień na max dozie leków, stosowanych ofensywnie, żeby mnie leczyć. Poprawiają stan serca, są też ostre bóle głowy kwadrans na widok słońca godzinę, mdłości, na które potrzebny łyk lub kęs. Czuję się chyba świetnie, tańczę dla treningu zabawy do głośnej muzyki. Techno nośne i lotne do pierwszego potu.
Odwiedziłem ZeitZone zaprzyjaźnioną galerię, po 10letniej przerwie grudzień wystawa w Kreuzbergu, mierzyłem okiem ściany wieszałem w domyśle obrazy, zrobiłem layout zaproszenia.
Nie odpisuję na maile, stronica porzucona, jednostronny w akcji. Mam w komputerze materiał fotograficzny całego malarstwa, robię od nowa stronice. Zobaczysz, będzie inna jakość. Świetnie mi się do tego pisze, w tekstach pojawia się fajne podejście; praktyka formułowania się na stronie dzisiaj owocuje prostotą.
Takie pyszne późne lato, pójdę do parku gdzie mnie nikt nie zna; w słonecznym wietrze najlepsze warunki do wnikania w naturę elektronów, sekrety chlorofilu, fotosyntezy; posłuchać co na temat wiedzą drzewa, i poczuć się równie pewnie w esencji bycie na ziemi powszedniej.
Szkoda, że nie chodzisz ze mną na jawie a tylko w przeczuciu, ale przecież Ci dobrze B., taki Ci najdłuższy list napisałem!
z całuskiem
w

22.09.2003

Nie pisuję tutaj ostatnio, pracuję intensywnie, wychodzę niemal tylko do lekarza, tak mnie wcięło pracochłonnie. Dlatego cytuję mail do B. z 16.09.2003, jedyny w tygodniach, co i dla Ciebie sprawę prezentuje:

 
Pierścień, Fotografia Wiesław Sadurski
Przytrzymaj sie!

23.09.2003

Oj dana dana! niedola po kolana!
Pyta mnie lekarz, jak się czuje serce. - Jak otwarta rana - odpowiadam. - Jak otwarta rana - powtarza z zamyśleniem. Komplet nowych badań zakończony dzisiaj, rozmowa na temat w przyszły poniedziałek. Nie zaleca Padmy; lekarstwa, które zjadam, mają zadbać o wszystko. - Po terapii będziesz mógł eksperymentować - stwierdza.
Humor mam wisielczy, świetny. Praca niezmierna, świetna. Ponad siły w ostatnich dniach? Ta święta niecierpliwość - zobaczyć architekturę projektu. Stoi dziś pewnie.
Roboty nie przeskoczysz! teraz zelżało, i przez parę tygodni cierpliwie będą stawiane ściana po ścianie w tym domu metafor.

26.09.2003

Słoneczny dzień chłodny, oślepiająco blade słońce głębokie cienie. Jakże daleko na północy te kontrasty!!!
Praca bez pauz; gdy wychodzę na dwie godziny jak dzisiaj - wszystko poraża oczywistością. Jest tak dosadnie w każdym kolorze, człowieku, ruchu na ziemi, a zwłaszcza ponad, tam, wśród pierzastych chmur i smug samolotowych wyziewów.
W jadalni córka i koleżanka Dilan gotowe do śniadania, kiedy wychodzę z domu; Vero wyjeżdża wieczorem do Francji na dwa tygodnie, podekscytowana!

 

28.09.2003 czas 09:16:00
Imię:  
jan
Treść przekazu:  
W imieniu kosmitów dziekuje Ci za wybitne Twoje osiagniecia konceptualno-artystyczne, szczególnie przesylam pozdrowienia od kosmicznych Gadów po czesci troche spokrewnionych z Chinczykami i Niemcami, lecz majacych w tej czasomomentochwili tak straszny i grozny wyglad iz uzywaja hologramów w kontaktach z ludzmi,
herzliche und intergalaktische gruesse aus hauptstadt der meschlichen zivilisation in der naeheren zukunft, der heroischen Warschau, Kernpunkt ganzes Europas und der erdlichen Welt.

 

28.09.2003

Niedziela najdłuższy dzień, pogodny jesienny słoneczny. Dlaczego najdłuższy? wczoraj o zmierzchu chciałem odpocząć po kąpieli, żeby wyschły włosy przed spacerem, a obudziłem się wpół do trzeciej. Cóż robić? włączać komputer parzyć herbatę zabierać się do pracy. Otwierając okna na chłód wschodu słońca. Wczoraj zapomniałem o lekach, więc o ósmej śniadanie, i piguły. Praca do pierwszej, już taki długi dzień, kto rano wstaje, obiad dostaje. Nieco oleju na patelnię, dwie marchewki w cienkich płatkach, ćwiartka cebuli, na to ostatnia kasza gryczana nagotowana przez córkę, co buszuje we Francji, nieco tofu z ziołami, hej! Gotów do wyjścia?
Grzeję się kwadrans w słońcu na ławce, potem godzinę przy espresso lekturze gazet przelotnych rozmowach. Nostalgia to tęsknota do nie wiadomo czego. Tęsknota do wszystkiego, jeśli się bliżej przyjrzeć przejrzeć. Nieutulona nie do spełnienia.
Pień topoli ma ze trzy metry średnicy, korzenie układają się w trawie i wzłuż kamiennych płyt, a jeden tworzy rodzaj ławki dla mnie. Siadam w półlotosie, kołyszę się chwilę na strony, aby czuć balans ciała; prosto, cały ten ciężar ciała lekki na dwóch kościach w pupie. Otwarte dłonie wsparte o kolana. Oczy zamknięte, oddaję się słońcu, centruję w miejscu zwanym trzecim okiem: gruczoł endokrynowy, dwa palce powyżej oczu, dwa palce w głowę. Oddechem rozróżniam zapachy z dominantą topoli. Słyszę rozmowy przechodniów grzmot helikoptera szum liści - słyszę tym samym miejscem - gruczoł to trzecie oko/ucho przecie. Moja przytomność ma miejsce tu, gdzie jest.
Po czasie zupełnie spokojny, w iskrze tętniącej, wdech mój powolny kieruję w trzecie oko gdzie jestem, zatrzymuję chwilę w bezdechu. Wydech kieruję w me sterane serce, i chwila wstrzymana w bezdechu. Zegar dzwoni na trzecią. Czwartą. Jestem zdrów, nie ma bólu. Po powrocie do domu, myślę, dam sobie parę godzin pracy; to milsze niż złocista jesień i zasrane zdrowie.
Gdy siedzę w medytacji nikt nie podchodzi nie mówi hello. Kiedy piszę, nikt nie zbliża się; unoszę oczy, spotykam pomachanie dłonią, uśmiech, słowo, życzliwość wszędzie obecna jak wiatr!
Dzisiaj mam oprócz kamery pisak i papier, piszę na kolanie. Osierocenia chłodna mgła, po śmierci brata.
Życzysz mi szczęścia, miła! Fajnie. Rozważam, jakie może być. Jest pięknie, na tym korzeniu topoli, w blasku. Krzyczą dzieci, szczekają psy, ludzie siedzą na trawie ciesząc się niedzielą.
Trochę dalej, na granicy widzialnego, wybuchają bomby, palą się miasta i wsie, ginie więcej nieszczęśników i dzieci niż kiedykolwiek na tej planecie. Teraz. Giną gatunki; towarzyszyły narodzinom naszego rodzaju, nie będą nam towarzyszyć w życiu. Giną tygrysy i korale, wieloryby i motyle. A głód? straszliwy doraźny, bez chleba; potworny głód kultury, co pragnie wciąż więcej!
Jakże tu być szczęśliwym? czy to nie nadużycie? wzruszam się łatwo, piękne boli.
A jeszcze dalej - na granicy widzialnego?
Że wszystko mija, jest jeden jedyny raz, i na zawsze.
Tajemnica olśniewająca ciemnością.

 

30.09.2003 czas 19:23:58
Imię:  
SPDworks
Treść przekazu:  
Wis! This is an incredible journey into light, word and sound you have taken me on. I shall return. I want to ride again.
Thank you for being just as you are.
Sincerely~SPDworks

04.10.2003 czas 15:11:32
Imię:  
Aktivist
Treść przekazu:  
Hallo gute seite muss ich sagen.... alles kostenlos gefällt mir. nur eine sache ist etwas komisch das es etwas unübersichtlich ist. MFG: Aktivist www.aktion-orange.de

 

9.10.2003

Rzadko pisuję tutaj, skoncentrowany na pracy. A teraz nie mogę wysyłać mails, mój system/administrator szwankuje. Nie mogę napisać do Beatki, podziękować Andrzejowi za film-poemat, a Kubie za pomoce, odpowiedzieć na piękny list Danucie, i Wojtkowi, co po dekadzie śle wieści z NYC... Nagle jestem oddzielony. Jeszcze parę wieści? Vero wróciła z Francji; fajna jest moja córka, dom pełen życia, chociaż ledwo ją widać, są już przecież jesienne wakacje, koleżanki, disco. Ale dom czysty odkurzony, zakupy zrobione, pranie wisi do suszenia. Wychodząc z domu przyrzekła mnie nudzić jutro słówkami łaciny. Pozdrawiam i wracam do zajęć obowiązkowych. Dobrze, że są pasjonujące, kiedyś będą też skończone.

Dokończyć nieskończone - to program na jesień.

 

14.10.2003

Moje krzesło stół monitor płomyk świecy muzyka - czy to jest na latarni morskiej?

Wstałem bardzo wcześnie po południu, by zdążyć na 16-tą do lekarza; herbata piguły kromka kręcenie paru jointów na drogę zajęły kwadrans, na rogu Mariannenstrasse wcześnie. Schodkami w górę, do tarasu w krzewach i ławki w pełnym słońcu. Tak jasne w przezroczystości wyżu! Kącikiem lewego i prawego oka spoglądam w nie parokrotnie, adaptując się do jaskrawości po trzech czy czterech dobach przed monitorem. Spoczywam kwadrans, delektując zmęczenie.
Przychodzę punktualnie jak kto głupi, witam się, w poczekalni jedno wolne krzesło, po chwili wahania siadam, kto wie kiedy głośnik oznajmi me imię. Spoglądam od lewej i stwierdzam, że jestem najmłodszy. Spoglądam od prawej widząc, że jestem najzdrowszy. Co ja tu robię?! Ten skręt wypalony na ławce uzdrowił mnie bez reszty!
Nie jest to miejsce kontemplacji a powietrze sztuczne. Pachnie czystą bielizną i kosmetykami staruszków przez 40 minut. - Dobrze, że kocham Boscha i Breugla - myślę w twoją stronę patrząc w bliźnich - nie muszę się bać! Barbarzyńca w przedsionku raju kalek.
Mam też co myśleć!
Myślę o tobie w niepewnym świetle objawień. O pracy którą robię. Penetruję przyszłe tygodnie miesiące meblując je czynami śmiałymi pragnieniami delikatności namiętnością farb.
Melduję lekarzowi zdecydowaną poprawę, pracuję za dwóch z radością trzech, znikł bolesny obrzęk lewej piersi, świetnie się czuję. Mówi w tym samym tonie, że wczorajsza jakość krwi dobra, ekg wzorowe, cholesteryna czy choleryna zanika. Zobaczymy się na komplet badań za 6 tygodni, mam jeść leki regularnie; odmawia recepty na Padmę, twierdzi, że mam pełny serwis.

Piję espresso lampkę wina w cafe. Cieszę się na długie życie bez chorób. Tak mi dopomóż róg!
Vero nagotowała ryżu i umyła sałatę; robię sos, smażę tofu z cebulką, piję szklankę wina; po jedzeniu sprzątam jadalnię i zmywam gary.
Włączam maszynę (bez możliwości słania mails - ale przyjmuję je nadal z wdziękiem!), piszę te słowa, a oto zza okna z prawej kanonada ognie sztuczne świetliste pozdrowienia iskrzące przez kwadrans. Cieszę się na nieśmiertelność.

 

Pojąłem, w którą stronę to wszystko mija!

15.10.2003

Cygańska choroba: pyta stoi i jeść się chce!

16.10.2003

Komputer zarywa się po ośmiu godzinach pracy; nowy start, odbiór poczty, pięknego mailu Bebe, wzruszenie i z tej okazji oprzytomnienie, że nieludzko zmęczony, filiżanka herbaty.
Jako chłopiec robiłem głęboką orkę o tej porze roku; dziwiłem się, że pod wieczór koń ciągnie pług coraz prędzej. - To ze zmęczenia - mówił ojciec - gotów chodzić szybciej i szybciej, dopóki nie padnie.
Vero wraca do domu i zapominam, co chciałem pisać. Wczoraj parokrotnie próbowałem uruchomić program mailowy. Mozolnie, po czym administrator stwierdzał, że adres będzie działał za trzy godziny. I nic, powtórka i nużące próby, nic z tego. Zdany jestem na stronę, tu, jako jedyny kontakt, czasowo. Zmienię providera, ale przecie nie w trakcie budowy site.
Demokracja to moja mała siostra, która ciągle pyta "dlaczego?". Mewy lecą nad Sprewą. Lipa w oknie się złoci, czerwieni wino na murze, ale patrzę w nie z okna, jesień musi się obejść beze mnie.

 

17.10.2003 czas 00:30:50
Imię:  
Herr M.M.
Treść przekazu:  
Grandios,
Mfg Herr M. www.Martin-Maultzsch.de

monika oleander peter monika
Monika Oleander Peter, Monika
 
 
 
17.10.2003

Stary dziad! a jaki chwat!
Pejzaż
Pejzaż
 
Got up at 03.00 this morning to feed a hedgehog we found. It has pneumonia and so it's inside at night in a cat box. It struggles so much for breath and it's such an effort for it to feed. Went back to bed and couldn't stop thinking of you and Vero. How are you? Did she get my email on her birthday? Sorry I didn't send a card (no excuses). I always think there's plenty of time and then it catches up and it's too late. I'll send her something to buy what she really needs.
I've cut up my credit card and now I have to budget more carefully. No bad thing as I've always over-spent.
Please let me know how you are. I do miss you.
Take care of each other.
Love, Heather.
 
Dzień dobry. Nazywam się Karolina. Jestem studentką III roku Fizyki z informatyką. Bardzo spodobała mi sie Pana strona na temat Fraktali, a poza tym też mnie to bardzo interesuje. Mam pytanie czy mogę wykorzystać niektóre z Pana zdjęć :np motyl itp., do mojego posteru jaki zamierzam zrobić z moją siostrą bliżniaczką , która również studiuje za mną . Bardzo proszę o odpowiedz.
Z wyrazami szacunku
Karolina
 
Hallo,
pełnia i kwiaty, foto Wiesław SadurskiHeute haben wir im lankwitzer Garten Fotos in 8 verschiedenen indischen Gewändern gemacht für die Bewerbung als Komparsen.
Dann bin ich mit dem Auto wieder rein gebracht worden nach Kreuzberg und da habe ich Liebe zu dem heimatlichen Ort gespürt und zu all der Zeit, die ich hier verbrachte.
Freiheit für Wis!! keine Worte.
dunkelste Nacht hoch sollst Du leben mein stiller fremder freier Älterer.
God bless you for all and everything god bless you
A.
 
Dzień dobry Panu.

Na wstępie mojego listu chciałabym się przedstawić: nazywam się Olga i jestem studentką piątego roku instytutu plastyki.Ważne jest to o tyle, że obecnie piszę pracę magisterską na temat kolorów.
Przeszukując zasoby internetu w tym temacie znalazłam m.innymi Pana stronę wraz z pracami.Muszę przyznać, że bardzo mi się podobają i w związku z tym mam do pana prośbę: chciałabym wykorzystać Pana niektóre reprodukcje w swojej pracy.
Prosiłabym jeszcze, jeśli to nie sprawi większego kłopotu o przysłanie mi jakiegoś większego komentarza np: -czym są dla Pana kolory; -jak wpływają na proces tworzenia, itp. To mój adres: xxxxxx Z góry bardzo dziękuje Olga


Olga, jeśli zajrzysz na tę stronę - moja wiadomość brzmi: oczywiście, użyj co Ci potrzeba! Twoje pytanie ciekawe - myślę o sformułowaniu kolorów w słowach, napiszę, gdy,
 
Hallo Wis
Meine wunderschöne rote voll erblühte Mohnblume!
Hast Du es gewagt deinen Kolibrivogel anzurufen!
Ohne Anhänglichkeit noch in der Herbstluft stehend
good bye Api
 
Czolem Wiesławie od Sadurskich:
Wlasnie spacerowalem po Berlinie dzieki Twoim slajdom. Rozpoznalem kawalek siebie i postanowilem sie odezwac. Weronica to juz powazna kobieta. Gratuluje. To smutne, ze zawalilo Ci sie serce, ale wspaniale, ze sie ponownie podnioslo jak namiot po burzy. Czy u Ciebie ciagle sie chmurzy?
Ja przenioslem sie do innej sfery. Swoj czas dziele miedzy Nowym Yorkiem a Osaka. Razem ze swa zona Michiho, ktora jest wzieta pianistka i kompozytorem wychowujemy 7 letniego synka, ktory ma na imie Yoshi.
Obecnie pracuje nad filmem, ktorego scenariusz udalo mi sie przemycic do rzeczywistosci. Rzecz jest o Jean Genet, a jest to zatytulowane "Genet-a glory of a loser." Milos Forman jest zainteresowany rezyseria i moj agent z nim negocjuje. Troche zminiona forme chcemy wspolnie z Paulem Simonem pokazac jako muzykal na Broadwayu a jego muzyka.
"The slang expression is poetic because it always refers to an absent reality." -powiedzial J.P. Sartre w rozmowie z Genetem na temat Geneta tworczosci..
IŐm waiting for heaven to slam me in the face. Saintliness means making good use of pain. ItŐs a way of forcing the Devil to be God.Ó
Jean Genet o sobie.
Rzecz wyglada zachecajaco. Co u Ciebie? Czy masz jakis kontakt z Norbertem? jak mu sie powodzi?
Pozdrawiam serdecznie z drugiej strony wielkiego stawu:
Voy Sobon
MYSTIC LIZARD ENTERTAINMENT, LLC

Wojtek po tylu latach i tak fajnie! wspominany w gawędach czasem na Kreuzbergu! napiszę, gdy,
w.
 
NIgdy o Panu nie słyszałam, nigdy nie interesowałam się sztuką, a jednak szukałam tych obrazów. Dokładnie te kolory i formy widziałam w swojej wyobraźni. Trafiłam na Pana stronę całkiem przypadkowo szukając instrukcji do medytacji tęczowego światła.
Zobaczyłam te obrazy i wiedziała od razu, że jest Pan dokładnie taką osobą jaką Pan chce być, niczego nie musi Pan udawać i udawadniać. Teraz chcę mieć te kolory ciągle przy sobie, uspokajać się nimi, bo dodają mi odwagi.
Jestem ciekawa jak to jest być sobą, umieć przelać na papier dokładnie to o czym się myśli.
Pana twórczość jest dla mnie jak równoległe wcielenie, lustrzane odbicie tego co czuję, czego do końca nie rozumiem, ale widzę jako kolory i kształty. Te obrazy to moje emocje.
Vielen Dank
Danusia

Odbieram pocztę późną nocą, włączam komputer bo nie mogę zasnąć - a od Danusi tyle pociechy! Ale mam dobrze!
Pewnie, nie udaję ani udawadniam! ale czy jestem kim chcę być? pytanie, na które nie dałem sobie czasu, pasjonuje zajmuje mnie robota.
Więc moje tęcze działają uspokajająco! jeśli te obrazy to Twoje emocje - znaczy kochasz!
A ja nie próbuję przelać na papier czy płótno myśli. Raczej pusty bezmyślny zanikający, dając całą przestrzeń temu co podstawowe: energii tworzenia radości życia. Ze mnie tylko obecność i ręka. To dlatego właśnie obrazy są zarazem Twoje, pochodzą z tego co nam wspólne, a większe niż ja czy Ty.
Trudzę się tygodnie/miesiące, wszystkie obrazy mają nowe fotografie, jeszcze miesiąc a wisarts będzie kompletnie nowa, wróć do niej / do mnie raz jeszcze. W grudniu pokażę parę tęczy w galerii na Kreuzbergu.
dzisiaj serdecznie pozdrawiam. w.
 
Wis! This is an incredible journey into light, word and sound you have taken me on. I shall return. I want to ride again. Thank you for being just as you are. If you are anywhere in the neighborhood sometime, stop by my site: From the Library of SPDworks http://www.angelfire.com/poetry/spdworks/index.html And please sign my guestbook, so I know you were by! Thanks again!
Sincerely SPDworks
 
18.10.2003

Oh Bebe, nie mam z kim odpoczywać! Człowieczeństwo uwiera mnie w kostkę. Problemy osobiste, zdradza mnie prawda, sekretna kochanka. Puszcza się z byle przecinkiem!
Jestem fundamentalistą sztuki, co to dla towarzystwa cygana gotów powiesić na postronku obroku. Piszę dla nowej wisarts teksty proste prawdy zdarzenia. Do czasu, gdy pojmuję, że szczerość niemożliwa! Może zrobić krzywdę, kto wie, zniszczyć życie, i także mnie skrzywdzić! Panie święty! by po sądach ciągali, a inni i zaciukali!
Pomilczę, oskarżam fakty. Nie idzie o zasady, anarchia ze swobody, ale ten pech! Najciekawsze zdają się rozdziały, które przemilczam, tzn. piszę do wydania pośmiertnego!

Gdyby prawda przecinka nie spotkała, to by się nie kropkowała!
19.10.2003

Oto Recepta co rozpędzi jesienne bóle gardła kaszle anginy bronchity - skuteczna jak cud!

Herbata z korzenia lotosu. U nas w Kreuzbergu w każdym sklepie bio, gotowa z domieszką imbiru. W Polsce do znalezienia zapewne w sklepach azjatyckich.
Czubata łyżeczka od herbaty proszku korzenia lotosu, szczypta proszku imbiru (5%), szklanka zimnej wody. Zamieszaj, gotuj 3 minuty na małym ogniu, mieszając. Dodaj szczyptę soli morskiej (używaj takiej w kuchni, jeśli zdrowie miłe), albo - dla dziecka - łyżeczkę miodu. Pij przed snem, po myciu zębów - małymi łyżeczkami, dmuchając - gorącą herbatę, powoli, bo działa w trakcie. Albo po śniadaniu, czy po każdym posiłku. Nie popijaj, nie pojadaj - osad w gardle niech zostanie dłużej.
To smaczne i działa piorunująco, na początku anginy wystarcza jedna filiżanka, stary bronchit zdrowieje po paru tygodniach.

Moja córka w czwartym roku życia dostała trzeci raz antybiotyk przeciw anginie! Wtedy się zbuntowałem, do lekarza już nie ciągałem, do dziś nie ma angin! Ból gardła to sygnał - warzy się herbata z lotosu - śpiewa się dalej. Budda! budda!


23.10.2003

Zrobię w nowej wisarts stronę Recepty, albo: cuda medycyny naturalnej.

Oto Recepta co rozpędzi zapalenia korzonków nerwowych, zastrzałv, bóle reumatyczne artretyczne - skuteczna jak cud!

Gorące kompresy z imbiru. Trzeba 12,5 (jeśli suchy) do 14 (jeśli świeży) dkg korzeni imbiru. Umyć, obrać, utrzeć na tarce, włożyć do lnianej szmatki, zawiązać. Zagotować 4,5 litra wody. Włożyć zawiniątko na 5 minut gdy woda przestaje się gotować, wykąpać, lekko wyżąć.
Teraz 2-3 grube ręczniki. Wkładasz taki złożony do imbirowej wody, moczysz, lekko wykręcasz, ostudzasz (nie wolno się oparzyć!), i kładziesz na plecach. Dopóki nie ostygnie! a międzyczasie drugi do wody. I tak na zmianę. Pół godziny - dopóki skóra nie nabierze koloru purpury. Wtedy się przykryć i odpocząć. Polecam, to jeden z cudów natury.
Powtórzyć nazajutrz, jeśli trzeba. W stanie strasznym 2 razy dziennie.
Nigdy nie robić kompresu na głowę!
Woda w czasie kompresów ostyga. Nie wylewać, użyć do kąpieli, moczenia stóp. Szmatki i ręczniki płukać w zimnej wodzie.

 

24.10.2003
Astrid, Matthew, foto Wiesław Sadurski
Punktualnie o siódmej rano dom zaczyna wibrować, to gigantyczne maszyny pracują w ulicy. Po nocnym przymrozku dzień słoneczny.

Kto z domu wychodzi, spotyka przyjaciół. Astrid i Matthew, piękni oboje artyści, mieszkać razem przestaliśmy przed 20 laty, ale kochać się - nigdy!

 

24.10.2003

Taki mail dostałem od Jana:
Cześć Wiesławie.
To ja. Jeszcze żyję. Oczywiście systematycznie zaglądam na Twoje strony. Nie odzywam się zbyt często. Napisałem do Ciebie chyba ze dwa listy których nie wysłałem. Nie było w nich nic szczególnego.To jakieś nienormalne jest, że nie potrafię napisać o rzeczach ważnych , a wręcz dramatycznych, które się dookoła dzieją - zarówno w moim życiu prywatnym, jak i w życiu publicznym - w Polsce. No cóż, tak jest. Może i dobrze, że tak jest, biorąc pod uwagę Twój status rekonwalescenta. Ostatecznie przecież, każde serce ma swoje problemy.
Ciesz się jednak Wiesławie, że nie mieszkasz obecnie w Polsce. To dzisiaj robaczywy kraj i robaczywi ludzie. Wybacz mi Boże, jeśli grzeszę przeciwko tym których taka konstatacja zaboli. Jest ich zapewne wielu. Wielu jest jednak również tych, którzy podzielają moją opinię. Polski etos legł w gównie. Kto dzisiaj może być dumny z tego, że jest Polakiem?ałożyłem nowy adres. Przez długi okres czasu nie prowadziłem żadnej korespondencji. Teraz pewnie odezwę się częściej, ale nie obiecuję. Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam. Trzymaj się.
J.R.

 

Janie, dzięki za pamięć! Właściwie żyję w Polsce albo ona we mnie, blisko i daleko, co nie znaczy, bym interesował się inaczej niż uczuciowo. Polska to rodzina przyjaciele język! Nacjonalizmy toleruję we folklorze, którym się zresztą nie interesuję.
Janie, nie trzeba dać się uwieść (na manowce smutku)! Takie to czasy że, cię cytuję: Kto dzisiaj może być dumny z tego, że jest Polakiem? No nie? Człowieczeństwo także robi się wstydliwe. Człowiek to brzmi dumnie, to Maksym Gorki tak bredził? Nie trzeba dać się uwieść hasłom negatywnym / pozytywnym.
Sięgnij w historię myślą lotną - to zawsze było parszywe, przerażające, nieludzkie. A zarazem ludzkie, olśniewające, natchnione!
Ja żyję jak w życiu po życiu - nie mam osobistego stosunku - do polityki wojny gospodarki przyszłości klimatu świadomości; w ogóle nie patrzę w czasie; może zanikam, bo nie mam żadnych uczuć dla miliona spraw zagrożeń nadziei schorzeń przyszłości sytości klimatu głodu smrodu.
Bo kto niby jestem, żebym miał - zdania na tematy - uczucia dla przeżucia - stanowiska wobec poglądów - zmyślenia do myślenia? Co dzieje się nieskończone w każdą stronę jest tajemnicze w każdym przejawie, nowe bez przerw i dalszych ciągów. Groza i piękno! Moje emocjonalne rozsądkowe intelektualne jestestwo jest warte tyle co nic, gdy patrzę na liście lipy, samolot znikąd do nikąd, stół! Groza i piękno!

 

25.10.2003

Taki mail dostałem od Jana:
Cześć Wiesławie. U nas słonecznie i zimno. Poranne przymrozki ścieły ostatnie pożółkłe liście.
Poranny przegląd prasy nie przyniósł nic nowego. Na polskim rynku ukazała się nowa gazeta pod nazwą "FAKT". To taki nowy rodzaj komercyjnego gówna albo coś w rodzaju środka za pomocą którego otępienie i głupotę "leczy się" wprowadzając pacjentów w jeszcze większe otępienie i głupotę. No cóż, wolność kapitału (zwłaszcza obcego) - mają Polacy takie gazety na jakie zasługują.
Skończyłem czytać "Historię Arabów". Miałem nadzieję , że uda mi się coś więcej zrozumieć z tego co się dzieje w Palestynie i w Izraelu. Nic z tego! Tego się chyba nie da zrozumieć. W szczególności nie sposób zrozumieć obojętności świata. Jestem jednak przekonany, że Szaron będzie kiedyś uznany za wyjątkowo wrednego mordercę i zbrodniarza.
Parokrotnie wspomniałeś, że szykujesz jakieś zmiany na swoich stronach. Zaglądam na nie często. Życzę spokojnej pracy. Serdecznie pozdrawiam. Jan R.

 

26.10.2003

Szumi za oknem deszcz, miękki poświst mokrych samochodowych opon układa się w ciszy, o trzeciej nocą nie lubię zmęczenia. Diabli nadali bóle głowy, gorączki i dreszcze! pośpiewać ci jeszcze?
Wisarts rozwija się w nowe wcielenie, od trzech miesięcy. Bezustannie. Wiele piszę na stronach; przed tygodniem zdecydowałem się na użycie wszędzie formy czasu teraźniejszego, teraz piszę dalej, poprawiam i przy okazji stwierdzam, że jest pół setki stron i to nie zawsze prozy! Grozy! malinowe razowe do tańca gotowe. Naprawdę! lepiej nie myśleć (jeszcze) o pisaniu tego po niemiecku/angielsku.

Może opowiem ci tej nocy o szerokim przedpolu akcji?
Napisałem ćwierć wieku temu chaotyczną książkę W pogoni za wiatrem, 450 stron ostało się po skrótach. Dziesięć lat temu znowu pisałem marzyłem komputer kupiłem - aby drukować korygować teksty. Niestety cybernetyczne zapały na parę lat mnie zabrały. A potem wisarts i obecność on-line, czyli książka - niespełniona.

Przysięgam na zagon marchwi! miałem latem na myśli nową website, czekają wspaniałe reprodukcje obrazów!
Dziś, po 100 dniach pracy, chcę się miarkować w działaniach.
Okay, przygotowałem obrazy, teksty w zamiarach oszczędne, czasem wiersz. Ale teksty rosną w opowieści, do nich dołączają fotografie zdarzeń!
Nowa website koniecznie chce być książką marzeń.

 

27.10.2003

Jesień. Złota i bez wytchnienia. Nie mogę zasnąć, wstaję i włączam maszynę o piątej rano, ale nie pamiętam po co, może chciałem coś zapisać napisać? zapewne nic ważnego, o tej porze, gdy ludzie wstają do pracy normalni.
Szklanka wina ratuje w braku potrzeb. Druga mnie upija. A wciąż nie mogę sobie przypomnieć, co zapomniałem... Może wstałem, żeby nic nie robić? żeby się położyć?
Jeszcze jesteś w miękkich kolorach snu. Nie ma jak cię budzić. Nie ma jak zasnąć. Jasne gwiazdy zanim wzejdzie dzień. Noc iskrzy się szronem.
To monstrum czuwa we mnie, nic dobrego o świcie. Nic mi znanego. Słyszę budzik w pokoju Weronki, wstaje o szóstej, zaczyna lekcje o ósmej. Też miałem kiedyś siedemnaście lat, bardzo dokładnie pamiętam marzenia o tym kim chciałbym być. Gdybym te marzenia zrealizował - toż to byłoby straszne.

 

9.11.2003

Taki kulturalny przez cały weekend! Czy już także śmierdzę?!
W czwartek wernisaż Helenki; pojechałem, piękne rysunki, ona również; podnieta do wizyty na melodię "To ostatnia niedziela...", bo może ostatnia szansa zobaczenia się. Pół godziny spóźnienia, w środek przemówienia! Obejrzałem połowę prac zanim mnie zemdliło. Dlaczego? może dwie setki ludzi, odświętnie wypucowani, wyglądający świeżo pięknie, ale dwie setki ludzi oznacza tysiąc zapachów dezodorantów kremów perfum wód kolońskich brylantyn - jeszcze nikt nie pali, zapachy mieszają się wytwornie; znasz to? setki wariacji na temat główny.
Ten lekko pachnący smród - to wasza kultura.
Obrzydliwe to tylko dla penera i dzikiego. W godzinę później śmierdzi papierosami i alkoholami, o, cuchnie pot, który ocieka z rozmów.
Jeszcze cztery wystawy w piątek sobotę, krótko, bo chmury dymów i piw przesłaniają mi oczy wściekłością. Niedziela w Dahlem; wystawa rzeźb Indii "Odwaga i Asceza"; po drodze kamienie Azteków itd; w tym muzeum pachnie grobowcem; trzeba się śpieszyć w marszu, zdążyć przed omdleniem na ulicę, gdzie pachnie po ludzku - liśćmi.
Dzieła po drodze ciekawe piękne wielkie. Towarzyszy im smród. Okropne, że mam współuczestniczyć, oddałem obraz na wystawę zbiorową w najbliższy czwartek, ustaliłem daty wystawy w grudniu.

 
10.11.2003

Siostra Hania odwiedza nas z Polski, wnosi chwile wytchnienia troski rodzinności, namawia na życie
i sprawia, że robię zaproszenie na wystawę, chociaż wczoraj miałem zerwanie w zamiarach!
 

13.11.2003

Trzynasty pechowy? to się okaże! Śpieszę ci donieść o kontynuacji życia kulturalnego! Wernisaż cudny, dwudziestu artystów, każdy ma obraz pędzlowy i druk digitalny najwyższej klasy.
Ale nie o tym chciałem mówić!
Wielkie sale, spóźnienie godzinne czyli po mowach. Mam kamerę, nie jestem bezbronny. Wiesz o czym mówię? nie muszę trzymać w dłoni kielicha i napełniać opróżniać, ani papierosa, wchodzę i strzelam fotos. Widzimy się w pierwszej sekundzie! Witam się po drodze parę razy, oddaję kurtkę w szatni,
sale wielkie i tłum pachnących ludzi...
Ciekaw jestem gdzie wisi moje płótno - i oto znajduję je, a obok - ona - dziewczyna ze złotym warkoczem...
Wykwintne wina przekąski nawet pasztecik wegetariański dla fanatyka się znalazł maleńki i parę winogronek. Fotografuję, bawię się aukcją dzieł.

Wspomnę o urokach kultury. Wystawa i party kosztuje wiele tysięcy, nie żebym wypominał, zabawy burżujskie przednie, aukcja przynosi parę - na zbożny cel! - dla bezdomnych! Jak w mojej opowieści poniżej o tłuszczu - bogatych dla biednych. Wszystko sprzedane. Masełko posiadającym, maślanka biednym, dla artystów radość, że świat się toczy.
Ale przecie miałem nie być osobisty, lecz komunikować najważniejsze!
jest środek nocy parę godzin później,
czy nie za późno się zakochuję?!
jestem ale nieśmiały!
Tobie się wytłumaczę, bo komu. Od tygodni patrzę w monstrum. Kiedyś było lepiej, było ciemno, wcale go nie było widać, nie domyślałem się. Teraz, w świetle, okazało się istniejące. Nie polecam tobie ani nikomu, nic dobrego. Czyni mnie nieśmiałym, nie zbliżam się łatwo, życzę bliźnim dobrego, nie monstrum. Usprawiedliwiony raz jeszcze?

Dziewczyna fotografuje mnie, ogląda teraz fotos i marzy jak ja. Nie zaprosiłem na kawę czy randkę, gdy przyszła żegnać się i dziękować za obraz. Dałem jej zaproszenie na wystawę, spotkamy się za miesiąc? Dłoń chłodna i sucha zdecydowana w uścisku.

Ach?

 

16.11.2003

Podekscytowany wernisażem a raczej moją manifestującą się gotowością uczuciową wybrałem się nazajutrz na polowanie, i koleżanka wspomogła w tej biedzie rozpuście, fanatyczna z natury, czyli erotyczny magiel, a fotografa przy tym nie było, natomiast słodki ból mięśni sprawia, że przeciągam się tygrys.
- Typowy mężczyzna! - komentuje druga koleżanka. - W jednej się kocha, - a z drugą się kocha - dopowiadam, bo gdzie indziej szukać wyrozumiałości w cygańskiej chorobie?!

Przed północą pada deszcz. Dobry dzień pracy, wspomożony pysznym obiadem Veronki.
Przestawiam się zwolna na żywność molekularną, tzn. piję czerwone hiszpańskie wino palę świetną marihuanę, i w to mi graj! ale gdy córka serwuje komórkowe wspaniałości zielonej sałaty brązowego ryżu i białej ryby, to robi się zdrowy podkład pod leki... Ha ha!
Śmieszne uczucia - nie pamiętam co zapominam, listy maile telefony interesy co błądzą pod strzechy; zgadzam się chętnie, zapominam na co, mam fascynującą rozmowę, nie wiem z kim. Fajne - zwalam na leki.
Chciałbym skończyć robotę do końca listopada, ale, przypuszczam, przeciągnie się do końca roku.
Vero organizuje workshop: "Jak zostać aniołem"

 

17.11.2003

Vero organizuje workshop: "Jak zostać aniołem" - ostatnia wiadomość z wczoraj.
Dziś jest daleko - z chórem na parodniowy trening przed występami. Zadzwoniła wieczorem, już po śpiewach, żeby się pochwalić: wydała całą forsę przeznaczoną na podróż, a właściwie dzwoni powiedzieć, że tatę kocha.

Chodziłem po deszczu co przestał padać i odsłonił niebo w ciepłych błękitach, mógłbym je uzyskać kontrastując zbieloną nieco zszarzoną ultramarynę z gwałtowną głębią phtalo... Maluję westchnieniami, bo robię w czym innym; zakupy pranie obiadowanie wieszanie bielizny, na deser parę godzin pracy; niemal skończyłem strony polskie w nowej wisarts, już idą niemieckie.
Piękny spacer, zapomniałem się parę razy do stopnia, że nie wiedziałem, kto zachwyca, to chyba liście w mokrym szumie, w zgodzie ze sobą. Kamera została na stole, widziałem ze wstrząsającą wyrazistością, ile na tym traci.
Tęsknię chyba do kogoś.
Około północy już nie palę, postanawiam też nie brać leków na noc a raczej nalać sobie trzecią szklankę wina. Nie mam ochoty do pracy. Włączę BBC, północ, dziennik.

 


26.11.2003

Córka przeziębiona wypełza wieczorem z łóżka, aby posiedzieć przed telewizorem. Jesień ciepła jak po upalnym lecie przystało, wiatr południa nosi kolory Toskanii, a ja przynoszę do domu kupę zdjęć, codziennie, chocia nie czas oglądać czy prezentować. Czuję się dobrze albo źle, ale to nie ma znaczenia. Powoli idą prace; nie śpieszę się, droga bardzo daleka, czego nie doceniałem przez miesiące. Dla odmiany? nie kontaktuję z ludźmi.

 

27.11.2003

Zdarzenia samoświetlne! Przyjrzeć się z bliska, a jawne są wewnętrzne związki z przeszłym przyszłym odległym bliskim. A jaki zasięg! od początka świata do pokąd myśl nie lata.

 

1.12.2003

Ciepły dzień pachnie przyrodą czyli starymi liśćmi świeżym psim gównem papierosami i piwem. Dopiero trzecia słonko świeci a już mi się udało nie dotrzymać słowa, spóźnić na spotkanie, wycofać się z prac obiecanych. Nim zapadnie wątła miejska ciemność zdołam jeszcze nie odpisać na siedem ważnych listów, nie odesłać kontraktu, nie wysłać paczki i zaproszeń. Nie zareaguję na dzwonki do drzwi ani telefon. Wczorajsza niedziela sześcioro gości dwanaście godzin. Zrywa się wiatr, stada kosów i mew kołyszą się lotne. Pójdę przyjrzeć się z bliska.

 

2.12.2003

Trudno skleić dwa trzy dni do kupy; przez życie emocjonalny do rozpuku, a teraz groza w poziomkach od sasa do lasa. Leki fundują mi bogate życie wewnętrzne, trip legalny, wzloty co do joty, zapaści do przetrwania, zapewnia Ania. Emocje! kiedy znów będę stwarzał świat, dam im o wiele mniej miejsca.

Dokonaliśmy z Vero wyboru 20 obrazów na wystawę, tzn. zakwestionowała parę stanowczo, łaskawie zgodziła się na co drugą propozycję, i przed północą zadowolony z wyboru! Córka debiutuje jako komisarz wystawy: - Tatusiu, ja się na tym świetnie znam - twierdzi - przez całe życie mam praktykę.
Jeszcze bardziej cieszy ją klasówka z mate, że się udała na trójkę! to chyba nieźle?

 

3.12.2003

W strasznym świecie straszne życie.
Dwuskibowy nosorożec, biały nie do poznania,
mówi tak głośno, że budzi dozorcę z jego drzemki w dzieciństwie.

Twarzy ile się zdarzy, każda obdarzona ona -
wglądem w katakumby grobowce śmietniki.

A ja naiwny myślałem, że dzisiaj jest jutro.

Z pułapki dwie łapki kielich wstydu po uda.
Dla rudej uśmiech, niezapominajce pstrąg!

4.12 .2003

Nieduża wystawa w przygotowaniu, a pracy huk: haki i druty do podwieszania, obrazy do werniksowania, sporządzanie listy tytułów dat formatów. Jakie to miłe. Zapach żywiczny werniksu, sprężysta miękkość pędzla, van Morrison i Patti Smith, szalony taniec przy otwartych oknach.

 

7.12 .2003

Nagroda za twoje trudy - ten wyż atmosferyczny, słońce, wiatr czysty, który niesie mroźne zapowiedzi zimy.

 

A teraz dziwnie w sobotnie popołudnie. Opracowuję fotos przypominam wieczór,
w którym jeszcze miałem 3-godzinny masaż do ostatniej kostki i struny mięśni. Nie brałem nocą leków ze względu na znaczną obecność wina, teraz podniosły ból serca. Na moim łóżku nowy futon, spałem wygodnie że hej. Roztargniony robię skręta, zapalam, żeby stwierdzić acha! włożyłem filter z obu stron, dlatego śmierdzi. Przy myciu zdaje mi się, mam na ustach plamy po czerwonym winie. Nie, jestem pogryziony do krwi! Do filiżanki herbaty pół łyżeczki miodu... ach, użyłem kremu tahin...

galeria ZeitZone
Adalbertstr. 82, D-10997 Berlin-Kreuzberg
prezentuje

Spektralny pejzaź, obraz Wiesław Sadurski


Wiesław Sadurski - Gwiezdne Światy
otwarte w czwartki piątki soboty od 19-tej
do 3 stycznia 2004

12.12 .2003

Chorągiew całopalnego błękitu, niewiedza bez lęku, śpiew ciemności, śmierć.
Cicho, przymiotniki! do kąta!
 

12.12.2003 czas 15:09:29
Imię:  
Michael Hšupl
Treść przekazu:  
Endlich eine schöne Seite, mit viel informativem Inhalt und gute konstenlose Downloads, die ich gut für meine Seite gebrauchen kann!
Vielen Dank und weiter so!

 
14.12 .2003

Wernisaż! rodzinna prawie atmosfera, natchniona wzruszeniami gości, spontanicznym koncertem przyjaciół, oraz beztroską autora. Los malarza, że kiedy nie maluje - fotografuje. Cudne alibi możliwe w każdej rozmowie, sytuacji. Wcale się nie gubię.
Pozytywne wypowiedzi o obrazach. Co mnie nie zaskakuje, moja miłość zaraźliwa. Szaleje piękna epidemia.

Wyspałem się dzisiaj! przebudziłem odkochany - wytchnienie dla królika! Rainer wyjechał w piątek, Vero wyjedzie w poniedziałek za tydzień, czyli będzie świąteczny tydzień słodkiej samotności. Patrz, jak się rozwydrzyłem - planuję jakby nigdy nic - w przekonaniu że żyję ten tydzień, i rok. Ćpam leki regularnie jak mogę, co nie znaczy zawsze. Wieje ostry zimny wiatr pada deszcz; nie zmartwychwstaję dzisiejszej nocy?
Od dawna nie maluję - Patti Smith właśnie śpiewa, że to stan pożałowania godny.

Marzą mnie błękity gdzie topią się wzruszenia, czoło i oczy uniesione ku górze przekreślają ostry horyzont. czerwień tej wojny. zachód słońca. Pod głazem galaktyczne niebo, tęsknoty zieleni żarliwe w spoczynku, szloch fioletu pod chorągwią żółci, bęben zła, oś galaktyki wsparta o kromkę chleba. Wszystko zrobione z bólu a olśniewająco piękne, z cierpienia do szpiku kości w istnienie scalone, a nieskończone bez pytania. Ochry złociste lata które kocha, niewiniątka różu, koniec niewiedzy wpisanej w czerń.
Pewnie, że chce się żyć! wąchać świeży śnieg zimą. Ale nigdy nic nie robiłem dla przyszłości - chyba, że twojej, chyba że waszej. Odpocznę w słońcu, pójdę w światło.
 
16.12 .2003

Bieli wniebowstąpienie! Na ścianach korytarzy, jadalni i atelier wiszą wyłącznie białe płótna, wytchnienie dla malarza, reszta bezlitośnie uprzątnięta. Teraz są najpiękniejsze, czyste możliwości, które zniweczy pierwsze dotknięcie pędzla.

Mróz, nieco śniegu, stada wron lecą nad rzeką w stronę centrum, zmierzch słonecznego dnia o czwartej. Cudny fatalizm w przemianie kolorów: miękka miejska szarość wyostrza się w przezroczysty błękit, żadnego snu fantazji nadziei, jest intensywność chłodna płomienia. Serce nie może sprostać, umysł nie pojmuje; zdaje się, w tym świecie tylko farby są compatible.
 
18.12.2003

Mam dziś otwartą wystawę, ale zamiast iść pić wino cieszyć się towarzystwem - jestem w pracowni, słucham (i tobie polecam) The Necks "Unheard" i gruntuję bielą płótna. Nieśmiało porusza się biel na bieli, pędzel jest w myślach pogrążony. Będzie malował nieoczekiwane. O czym się nie marzyło.

Odpoczywam. Nowa biel świeci przyjaźnie. Moja dłoń pędzel porusza się z całkowitą pewnością czułością. Trzeba zdecydowania: może ostatni obraz, jedyna noc. Gdzie ja w ogóle jestem? dopiero w bieli, a widzę obrazy co będą namalowane wyraźnie! Harmonia przedustawna?
 
21.12.2003

Ślę życzenia, bliscy i dalecy! Perlistych małmazji z rozlicznych okazji!
W nowym roku - światła w kroku!
 
Lubisz Stronicę? Podaj adres dalej! Zrób do mnie link!
| Start | Malarstwo | Grafika | Poezja | Fotografia | Dzisiaj | Design | Free | Sprzedaż Sztuki | Prawa Autorskie | Biografia | Linki | E-Mail |
© 2003 Wiesław Sadurski worldwide. Wszystkie Prawa Zastrzeżone. Website tworzona i utrzymywana przez Autora.
Autorska Galeria Sztuk Pięknych - Malarstwo, Grafika, Poezja, Fotografia, Druki Artystyczne - Wiesław Sadurski, polski artysta w Berlinie.