| 9.09.2003
Nie wezmę udziału w 11-ej FORESIGHT KONFERENCJI NANOTECHNOLOGII MOLEKULARNEJ,
Październik 9-12, 2003, San Francisco Airport Marriott Hotel. Ale wspomnę
Ci niektóre tematy:
* Transport Elektronów w Jedno-Wymiarowych Platynowych
Nanoprzewodach
* Urządzenia Produkowane z Półprzewodliwych Nanosfer Emitujące Organiczne
Światło
* Samoorganizujące się Modele Formowane Wewnątrz Szyków Nanotub Węgla
* Dwu-Fotonowa Mikro & Nanoprodukcja Struktur 3D
* Molekularne Elektroniczne Czujniki Tworzone Nanostrukturalnie
* Komórkowe i Molekularne Quantum-dot Automaty: Komputowanie Bez Prądu
* Półprzewodzące Nano-Druty: od Nanoelektroniki to Makroelektroniki
* Polymeras RNA jako Molekularny Motor Napędzany Informacją
* Tworzenie Całości i Zespołów w Skali Nano
* Inteligentna Samo-Organizacja Komunikujących się Ruchomych Komponentów
* Organiczne Nanotuby ze Strojonymi Wymiarami i Własnościami
* Przemodelowywanie w Skali Nano
Żałuję, że nas tam nie ma! Nano-rewolucja to najbardziej fascynujące zjawisko
człowieczeństwa. Nic równie znaczącego w historii dziejów od czasów, gdy
małpoludy zaczęły prostować się, zrzucając z ramion ciężar zwierzęcości.
|
| B. Miła, się wyobcowałem czy osłabiłem w tym koncentracyjnym
obozie światła,
wstaję rano, pracuję, w południe idę w słońce, i taki pech, nie ma wiele
szansy na ciszę, łomot miasta niebywały, co można jako karmę akceptować,
ale łomot ludzki gorszy, gdzie nie przysiądę na ulicy kamieniu ławce zaraz
jest ktoś znajomy, wymówiłem gościnę odwiedzaczom domu, ale w cafe, parku,
czy na ulicy nie ma jak... I wszyscy mają do zakomunikowania te cudne
szlachetne sprawy, że się komuś urodziło/umarło, że ma projekt zarobienia
kupienia wyparcia się kłopotu protestu pojechania odwołania; mówi mi się
z szybkością kałasznikowa, pełną przyjaźnią i zaufaniem przecie jak do
nikogo innego! Święta krowa w kropki bordo! Czego ja się nie dowiaduję!
Szczegółów o zamachu wojnie panamskiej i że wdowa ma kota mąż woli kochankę.
Nasiąkam wiedzą o plamach na suficie u sąsiada z góry i o ciekawych ludziach
co się wprowadzili na dole.
Nawet fotografować mi się nie chce! Dziwnie w przejawionym świecie.
Wracam do domu, wstawiam hibiskusy do jadalni, bo nocami dziesięć stopni;
jeśli się teraz nie przeziębią, będą kwitły całą zimę; pracuję do północy;
nic piękniejszego nie może się chyba zdarzyć; fajnie mi idzie, ale praca
zakrojona na tygodnie, miesiące, horyzontu nie widać.
Vero zapewnia o miłości - w locie! dziś po zajęciach szkolnych śpiewała
w chórze, tańczyła salsę, tyle telefonów! a jeszcze nieznośna klasówka
z mate jutro! nie ma czasu na nic, i nie umyje polakierowanych szkarłatem
pazurów, i nie ma czasu na żadne dyskusje wychowawcze, jedenasta na zegarze,
jeszcze trzeba odrobić lekcje!!!
Drugi tydzień na max dozie leków, stosowanych ofensywnie, żeby mnie leczyć.
Poprawiają stan serca, są też ostre bóle głowy kwadrans na widok słońca
godzinę, mdłości, na które potrzebny łyk lub kęs. Czuję się chyba świetnie,
tańczę dla treningu zabawy do głośnej muzyki. Techno nośne i lotne do
pierwszego potu.
Odwiedziłem ZeitZone zaprzyjaźnioną galerię, po 10letniej przerwie grudzień
wystawa w Kreuzbergu, mierzyłem okiem ściany wieszałem w domyśle obrazy,
zrobiłem layout zaproszenia.
Nie odpisuję na maile, stronica porzucona, jednostronny w akcji. Mam w
komputerze materiał fotograficzny całego malarstwa, robię od nowa stronice.
Zobaczysz, będzie inna jakość. Świetnie mi się do tego pisze, w tekstach
pojawia się fajne podejście; praktyka formułowania się na stronie dzisiaj
owocuje prostotą.
Takie pyszne późne lato, pójdę do parku gdzie mnie nikt nie zna; w słonecznym
wietrze najlepsze warunki do wnikania w naturę elektronów, sekrety chlorofilu,
fotosyntezy; posłuchać co na temat wiedzą drzewa, i poczuć się równie
pewnie w esencji bycie na ziemi powszedniej.
Szkoda, że nie chodzisz ze mną na jawie a tylko w przeczuciu, ale przecież
Ci dobrze B., taki Ci najdłuższy list napisałem!
z całuskiem
w |
| 22.09.2003
Nie pisuję tutaj ostatnio, pracuję intensywnie, wychodzę niemal tylko
do lekarza, tak mnie wcięło pracochłonnie. Dlatego cytuję mail do B. z
16.09.2003, jedyny w tygodniach, co i dla
Ciebie sprawę prezentuje: |
| 23.09.2003
Oj dana dana! niedola po kolana!
Pyta mnie lekarz, jak się czuje serce. - Jak otwarta rana - odpowiadam.
- Jak otwarta rana - powtarza z zamyśleniem. Komplet nowych badań zakończony
dzisiaj, rozmowa na temat w przyszły poniedziałek. Nie zaleca Padmy; lekarstwa,
które zjadam, mają zadbać o wszystko. - Po terapii będziesz mógł eksperymentować
- stwierdza.
Humor mam wisielczy, świetny. Praca niezmierna, świetna. Ponad siły w
ostatnich dniach? Ta święta niecierpliwość - zobaczyć architekturę projektu.
Stoi dziś pewnie.
Roboty nie przeskoczysz! teraz zelżało, i przez parę tygodni cierpliwie
będą stawiane ściana po ścianie w tym domu metafor. |
| 26.09.2003
Słoneczny dzień chłodny, oślepiająco blade słońce głębokie cienie. Jakże
daleko na północy te kontrasty!!!
Praca bez pauz; gdy wychodzę na dwie godziny jak dzisiaj - wszystko poraża
oczywistością. Jest tak dosadnie w każdym kolorze, człowieku, ruchu na
ziemi, a zwłaszcza ponad, tam, wśród pierzastych chmur i smug samolotowych
wyziewów.
W jadalni córka i koleżanka Dilan gotowe do śniadania, kiedy wychodzę
z domu; Vero wyjeżdża wieczorem do Francji na dwa tygodnie, podekscytowana! |
| 28.09.2003
Niedziela najdłuższy dzień, pogodny jesienny słoneczny. Dlaczego najdłuższy?
wczoraj o zmierzchu chciałem odpocząć po kąpieli, żeby wyschły włosy przed
spacerem, a obudziłem się wpół do trzeciej. Cóż robić? włączać komputer
parzyć herbatę zabierać się do pracy. Otwierając okna na chłód wschodu
słońca. Wczoraj zapomniałem o lekach, więc o ósmej śniadanie, i piguły.
Praca do pierwszej, już taki długi dzień, kto rano wstaje, obiad dostaje.
Nieco oleju na patelnię, dwie marchewki w cienkich płatkach, ćwiartka
cebuli, na to ostatnia kasza gryczana nagotowana przez córkę, co buszuje
we Francji, nieco tofu z ziołami, hej! Gotów do wyjścia?
Grzeję się kwadrans w słońcu na ławce, potem godzinę przy espresso lekturze
gazet przelotnych rozmowach. Nostalgia to tęsknota do nie wiadomo czego.
Tęsknota do wszystkiego, jeśli się bliżej przyjrzeć przejrzeć. Nieutulona
nie do spełnienia.
Pień topoli ma ze trzy metry średnicy, korzenie układają się w trawie
i wzłuż kamiennych płyt, a jeden tworzy rodzaj ławki dla mnie. Siadam
w półlotosie, kołyszę się chwilę na strony, aby czuć balans ciała; prosto,
cały ten ciężar ciała lekki na dwóch kościach w pupie. Otwarte dłonie
wsparte o kolana. Oczy zamknięte, oddaję się słońcu, centruję w miejscu
zwanym trzecim okiem: gruczoł endokrynowy, dwa palce powyżej oczu, dwa
palce w głowę. Oddechem rozróżniam zapachy z dominantą topoli. Słyszę
rozmowy przechodniów grzmot helikoptera szum liści - słyszę tym samym
miejscem - gruczoł to trzecie oko/ucho przecie. Moja przytomność ma miejsce
tu, gdzie jest.
Po czasie zupełnie spokojny, w iskrze tętniącej, wdech mój powolny kieruję
w trzecie oko gdzie jestem, zatrzymuję chwilę w bezdechu. Wydech kieruję
w me sterane serce, i chwila wstrzymana w bezdechu. Zegar dzwoni na trzecią.
Czwartą. Jestem zdrów, nie ma bólu. Po powrocie do domu, myślę, dam sobie
parę godzin pracy; to milsze niż złocista jesień i zasrane zdrowie.
Gdy siedzę w medytacji nikt nie podchodzi nie mówi hello. Kiedy piszę,
nikt nie zbliża się; unoszę oczy, spotykam pomachanie dłonią, uśmiech,
słowo, życzliwość wszędzie obecna jak wiatr!
Dzisiaj mam oprócz kamery pisak i papier, piszę na kolanie. Osierocenia
chłodna mgła, po śmierci brata.
Życzysz mi szczęścia, miła! Fajnie. Rozważam, jakie może być. Jest pięknie,
na tym korzeniu topoli, w blasku. Krzyczą dzieci, szczekają psy, ludzie
siedzą na trawie ciesząc się niedzielą.
Trochę dalej, na granicy widzialnego, wybuchają bomby, palą się miasta
i wsie, ginie więcej nieszczęśników i dzieci niż kiedykolwiek na tej planecie.
Teraz. Giną gatunki; towarzyszyły narodzinom naszego rodzaju, nie będą
nam towarzyszyć w życiu. Giną tygrysy i korale, wieloryby i motyle. A
głód? straszliwy doraźny, bez chleba; potworny głód kultury, co pragnie
wciąż więcej!
Jakże tu być szczęśliwym? czy to nie nadużycie? wzruszam się łatwo, piękne
boli.
A jeszcze dalej - na granicy widzialnego?
Że wszystko mija, jest jeden jedyny raz, i na zawsze.
Tajemnica olśniewająca ciemnością. |
| 9.10.2003
Rzadko pisuję tutaj, skoncentrowany na pracy. A teraz nie mogę wysyłać
mails, mój system/administrator szwankuje. Nie mogę napisać do Beatki,
podziękować Andrzejowi za film-poemat, a Kubie za pomoce, odpowiedzieć
na piękny list Danucie, i Wojtkowi, co po dekadzie śle wieści z NYC...
Nagle jestem oddzielony. Jeszcze parę wieści? Vero wróciła z Francji;
fajna jest moja córka, dom pełen życia, chociaż ledwo ją widać, są już
przecież jesienne wakacje, koleżanki, disco. Ale dom czysty odkurzony,
zakupy zrobione, pranie wisi do suszenia. Wychodząc z domu przyrzekła
mnie nudzić jutro słówkami łaciny. Pozdrawiam i wracam do zajęć obowiązkowych.
Dobrze, że są pasjonujące, kiedyś będą też skończone.
Dokończyć nieskończone - to program na jesień. |
| 14.10.2003
Moje krzesło stół monitor płomyk świecy muzyka - czy to jest na latarni
morskiej?
Wstałem bardzo wcześnie po południu, by zdążyć na 16-tą do lekarza; herbata
piguły kromka kręcenie paru jointów na drogę zajęły kwadrans, na rogu
Mariannenstrasse wcześnie. Schodkami w górę, do tarasu w krzewach i ławki
w pełnym słońcu. Tak jasne w przezroczystości wyżu! Kącikiem lewego i
prawego oka spoglądam w nie parokrotnie, adaptując się do jaskrawości
po trzech czy czterech dobach przed monitorem. Spoczywam kwadrans, delektując
zmęczenie.
Przychodzę punktualnie jak kto głupi, witam się, w poczekalni jedno wolne
krzesło, po chwili wahania siadam, kto wie kiedy głośnik oznajmi me imię.
Spoglądam od lewej i stwierdzam, że jestem najmłodszy. Spoglądam od prawej
widząc, że jestem najzdrowszy. Co ja tu robię?! Ten skręt wypalony na
ławce uzdrowił mnie bez reszty!
Nie jest to miejsce kontemplacji a powietrze sztuczne. Pachnie czystą
bielizną i kosmetykami staruszków przez 40 minut. - Dobrze, że kocham
Boscha i Breugla - myślę w twoją stronę patrząc w bliźnich - nie muszę
się bać! Barbarzyńca w przedsionku raju kalek.
Mam też co myśleć!
Myślę o tobie w niepewnym świetle objawień. O pracy którą robię. Penetruję
przyszłe tygodnie miesiące meblując je czynami śmiałymi pragnieniami delikatności
namiętnością farb.
Melduję lekarzowi zdecydowaną poprawę, pracuję za dwóch z radością trzech,
znikł bolesny obrzęk lewej piersi, świetnie się czuję. Mówi w tym samym
tonie, że wczorajsza jakość krwi dobra, ekg wzorowe, cholesteryna czy
choleryna zanika. Zobaczymy się na komplet badań za 6 tygodni, mam jeść
leki regularnie; odmawia recepty na Padmę, twierdzi, że mam pełny serwis.
Piję espresso lampkę wina w cafe. Cieszę się na długie życie bez chorób.
Tak mi dopomóż róg!
Vero nagotowała ryżu i umyła sałatę; robię sos, smażę tofu z cebulką,
piję szklankę wina; po jedzeniu sprzątam jadalnię i zmywam gary.
Włączam maszynę (bez możliwości słania mails - ale przyjmuję je nadal
z wdziękiem!), piszę te słowa, a oto zza okna z prawej kanonada ognie
sztuczne świetliste pozdrowienia iskrzące kwadrans. Cieszę się na nieśmiertelność. |
| Pojąłem, w którą stronę to wszystko mija! |
| 15.10.2003
Cygańska choroba: pyta stoi i jeść się chce! |
| 16.10.2003
Komputer zarywa się po ośmiu godzinach pracy; nowy start, odbiór poczty,
pięknego mailu Bebe, wzruszenie i z tej okazji oprzytomnienie, że nieludzko
zmęczony, filiżanka herbaty.
Jako chłopiec robiłem głęboką orkę o tej porze roku; dziwiłem się, że
pod wieczór koń ciągnie pług coraz prędzej. - To ze zmęczenia - mówił
ojciec - gotów chodzić szybciej i szybciej, dopóki nie padnie.
Vero wraca do domu i zapominam, co chciałem pisać. Wczoraj parokrotnie
próbowałem uruchomić program mailowy. Mozolnie, po czym administrator
stwierdzał, że adres będzie działał za trzy godziny. I nic, powtórka i
nużące próby, nic z tego. Zdany jestem na stronę, tu, jako jedyny kontakt,
czasowo. Zmienię providera, ale przecie nie w trakcie budowy site.
Demokracja to moja mała siostra, która ciągle pyta "dlaczego?".
Mewy lecą nad Sprewą. Lipa w oknie się złoci, czerwieni wino na murze,
ale patrzę w nie z okna, jesień musi się obejść beze mnie. |
17.10.2003
Stary dziad! a jaki chwat! |
Got up at 03.00 this morning to feed a hedgehog we found.
It has pneumonia and so it's inside at night in a cat box. It struggles
so much for breath and it's such an effort for it to feed. Went back to
bed and couldn't stop thinking of you and Vero. How are you? Did she get
my email on her birthday? Sorry I didn't send a card (no excuses). I always
think there's plenty of time and then it catches up and it's too late. I'll
send her something to buy what she really needs.
I've cut up my credit card and now I have to budget more carefully. No bad
thing as I've always over-spent.
Please let me know how you are. I do miss you.
Take care of each other.
Love, Heather. |
Dzień dobry. Nazywam się Karolina. Jestem studentką III
roku Fizyki z informatyką. Bardzo spodobała mi sie Pana strona na temat
Fraktali, a poza tym też mnie to bardzo interesuje. Mam pytanie czy mogę
wykorzystać niektóre z Pana zdjęć :np motyl itp., do mojego posteru jaki
zamierzam zrobić z moją siostrą bliżniaczką , która również studiuje za
mną . Bardzo proszę o odpowiedz.
Z wyrazami szacunku
Karolina |
Hallo,
Heute haben wir im lankwitzer Garten Fotos in 8 verschiedenen indischen
Gewändern gemacht für die Bewerbung als Komparsen.
Dann bin ich mit dem Auto wieder rein gebracht worden nach Kreuzberg und
da habe ich Liebe zu dem heimatlichen Ort gespürt und zu all der Zeit, die
ich hier verbrachte.
Freiheit für Wis!! keine Worte.
dunkelste Nacht hoch sollst Du leben mein stiller fremder freier Älterer.
God bless you for all and everything god bless you
A |
Dzień dobry Panu.
Na wstępie mojego listu chciałabym się przedstawić: nazywam się Olga i jestem
studentką piątego roku instytutu plastyki.Ważne jest to o tyle, że obecnie
piszę pracę magisterską na temat kolorów.
Przeszukując zasoby internetu w tym temacie znalazłam m.innymi Pana stronę
wraz z pracami.Muszę przyznać, że bardzo mi się podobają i w związku z tym
mam do pana prośbę: chciałabym wykorzystać Pana niektóre reprodukcje w swojej
pracy.
Prosiłabym jeszcze, jeśli to nie sprawi większego kłopotu o przysłanie mi
jakiegoś większego komentarza np: -czym są dla Pana kolory; -jak wpływają
na proces tworzenia, itp. To mój adres: xxxxxx Z góry bardzo dziękuje Olga
Olga, jeśli zajrzysz na tę stronę - moja wiadomość brzmi: oczywiście, użyj
co Ci potrzeba! Twoje pytanie ciekawe - myślę o sformułowaniu kolorów w
słowach, napiszę, gdy, |
Hallo Wis
Meine wunderschöne rote voll erblühte Mohnblume!
Hast Du es gewagt deinen Kolibrivogel anzurufen!
Ohne Anhänglichkeit noch in der Herbstluft stehend
good bye Api |
Czolem Wieslawie od Sadurskich:
Wlasnie spacerowalem po Berlinie dzieki Twoim slajdom. Rozpoznalem kawalek
siebie i postanowilem sie odezwac. Weronica to juz powazna kobieta. Gratuluje.
To smutne, ze zawalilo Ci sie serce, ale wspaniale, ze sie ponownie podnioslo
jak namiot po burzy. Czy u Ciebie ciagle sie chmurzy?
Ja przenioslem sie do innej sfery. Swoj czas dziele miedzy Nowym Yorkiem
a Osaka. Razem ze swa zona Michiho, ktora jest wzieta pianistka i kompozytorem
wychowujemy 7 letniego synka, ktory ma na imie Yoshi.
Obecnie pracuje nad filmem, ktorego scenariusz udalo mi sie przemycic do
rzeczywistosci. Rzecz jest o Jean Genet, a jest to zatytulowane "Genet-a
glory of a loser." Milos Forman jest zainteresowany rezyseria i moj
agent z nim negocjuje. Troche zminiona forme chcemy wspolnie z Paulem Simonem
pokazac jako muzykal na Broadwayu a jego muzyka. "The slang
expression is poetic because it always refers to an absent reality."
-powiedzial J.P. Sartre w rozmowie z Genetem na temat Geneta tworczosci..
IŐm waiting for heaven to slam me in the face. Saintliness means making
good use of pain. ItŐs a way of forcing the Devil to be God.Ó
Jean Genet o sobie.
Rzecz wyglada zachecajaco. Co u Ciebie? Czy masz jakis kontakt z Norbertem?
jak mu sie powodzi?
Pozdrawiam serdecznie z drugiej strony wielkiego stawu:
Voy Sobon
MYSTIC LIZARD ENTERTAINMENT, LLC
Wojtek po tylu latach i tak fajnie! wspominany w gawędach czasem na Kreuzbergu!
napiszę, gdy,
w. |
| NIgdy o Panu nie słyszałam, nigdy nie interesowałam
się sztuką, a jednak szukałam tych obrazów. Dokładnie te kolory i formy
widziałam w swojej wyobraźni. Trafiłam na Pana stronę całkiem przypadkowo
szukając instrukcji do medytacji tęczowego światła.
Zobaczyłam te obrazy i wiedziała od razu, że jest Pan dokładnie taką osobą
jaką Pan chce być, niczego nie musi Pan udawać i udawadniać. Teraz chcę
mieć te kolory ciągle przy sobie, uspokajać się nimi, bo dodają mi odwagi.
Jestem ciekawa jak to jest być sobą, umieć przelać na papier dokładnie
to o czym się myśli.
Pana twórczość jest dla mnie jak równoległe wcielenie, lustrzane odbicie
tego co czuję, czego do końca nie rozumiem, ale widzę jako kolory i kształty.
Te obrazy to moje emocje.
Vielen Dank
Danusia
Odbieram pocztę późną nocą, włączam komputer bo nie mogę zasnąć - a od
Danusi tyle pociechy! Ale mam dobrze!
Pewnie, nie udaję ani udawadniam! ale czy jestem kim chcę być? pytanie,
na które nie dałem sobie czasu, pasjonuje zajmuje mnie robota.
Więc moje tęcze działają uspokajająco! jeśli te obrazy to Twoje emocje
- znaczy kochasz!
A ja nie próbuję przelać na papier czy płótno myśli. Raczej pusty bezmyślny
zanikający, dając całą przestrzeń temu co podstawowe: energii tworzenia
radości życia. Ze mnie tylko obecność i ręka. To dlatego właśnie obrazy
są zarazem Twoje, pochodzą z tego co nam wspólne, a większe niż ja czy
Ty.
Trudzę się tygodnie/miesiące, wszystkie obrazy mają nowe fotografie, jeszcze
miesiąc a wisarts będzie kompletnie nowa,
wróć do niej / do mnie raz jeszcze. W grudniu pokażę parę tęczy w galerii
na Kreuzbergu.
dzisiaj serdecznie pozdrawiam. w. |
Wis! This is an incredible journey into light, word and
sound you have taken me on. I shall return. I want to ride again. Thank
you for being just as you are. If you are anywhere in the neighborhood sometime,
stop by my site: From the Library of SPDworks http://www.angelfire.com/poetry/spdworks/index.html
And please sign my guestbook, so I know you were by! Thanks again!
Sincerely SPDworks |
| 18.10.2003
Oh Bebe, nie mam z kim odpoczywać! Człowieczeństwo uwiera mnie w kostkę.
Problemy osobiste, zdradza mnie prawda, sekretna kochanka. Puszcza się
z byle przecinkiem!
Jestem fundamentalistą sztuki, co to dla towarzystwa cygana gotów powiesić
na postronku obroku. Piszę dla nowej wisarts teksty proste prawdy zdarzenia.
Do czasu, gdy pojmuję, że szczerość niemożliwa! Może zrobić krzywdę, kto
wie, zniszczyć życie, i także mnie skrzywdzić! Panie święty! by po sądach
ciągali, a inni i zaciukali!
Pomilczę, oskarżam fakty. Nie idzie o zasady, anarchia ze swobody, ale
ten pech! Najciekawsze zdają się rozdziały, które przemilczam, tzn. piszę
do wydania pośmiertnego!
Gdyby prawda przecinka nie spotkała, to by się nie kropkowała! |
| 19.10.2003
Oto Recepta co rozpędzi jesienne bóle gardła kaszle anginy bronchity
- skuteczna jak cud!
Herbata z korzenia lotosu. U nas w Kreuzbergu w każdym sklepie bio,
gotowa z domieszką imbiru. W Polsce do znalezienia zapewne w sklepach
azjatyckich.
Czubata łyżeczka od herbaty proszku korzenia lotosu, szczypta proszku
imbiru (5%), szklanka zimnej wody. Zamieszaj, gotuj 3 minuty na małym
ogniu, mieszając. Dodaj szczyptę soli morskiej (używaj takiej w kuchni,
jeśli zdrowie miłe), albo - dla dziecka - łyżeczkę miodu. Pij przed snem,
po myciu zębów - małymi łyżeczkami, dmuchając - gorącą herbatę, powoli,
bo działa w trakcie. Albo po śniadaniu, czy po każdym posiłku. Nie popijaj,
nie pojadaj - osad w gardle niech zostanie dłużej.
To smaczne i działa piorunująco, na początku anginy wystarcza jedna filiżanka,
stary bronchit zdrowieje po paru tygodniach.
Moja córka w czwartym roku życia dostała trzeci raz antybiotyk przeciw
anginie! Wtedy się zbuntowałem, do lekarza już nie ciągałem, do dziś nie
ma angin! Ból gardła to sygnał - warzy się herbata z lotosu - śpiewa się
dalej. Budda! budda! |
| 23.10.2003
Zrobię w nowej wisarts stronę Recepty, albo: cuda medycyny naturalnej.
Oto Recepta co rozpędzi zapalenia korzonków nerwowych, zastrzałv,
bóle reumatyczne artretyczne - skuteczna jak cud!
Gorące kompresy z imbiru. Trzeba 12,5
(jeśli suchy) do 14 (jeśli świeży) dkg korzeni imbiru. Umyć, obrać, utrzeć
na tarce, włożyć do lnianej szmatki, zawiązać. Zagotować 4,5 litra wody.
Włożyć zawiniątko na 5 minut gdy woda przestaje się gotować, wykąpać,
lekko wyżąć.
Teraz 2-3 grube ręczniki. Wkładasz taki złożony do imbirowej wody, moczysz,
lekko wykręcasz, ostudzasz (nie wolno się oparzyć!), i kładziesz na plecach.
Dopóki nie ostygnie! a międzyczasie drugi do wody. I tak na zmianę. Pół
godziny - dopóki skóra nie nabierze koloru purpury. Wtedy się przykryć
i odpocząć. Polecam, to jeden z cudów natury.
Powtórzyć nazajutrz, jeśli trzeba. W stanie strasznym 2 razy dziennie.
Nigdy nie robić kompresu na głowę!
Woda w czasie kompresów ostyga. Nie wylewać, użyć do kąpieli, moczenia
stóp. Szmatki i ręczniki płukać w zimnej wodzie. |
| 24.10.2003
Punktualnie o siódmej rano dom zaczyna wibrować, to gigantyczne maszyny
pracują w ulicy. Po nocnym przymrozku dzień słoneczny.
Kto z domu wychodzi, spotyka przyjaciół. Astrid i Matthew, piękni oboje
artyści, mieszkać razem przestaliśmy przed 20 laty, ale kochać się - nigdy! |
| 24.10.2003
Taki mail dostałem od Jana:
Cześć Wiesławie.
To ja. Jeszcze żyję. Oczywiście systematycznie zaglądam na Twoje strony.
Nie odzywam się zbyt często. Napisałem do Ciebie chyba ze dwa listy których
nie wysłałem. Nie było w nich nic szczególnego.To jakieś nienormalne jest,
że nie potrafię napisać o rzeczach ważnych , a wręcz dramatycznych, które
się dookoła dzieją - zarówno w moim życiu prywatnym, jak i w życiu publicznym
- w Polsce. No cóż, tak jest. Może i dobrze, że tak jest, biorąc pod uwagę
Twój status rekonwalescenta. Ostatecznie przecież, każde serce ma swoje
problemy.
Ciesz się jednak Wiesławie, że nie mieszkasz obecnie w Polsce. To dzisiaj
robaczywy kraj i robaczywi ludzie. Wybacz mi Boże, jeśli grzeszę przeciwko
tym których taka konstatacja zaboli. Jest ich zapewne wielu. Wielu jest
jednak również tych, którzy podzielają moją opinię. Polski etos legł w
gównie. Kto dzisiaj może być dumny z tego, że jest Polakiem ?
Założyłem nowy adres. Przez długi okres czasu nie prowadziłem żadnej korespondencji.
Teraz pewnie odezwę się częściej, ale nie obiecuję. Bardzo serdecznie
Cię pozdrawiam. Trzymaj się.
J.R. |
| Janie, dzięki za pamięć! Właściwie żyję w Polsce albo
ona we mnie, blisko i daleko, co nie znaczy, bym interesował się inaczej
niż uczuciowo. Polska to rodzina przyjaciele język! Nacjonalizmy toleruję
we folklorze, którym się zresztą nie interesuję.
Janie, nie trzeba dać się uwieść (na manowce smutku) ! Takie to czasy
że, cię cytuję: Kto dzisiaj może być dumny z tego, że jest Polakiem ?
No nie? Człowieczeństwo także robi się wstydliwe. Człowiek to brzmi dumnie,
to Maksym Gorki tak bredził? Nie trzeba dać się uwieść hasłom negatywnym
/ pozytywnym.
Sięgnij w historię myślą lotną - to zawsze było parszywe, przerażające,
nieludzkie. A zarazem ludzkie, olśniewające, natchnione!
Ja żyję jak w życiu po życiu - nie mam osobistego stosunku - do polityki
wojny gospodarki przyszłości klimatu świadomości; w ogóle nie patrzę w
czasie; może zanikam, bo nie mam żadnych uczuć dla miliona spraw zagrożeń
nadziei schorzeń przyszłości sytości klimatu głodu smrodu.
Bo kto niby jestem, żebym miał - zdania na tematy - uczucia dla przeżucia
- stanowiska wobec poglądów - zmyślenia do myślenia? Co dzieje się nieskończone
w każdą stronę jest tajemnicze w każdym przejawie, nowe bez przerw i dalszych
ciągów. Groza i piękno! Moje emocjonalne rozsądkowe intelektualne jestestwo
jest warte tyle co nic, gdy patrzę na liście lipy, samolot znikąd do nikąd,
stół! Groza i piękno! |
| 25.10.2003
Taki mail dostałem od Jana:
Cześć Wiesławie. U nas słonecznie i zimno. Poranne przymrozki ścieły ostatnie
pożółkłe liście.
Poranny przegląd prasy nie przyniósł nic nowego. Na polskim rynku ukazała
się nowa gazeta pod nazwą "FAKT". To taki nowy rodzaj komercyjnego
gówna albo coś w rodzaju środka za pomocą którego otępienie i głupotę
"leczy się" wprowadzając pacjentów w jeszcze większe otępienie
i głupotę. No cóż, wolność kapitału (zwłaszcza obcego) - mają Polacy takie
gazety na jakie zasługują.
Skończyłem czytać "Historię Arabów". Miałem nadzieję , że uda
mi się coś więcej zrozumieć z tego co się dzieje w Palestynie i w Izraelu.
Nic |