|
| 31 grudnia to rocznica
oświecenia Pana Buddy. |
|||
| 13.01.2004 Maluję światło, żyję w ciemności. |
|
| 9.02.2004 |
|
| 12.02.2004 |
|
| 13.02.2004 |
|
| 14.02.2004 |
|
| 15.02.2004 |
|
| 17.02.2004 |
|
| 18.02.2004 Smutno między dniami nocami, nie podtrzymuję wymiany z bliskimi. Mam robotę do zrobienia... A gdybym miał w tych czasach wymrzeć a nie daj boże nie zrobić - to bym ci tego nigdy nie darował. |
|
| 24.02.2004 |
|
| 21.03.2004 |
|
| 22.03.2004 |
|
| 24.03.2004 |
|
| 25.03.2004 |
|
| 28.03.2004 |
| 29.03.2004 |
|
| 30.03.2004 |
|
| 31.03.2004 |
|
| 1.04.2004 |
|
| 2.04.2004 |
|
| 3.04.2004 |
|
| 4.04.2004 |
|
| 5.04.2004 |
|
| 6.04.2004 |
|
| 8.04.2004 |
|
| 9.04.2004 |
|
| 11.04.2004 |
|
| Świat jest zorganizowanym
brakiem miłości. Aldous Huxley |
|
| 14.04.2004 |
| 15.04.2004 |
|
| 27.04.2004 |
| Mozaika
blasków i cieni, więdnących płatków wiśni i wzrastających liści, tego
co umiera, przemienia się, wzrasta. |
|
![]() |
|
|
| 12.05.2004 |
|||
| 15.05.2004 |
|||
| 17.05.2004 |
|||
| 18.05.2004 |
|||
| 23.05.2004 Dodałem nową stronę Matka Natura w dziale Fotografii. Czytam do snu przez tygodnie nieco Patanjali. Tak pięknie pisze o przebudzeniu, że mi się świetnie przy tym zasypia. |
|||
| Sztuka jest czym ty jesteś. | |||
| 24.05.2004 Szybko mijają noce śmiertelne, dnie majowe chłodne i wietrzne w majestatycznej grze chmur i słońca. Vero lada dzień zaczyna wakacje, szaleje z koleżankami w Berlinie, a kiedy jest w domu, to wisi przy telefonie, chyba że dzwoni jej handy, albo idzie w internet, aby flirtować. Współczuję zabiegom młodości, jak zresztą bajanion starości - bo wczora z wieczora Michael i Krzyś, Rainer i Andrzej - do omawiania Iraku, przyszłości od której mdłości, i rewolucji albo co najmniej oblucji. Adzia-badzia, gupia władzia. Wszystkie te dnie optymalizuję website, w życzliwej kooperacji z Google, który codziennie indeksuje me strony. |
|||
| 25.05.2004 Wydarzenia są na miarę bajek, w których spełniają swe role. Pamięć, uwarunkowana bezczynność, bliska dalekość. |
|||
| 27.05.2004 Dlaczego człowiek błądzi? bo nie odróżnia, albo ze sobą miesza - Słowo, Przedmiot i Wyobrażenie. A skąd to wiem? Nic mi się nie śni, ale czasami do rzeczy. |
|||
| 28.05.2004 Przyszła grafina z wizytą do umierającego. - Okropnie mnie boli głowa, chyba dostanę migreny ! |
|||
| 29.05.2004 Sobota słoneczna budzi mnie do herbaty w słońcu. Dwie kromki chleba na podkład pod lekarstwa, gotów w słońce. Na dole sąsiadka Christiane z trzema małymi dziewczynkami i wróbelkiem w dłoni. - Wypadł z gniazda, zdycha, możesz go dobić, aby się nie męczył? Biorę maleństwo do dłoni, żółtodziób dyszy jeszcze, wyraźnie dogorywa. - Może dajmy mu czas na umieranie - mówię - zanieśmy do ogrodu. Idziemy, kładę wróbelka w cieniu drzewa na kamieniu, odchodzimy. Christiane wzruszona do łez, dziewczynki powtarzają między sobą, że on ma teraz czas na umieranie, tajemnica życia im się objawia właśnie raz pierwszy. Idę w Kreuzberg, znajduję kamień dla siebie. W słońcu. Nie jestem dla umierania. Siedzę jak kamień. Czy on słyszy te krzyki dzieci, gruchanie gołębi, szczekanie psów? A może - w swoim kamiennym czasie - jedynie głosy i melodie gatunków, śpiewy przemijań, westchnienia epok? Piję zieloną herbatę w Zaświatach, czytam gazetę jak kamień, taki skory do wzruszeń. Przychodzi Hans. Śmierdzi piwem. Zamawia piwo. Pod stolikiem stawia torbę pustych butelek od piwa. Jak się napije piwa, pójdzie sprzedać butelki, żeby mieć na piwo. - Czemu ty pijesz tyle piwa? - pytam. - To przez ten klimat - mówi, - czy ty nie wiesz, co się z klimatem dzieje, co oni z matką ziemią zrobili? - Ale dwa miliony lat temu - mówię, - też klimat się zmieniał, kiedy byłeś żabą, a piłeś wodę, nigdy piwo! - Bo jeszcze nie wiedziałem, co dobre - odpowiada Hans z rozmarzeniem, i pociąga łyk piwa. - Zamówić jedno dla ciebie - pyta, nagle szczodrobliwy. - Tocziczi - odpowiadam mu po tybetańsku, bo jakbym coś miał po polsku albo niemiecku, to jego żaba by się Ŕ_d§ŕÚk´s Tń|ŮÝ 2š?é ! Tak nasiedziałem się w słońcu, że idę na spacer w słońce. Ahmed pochylony nad wąsem zasuwa wokół Mariannenplatz, trzydzieści okrążeń, dłonie skrzyżowane na plecach, kciuk przesuwający ziarna islamskiego różańca, zupełnie jak ostatniej wiosny, tyle że się biedaczek postarzał o rok. Upewniam go, że serce mi nadal bije, i pytam, ponieważ także w rozmowie przesuwa ziarenka: - Czy ty naprawdę wierzysz, że z każdym ziarenkiem różańca jesteś bliżej Allaha? - Może nie bliżej Allaha, bo ja grzesznik jak ty, ale z każdym ziarenkiem bliżej śmierci, a więc także Allaha, cha cha cha ! - śmieje się uradowany z dowcipu. Bo ma raka. A po powrocie do domu wpada Andrzej na herbatę i opowiada o Polsce - Wiesz, co się dzieje? Nie ma komu rządzić, uchwalać ustaw, oni wszyscy kłócą się o to, kto więcej nakradł! - Dobrze, że telewizor się zepsuł ! - odpowiadam. Vero pracuje dzisiaj jako kelnerka, następna przygoda, pierwsze loty ptaszka, co nie wypadł z gniazdka. Zadomowiłem się dzisiaj w świecie znacznie. Gdybym napisał do Olgi, dzień byłby spełniony. |
|||
| 31.05.2004 Ściana podziurawiona kulami. Mosiężne płytki w chodniku ulic Kreuzberga - przeczytaj w powiększeniu, co głoszą - spotykam często. Obecność wojny trwa. |
|||
![]() |
![]() |
![]() |
|
| Ściana rozstrzelana | Płyty pamięci | Natura spotyka kulturę | |
| 8.06.2004 To chyba z okazji 60-lecia Normandii tak się rozmarzyłem, że poniżej seria zdjęć i temat wojny. A wspominałem też nieco. Przed zmierzchem dziadek mówił: - Poleć Wiesiu na górkę, zobacz, czy na szosie spokojnie. I miarkuj sobie, czy Poprzeczką ktoś idzie... - biegłem zaciekawiony, wracałem z wieścią, że nikogo nie widać, a dziadek rozwijał spiralne anteny od rogu do rogu pokoju, zasiadał przy czymś zupełnie niepodobnym do twojego radia, zakładał słuchawki na uszy, i dłubał drucikiem, aby trafić na kryształek, i dowiedzieć się rzeczy wielkich. Słuchałem również, przejęty raczej wtajemniczeniem niż trzaskami dobiegającymi ze słuchawek. Lądowanie w Normandii. |
|||
|
|
|||
![]() |
10.06.2004 Spokój i cisza po obu stronach okna. Księżyc wschodzi za oknem i domem w podwórzu. |
||
| 20.06.2004 W internecie rządzi dyskryminacja ! Jest jakieś kurewskie dobro ogólne, co czuwa, aby nie narażać ciebie - mój polski albo niemiecki gościu - na to, co robię. Nie rejestrują mnie polskie wyszukiwarki i słusznie, nie mam przecie domeny .pl, ale usunięto wisarts z niemieckich katalogów ! Jedynie Google podtrzymuje mą obecność w świecie - w rozsądnych granicach 5 do 6 tysięcy przywołań dziennie - wersji angielskiej. Nie ma szansy, aby dowiedzieć się, dlaczego ta cenzura - w demokracji przecież nie ma cenzorów. Domyślam się, że głoszę niebezpieczne idee. Może stercząca sutka na foto ukłuła czyjeś oko ? Listek zielony trawy wzięty za sztandar terroru ? Nieubłagane przebiegi bzdury, którą nazywasz kulturą ! |
|||
![]() |
Oto i moja
fotografia tej wiosny, gdzie całkiem już wyraźnie widać, że jestem
niestary, oraz Veronique
z Andrzejem -> |
||
![]() |
|||
| 22.06.2004 Zachować pokój umysłu ! Dyskryminacja jest słuszna - właśnie zaczynam ją rozumieć - przecie publikuję nieprzyzwoite (dla burżujów) fotografie głoszące np. pokojowe współżycie roślin. Zobacz po prawej. Jestem ogrodnikiem, maciejka i konopie mają ze mną lepiej niż ludzie. Nie oczekują niczego, dostają wszystko, z miłością włącznie. A ludzie? Tu się dostaje kopa. Mój ojciec komentuje z nieba: - Taki stary, a taki głupi! - i wskazuje mnie palcem. Nie poprawię się, zadomowiony w głupocie anarchii, śmiejący się z pomysłów na życie. |
|||
| Nowe portrety
żebraków w Galerii 50 Centów. |
|||
| 01.07.2004 Chodzę po świecie Kreuzberga, cierpliwie uczę się lenistwa. Vero jest nad morzem, pogody różnorakie, a wszystkie ku serc pokrzepieniu, lato w mieście świeże i wyraźne. Cieszę się na przyszłość - życie znowu nabiera ciągłości w czasie. Nie mam siły na bliźnich. Tak piękne wiatry, człowiek ledwo za nimi nadąża ! |
|||
| 05.07.2004 |
|||
| 09.07.2004 Tracę w tym roku kontakt, nie odpowiadam na listy, oddaliłem się też od strony, gdzie piszę. Nie ma jak się tłumaczyć. Ale mogę sprawę traktować reportażowo - przedstawiam ci oto - jeden dzień mojego życia. Dzisiaj - jako w tytule strony - wstaję o ósmej, przygotowuję kąpiel, biorę ze sobą do wanny filiżankę zielonej herbaty. Pucuję się i golę myśląc o dzisiejszej wizycie u lekarza, pierwszej w tym roku. Po zawale serca od ubiegłego lata lecę na czterech lekach, co jest trudne nudne. Mam pomysły na zmianę życia... Włączam mego macintosha, odbieram pocztę, czyli usuwam setkę spamów wirusów i koni trojańskich, jest jeden list dla mnie, pełen wnikliwych komplementów. Wzruszam ramionami - to nieporozumienie, utożsamiać mnie z moją sztuką, to są dwie różne sprawy - tam światła wieczności, tu kupka śmieci i ości... Moje połączenie z Internetem trwa trzy minuty, a Firewall w tym czasie 40 razy odmawia dostępu do mego komputera, ataki nadchodzą z paru serwerów, obmacują wszystkie porty, niekiedy co sekundę. Pytam Google o wisarts, przeglądam listę 800 websites, które zrobiły linki do mej strony w świecie, są także nieczytelne, bo komputer nie pokazuje japońskich i arabskich znaków, i już wiele w kraju, co cieszy bardziej Dwie kromki chleba z musem sezamowym i szczypiorkiem, pastylki, herbata. Przychodzi Andrzej. Rainer przynosi pocztę. List od właściciela domu utrzymany jest w trybie kategorycznym - zapowiada bezterminowe wymówienie mieszkania, jeśli zaległy czynsz nie zostanie wpłacony na konto - termin płatności: dzień wczorajszy. Komuś się śpieszy, ale nie dziw się - list został poprzedzony dziesięcioma ostrzeżeniami na przestrzeni roku. Biorę trzysta Euro od Rainera. W portmonetce jeszcze piątka, którą oddaję Andrzejowi, zapomniany dług. Idziemy w miasto. - Może do rybaka na obiad? - trzeba ci wiedzieć, że chodzimy niekiedy do Markthalle na obiad bardzo smaczny bardzo tani. - Ach, najpierw na pocztę, sprawdzę konto, wyślę przekaz... Na koncie jest minus 660. Wpłacam 300 z nadzieją, że czynsz zostanie przesłany - przy długu wzrastającym do 1060. Na dwoje babka wróżyła, zadłużyć się mogę jedynie do 1000. Czy przekaz zrealizują będę wiedział jutro. Po wyjściu z poczty nie ma na rybkę. Idziemy na herbatę, czytamy gazety i wieści ze świata, który radzi sobie świetnie także bez naszego zainteresowania. Mówię Andrzejowi, że trenerem drużyny niemieckich piłkarzy winien zostać Bill Clinton. Mam jeszcze 50 centów dla żebraczki (ostatnie foto na stronicy), jej radość zaświadcza o głodzie. Nie ma potem, jest tylko teraz. Maleńka czarna biedronka w żółte kropki przysiada na ręce. To pierwszy słoneczny dzień lata, zdejmuję koszulę, niech skóra cieszy się słońcem, biedronka wzlatuje, po chwili znowu ląduje na dłoni i pracowicie łaskocze wędrując aż do ramienia. Na palcu siada czarna mucha w jaskrawo zielonych skrzydełkach, drepce parę kroczków, stwierdza, że to nie jest jadalne gówno, odlatuje. U lekarza jestem dowcipny. - Panie doktorze, w tym roku przychodzę bowiem tak dobrze się czuję, że... - i tłumaczę jak człowiekowi, chcę przestać jadać lekarstwa, skorzystać z przyjazności lata i zrobić miesiąc głodówki o wodzie, oczyścić i odnowić organizm. Staruszek (zapewne rówieśnik!) prosi o zdjęcie koszuli, obsłuchuje mnie z przodu i tyłu, każe głębiej oddychać, jeszcze głębiej, to trwa chwilę na tyle długą, że już boli serce. Mówi przy tym, że głodówka może odnowić wątrobę i przewód pokarmowy, oczyścić z tłuszczu, ale nie dotknie złogów w arteriach i żyłach, a nawet osłabi serce. Ważę 56 kilo, nie ma tłuszczu do przepalania. Zezwala na trzy dni bez pokarmu plus trzy dni powrotu do jedzenia, czyli sześć dni bez leków. - Raz na tydzień? - pytam, żeby pożartować. - Raz na miesiąc - odpowiada poważnie. Przechodzimy do gabinetu, kładę się na stole, ssawki czujników na nogach, dłoniach i klatce piersiowej, robimy kardiogram. Wychodzi z drukarki gdy się ubieram. Oglądamy razem. - Te wzgórki na diagramie - mówi pan doktor, wskazując paznokciem - to typowe oznaki zawału serca. Ale ty przychodzisz, bo się dobrze czujesz... Wyznacza mi terminy badania krwi, ultraschall (nie wiem jak to po polsku) i siłowego kardiogramu, na który mam przyjść odstawiając na dobę lek koronarny i betabloker. - Które zniekształcają obraz... Po drodze do domu nagle znużony kładę się w trawie Mariannenplatz, robię fotografie rodzinie szczurów pod ławką i dzieciom na ławce, po czym zasypiam kwadrans zwinięty jak embrion. W powietrzu jest upajający zapach kwitnących lip. W domu jest Rainer, właśnie idzie po zakupy, proszę go o kupienie połówki chleba dla mnie. Co załatwia dzień, bo na bieżąco gotowa kasza. Zjadam wielką porcję z cebulą plus kiszone ogórki, podlewam rośliny (a trzeba ci wiedzieć, że jest ich wiele, jakieś 50 litrów wody dziennie), cieszę się różnorodnością i kolorami kwiatów, wielością pszczół trzmieli owadów, to dla nich wielka łąka, te nasze trzy okna z południowej strony i balkon. Przy herbacie słucham wiedeńskiego koncertu Keith Jarret'a, myślę o spisaniu dnia na stronicy dla ciebie, ale wątpię, czy będzie tyle energii... Oglądam w TV reportaż o locie Cassini wśród pierścieni Saturna i cieszę się, o, trzeba dzwonić do Bogdana, on przecie wstrząśnięty jak ja, dla nas to sprawy najpierwszej ważności ! (chociaż nie unikamy przemówień posła Głąba w sejmie?). Nieoczekiwanie chcę odwiedzić Reinharda, wczoraj widziałem go tańczącego boso w niebieskiej koszuli i oranżowych spodniach, zdążę przed ósmą, żeby nie musiał schodzić z 4-tego piętra do drzwi wejściowych. Mieszkamy w Kreuzbergu obaj po ćwierć wieku, nasze koleżeństwo polega na dzieleniu skrajnego optymizmu dla świata, życia, a nawet śmierci. Mówi o odwiedzinach u Grażyny, naszej czarnej madonny; żyje w pokoju ducha z żebrania na ulicy, może właśnie znalazła miejsce w życiu. Mam jej piękne fotos sprzed dziesięcioleci, gdy była cudna dziewczyna i pasjonująca malarka. - Umarła dla świata - stwierdzam, a potem wspominamy zmarłych. Szacio ten cudny słoneczny spokój rozbity w wypadku o drzewo, Dariusz co wrócił do Polski aby się powiesić, podobnie jak Marzena, dla niej miałem nadzieję, że rodzina może ją ratować... A Rafał, tak ciemno w oczach w czasie ostatniej u mnie wizyty, i już daleko od basu, na którym grywał i od dwojga dzieci w Bawarii, które zostawił, znaleziony trzy dni później w toalecie Mariannenplatz po złotym strzale w kanał. Pracowicie przypominamy sobie, tak! ten miał na imię Józek, szalony na skrzypcach geniusz do samego końca. I ostatecznie biedny Maniuś. - A niektórzy żyją gorzej niżby umarli, wyglądają, jakby nigdy się nie urodzili, nie potrafią się cieszyć - mówi Reinhard w zadumie ... - To chyba sprawa losu, łaski. - Mam te wszystkie umarlaki na fotografiach - mówię, - nie wiadomo po co i na co. Opowiadam o portretach, które robię żebrakom. Obiecuje mi 50 centów dla Grażyny, mam koniecznie zrobić jej portret. O, chciałbym ci o nich opowiedzieć... Wracam do domu okrężną drogą, trzeba mi dużo chodzić, póki co. Teraz burza grzmi za oknami, otwartymi na zapachy lata, siedzę przy stole i stukam na tastaturze, w celu nieznanym, albo bez celu. |
|||
| 12.07.2004 Córka wróciła znad morza po deszczowych wakacjach opalona i rześka. Zrobiła zakupy ze swych oszczędności i smaczny obiad. Uczę ją podlewania/dozowania roślin i kwiatów - na wypadek mego wyjazdu do Warszawy, albo dalej. Ma jeszcze parę tygodni wakacji w domu. - U nas tak pięknie ! cudnie jest wrócić do domu ! - stwierdza z błyszczącymi oczami. Nowe wyzwanie dla taty - wkrótce jej osiemnaste urodziny, to przecież pora na prawo jazdy ! |
|||
| 19.07.2004 Wiesz, jak to jest, kiedy wypada coś z głowy i do niej nie wraca? Np. rozsądek ?... Spotkałem w upale dnia parę zwierząt kulturalnych, ujadających na nieludzkość zdarzeń. W Marinnenplatz pokłóciły się dwa buldogi, w ciągu minuty popsuły sobie pyski broczące krwią. Wzięte na smycze bezpieczne, a tu jeszcze głośniej ich panowie wyją harczącymi harmoniami. To co się dzieje z cenami ropy! - myśl mi proszę hulajnogę na baterie słoneczne. |
|||
| 20.07.2004 Lato upalne od trzech dni wraz z dzisiejszym, okrutna duchota popołudniem, od godzin zbierają się chmury, idzie przekształcicielka burza. Chodzę oklejony elektrodami, u pasa komputer rejestrujący kardiogram. Mam zachowywać się normalnie. Od ósmej rano ! Pan doktor raczy żartować. Dzień mucha w smole, wcale się chce w upale. A burza grzmi dokoła. Vero i Marie cieszą się na wyjście. Nie pójdę w burzę z nimi, nie wolno moczyć kabelków, co mnie oplątały. Pięciu polskich chłopaków w Berlinie dostało wyroki od 3 do 13 lat. Zabili biedaka Erwina pijaczka - ze złości, bo nie miał nic, z czego można by go obrabować. Zwierzył się Pawłowi, że dostał laptop. Właściwie nie chcieli zabić, chcieli się napić, ukraść ten laptop, ale okazało się, że nic nie ma. Paweł, żeby bić Erwina skutecznie - musiał się wygramolić ze swego wózka inwalidzkiego. Znęcali się długo, a Mateusz 16-letni najmłodszy, z nudów, bo nic do człowieka nie miał - dziobał go nożem pół godziny. Po wyjściu polskich chłopaków stary konał jeszcze dwie godziny. Biedak mówię ci przecie, zahartowany w niedoli i bólu... wytrwały... Gdyby mieli na piwo - może, mój boże - w dobrym humorze - który z nich by dzwonił lekarza... Burza to zmywa ulewnym deszczem... |
|||
| 21.07.2004 O poranku obłuskano mnie z czujników i kabli - a po kąpieli nie ma w świecie wiatru gdzie by mnie nie było. |
| 22.07.2004 MIĘDZY NAMI NIELUDKAMI Tak mi się zrymowało wczoraj znotowało, a dzisiaj się zdaje że rubryka powstaje. Notka o polskich chłopakach z przedwczoraj już w niej jest. A dzisiaj? Komunikat armii amerykańskiej, która zakończyła śledztwa i stwierdza, że tortury nie były stosowane systematyczne. |
| 18.08.2004 Rzadko tu ostatnio pisuję, raczej wędruję po Kreuzbergu, fotografuję co w oko (kamery) padnie. Może przyda się także twemu oku ? Lato w mieście zielone jest i upalne, |
||||||
| oślepia słońce w koronie drzewa |
![]() |
i cieszy niebo
nad Berlinen. |
||||
![]() |
W Mariannenplatz letni piknik na okrągło, wodną fajkę pyka marokańczyk, | gołąb patrzy mi w oczy przed napiciem się wody, | ||||
![]() |
Odwiedzam artystów i galerie. Oto Kasia wśród obrazów, | Kurt
Woldmann wystawia obrazy przestrzeni w ZeitZone, |
![]() |
|||
![]() |
||||||
|
![]() |
|
![]() |
![]() |
![]() |
|
| W
naszej jadalni i na balkonie kwitnie wiele, dla ciebie fotografuję
begonie i szałwie,
hibiscus oraz te
maleńkie śliczności
lila, ale idę też na Paradę Konopi pod wezwaniem "Get
wise - Legalize!", czyli "Zmądrzej - Zalegalizuj!"... |
||||||
| Kreuzberg to wielka wieś,
jak mieszka się ćwierć wieku - wszędzie są znajomi. |
||||||
| Siadam pod drzewkiem w cieniu, by odpocząć czasem - po chwili przychodzi Api. W kwadrans później córka wraca tędy ze szkoły - w porę by nas fotografować. Cieszy się na nowy rok szkolny, czy udaje dla mnie ? | ![]() |
|||||
![]() |
Sven i Mac robią muzykę w Poznaniu, tu przychodzą na wytchnienie w cieniu, pogawędkę ze mną i piwo. | Nie piję piwa, idę wkrótce
dalej, bez celu, pod torami kolejki jest wietrznie i chłodno. |
||||
| W sąsiedztwie na rogu Manteuffelstrasse szczerzy
się ruina - od 1 maja 1987, kiedy dom towarowy spłonął w proteście ludu.
Teraz stanie tu piękny meczet.
Allah jest wielki! Może dlatego sięgam myślą ku początkom, zachwyca mnie sztuka abecadła ! |
![]() |
|||||
| A po wędrówkach w cafe Zaświat anioł
podaje espresso. Taka ulga ! piękno jest na świecie ! |
||||||
| Fotografuję do mej Galerii 50 centów żebraków. Erez fotogenicznie nie chce fotografii. | ![]() |
|||||
| Natomiast Atos
poprawia w kawałku rozbitego lustra szminki i robi dla kamery performance,
tu zamieszczam foto pod tytułem: "Pal papierosy, a będziesz wyglądał jak ja !" |
||||||
| Petra
przekonuje uśmiechem |
![]() |
a Michael
chce przekonać do siebie. Jak to nazwę ? TRUCIE W PAPUCIE. |
||||
| A w domu - kiedy do domu wracam - nie zamykają
się drzwi. To przyjaciele z bliska i daleka. Przychodzą, robią herbatę,
gaworzą. Codziennym gościem jest mała cykada - znajduję ją na stole, podłodze, dzisiaj nawet w pracowni - czy chce się osiedlić na zimę? Veronique córka moja się cieszy, ale ja wynoszę zwierzę na balkon i zamykam drzwi. Nazajutrz powraca. |
||||||
|
![]() |
|||||
| Witek
po 18 latach wpada i opowiada, że wzdycham: - Hej, gdybym był powieściopisarzem! Pijemy wino czerwone - i tak nam dopomóż Bóg! |
![]() |
|||||
| Nie wszystkich mogę fotografować. Anja mi wcale nie pozwala: - Zrobisz fotos, napiszesz bzdury, a ja stracę miłość! - mówi. I słusznie! Jest jak z bajki - aż się prosi o powieść. Przyjaciółka z prawdziwego zdarzenia uważa, że do pełnego zdrowia potrzebuję seksu. Anja to (jest takie słowo, czy właśnie go dla niej wymyślam?) mężczyźniak. Kocha dziewczyny. Żartuję sobie, zupełnie jak ja, ale z większym szczęściem. Twierdzi, jesteśmy do siebie podobni, lubi moją delikatność a pod nią, mówi, twardość głazu. Rozwiązła do utraty tchu, nawet jak ja dojrzałego może czegoś uczyć, ale nie pozwala się całować w usta. Potwornie zazdrosna o swoją piękną kochankę znaną mi z fotografii. Mam szansę jedynie na jakiejś wystawie (której nie mam w planach), wtedy mogłaby podejść do artysty bez wzbudzenia podejrzeń. Cudne są te sprzeczności, głupoty i mądrości, a wszystko w radości życia tak intensywnej, że po spotkaniu naszym wysypiam się trzy dni... | ||||||
| Przedstawiam
Anję malunkiem z ulicy. Pasuje, z tymi lokami i literkami, co składają się w słowa FEEL albo FLEE, czyli: CZUJ albo UCIEKAJ. |
||||||
| 30.08.2004 Deszcze gwałtowne chłodzą barwy lata. Fotografuję refleksy świata w wodach, tyle spacerów i fotografii - że rozumiesz, dlaczego nie przyjechałem do Polski. |
![]() |
|||||
![]() |
Veronique córka moja pozdrawia cię, wkrótce kończy lat 18, chwali się postępami w szkole, każdego dnia szczęśliwa z nowego powodu... Dzisiaj to srebrne kapi na głowie... | Wieża - refleks w wodzie na balustradzie - zaraz wyparuje w słońcu. | ||||
| "Granica przebiega
nie między narodami, lecz między górą a dołem" głosi napis na ślepej ścianie domu zajętego przez punków - |
![]() |
rzuć okiem na powiększenie tej fotografii - to kontrast architektury ? Czy właśnie dołu i góry? |
||||
| wrzesień 2004 | ||||||
- Co ? Już parę razy |
||||||
| nie spotkaliśmy się, żeby posiedzieć w słońcu na Mariannenplatz | albo przy kawie w
cafe Zaświat, |
|||||
![]() |
Farouqe kaligrafuje właśnie me imię, aby je dać błękitowi, | ![]() |
Dieter błaznuje przed wyjazdem na wspinaczkę w góry. | |||
| Kałuża nieba na ziemi | ||||||
| listopad Jesień nie jest fotogeniczna, od dawna nie ruszam kamery. Prawda? rzadko piszę na tej stronie. Brak słów - jako i sensów. Od zawału serca już ponad rok lecę na lekach. Mają umożliwiać dalsze życie, nikt przecież nie mówi o wyzdrowieniu. Żyję - ale cóż, zdaje się, że jestem wrażliwcem - porównam to do imadła, ten wpływ medykamentów na życie wewnętrzne. Staje się smutne, depresyjne; szczęki imadła na skroniach zaciskają się - cóż to za absurd dokręca śrubę? jaki sens mają dnie i noce, w których myślenie rozważa zalety samobójstwa? Nie ma też malowania. Przyjaciół toleruję, ale unikam spotkań i rozmów, są męczące, zbyt wiele słów. To ma być życie? A przecież robiłem jako słoneczko na niebie... Lekarstwa skończyły się przed miesiącem - jedno, a w parę dni później drugie - pozostałe dwa odstawiłem po dalszym tygodniu. Mój lekarz mieszkał po sąsiedzku, teraz porzucił praktykę własną na rzecz pracy w instytucie serca - na drugim końcu Berlina; obiecywałem sobie, że już jutro pojadę po recepty itd. Minął wszakże tydzień jeden i drugi, już nie mam zamiaru jechać. Stan serca i bólu nie zmienia się, natomiast czuję zmiany w duszy - ustępują świńskie mgiełki, robi się jaśniej w głowie i sercu, jakieś kreacyjne energie nawiedzają mnie czasem. Żegnajcie piguły. W życiu nie idzie tylko o przetrwanie! |
| |
||||||
| W wisarts
dziesiątki lat pracy. Interesuje Cię najciekawsze? To chyba Avadhoota
Gita, ma teraz własną stronę. Trzy czwarte księgi już po polsku, ale tekst
wciąż się zmienia. Uważaj ! - lektura może zmienić Twe życie ! To zapewne
najstarszy tekst, z jakim się spotykasz. |
||||||
| Pieśń wyzwolonego, Śri
Avadhoota Dattatreya, wielkiego Guru: Jesteś wolny ! Nie podlegasz przyczynom i skutkom. Nie jesteś ograniczony ciałem, słowem, czynem. Wolny od uwarunkowań - jesteś kosmiczną istotą. Czemu nie rozpoznajesz faktu wszystkich faktów ? Raduj się, wejdź w przygodę prawdziwego życia ! |
||||||
| |
| 24 listopada 04 Otwieram stronę, aby dopisać, że pojutrze, piątek, pełnia księżyca = czas świętowania w Indiach na cześć Śri Avadhoota Dattatreya. Od tysięcy lat... Nowiny? Córka zdrowa, sympatycznie zakochana albo zawiedziona, uczy się dobrze. - Tatuś, uśmiechnij się! - mówi, kiedy się akurat nie śmieję. Zdrowieję, odkąd przestałem truć się lekami. Pracuję: przygotowanie Ludzi do druku w Warszawie, obrazów świadomości do druku w Ameryce. Czy trzeba będzie pucować wielkie płótna i dawać na wystawę - okaże się na dniach. |
| 11 grudnia 04 Mijają dnie i noce, jak zwykły robić, odkąd umiesz się śmiać. Od czasu do czasu daję tu znaki życia ulotne, potrzebne jak wiatr. Jestem niebywale zajęty! Pan Marek dzwoni wieczorem, książka "LUDZIE w kreskach i słowach" idzie do druku w Oficynie Literackiej La Luna, Warszawa. Przygotowuję 50 płócien na wystawę w SatelliteOffice (przy CheckPointCharlie), montaż w następny weekend. Ta cudna wyczerpująca zabawa: 100 haków do wkręcenia w blejtramy, złożenie sygnatur - na odwrocie, bo z przodu jest obraz przecie, druty, werniksy gdzie konieczne, oklejenie taśmą krawędzi w celach higienicznych, bagatela, 300 metrów a w dodatku bieżących. Wernisaż 2-go lutego '05, ale wątpię czy możesz wejść ot tak, z ulicy. Mało tego - w drugim domu Satellite (szklane przecie to domy w Berlinie ostatnich lat, coś pamiętam marzył o tym Żeromski), przy Friedrichstrasse 200, wieszam w marcu następne pół setki płócien, w tym wszystkie największe (z wyjątkiem Stworzenia, które nie wyjdzie z domu, póki malarz nie wyjdzie nogami do przodu). Wystawy obliczone na rok. Druga będzie od 1 kwietnia, chciałem właśnie na PrimaAprilis, wernisaż wszakże zaproponuję na pierwszy dzień lata, jak zabawa to zabawa. Będzie w sali wejściowej (wielkości dworca kolejowego), ściany z granitu (symbol pieniędzy) kończą się gdzieś tam w górze dachem ze szkła. Zmieszczę tam wszystkie wielkie płótna. A biuro 5-go piętra i 7-me piętro umebluję kosmicznymi obrazami. Pierwsza wystawa to będą ostatnie lata, Pola Energii, mam fajny tytuł wystawy: "ONE WAVE TICKET", jeśli ci to coś mówi. A jak nie mówi, to ucz się angielskiego na gwałt, wyciągaj słomę z kaloszy! O tym chyba pisałem - unieważniłem psychicznie zawał serca, nie jadam żadnych lekarstw, piję czerwone wino i zieloną trawę, czuję się coraz lepiej. Nie wątpię, że aż do śmierci. Napiszę ci więcej, kiedy się wyśpię. |
||||||
| 16 grudnia 04 Śmiertelnie zakochany jestem w mych obrazach. Światło bezinteresowne, miłość bez trwogi, niepokój bez wytchnienia. Zadzwoniłem do mego Anioła Stróża. Był bardzo zajęty, nie miał dla mnie czasu, nie potrzebował mej wieczności. |
| 18 grudnia 04 Wystawa gotowa z pomocą przyjaciół do noszenia i córki w montażu, 39 płócien. Zawiozłem zbyt wiele; są pokojowe, ale intensywne, ostre w działaniu; to niebywały ładunek energii. Jam doń przyzwyczajony na codzień, ale na innych to działa mocno. Słodkie bóle mięśni, więcej zmęczenia niż zadowolenia. Na razie. W magazynie obrazów, który jest moją sypialnią, nie widać ubytku. Pocieszy mnie wiosenna duża wystawa? Chciałbym to wszystko pokazać ludziom, póki co, zanim cudny nudny wiatr przemijania rozwieje to w pustce. Vero i koleżanki siedzą w jadalni i omawiają sprawy Sylwestra, który się u nas odbędzie - to dla mnie groza, ale co ja mogę? 30 sztuk młodzieży, akcje, że hej! Przeprowadzka obrazów, aby mieć miejsce na tańce. Odwiedziła mnie Ewa, wczesnym popołudniem wytrąbiliśmy flaszkę Cabernet Sauvignon, to ona przecie przyprowadziła dziewczyny z Satellite Office do mnie, sprawiła lawinę wydarzeń. Dopiero o 19-tej dostałem śniadanie. Jedzenie nudne zajęcie, jako i spanie - po nic. Przeprogramować to wszystko, wykorzystać wiedzę genetyczną roślin, żywić się światłem! Vero upiekła wszakże smaczne tofu, kromka chleba do tego i jabłko na stole. Cieszę się, że wiosną duże obrazy będą wystawione. Może sprawią, że przyjdzie wielka wystawa? Przecież do pewnych prac trzeba setki metrów kwadratowych! Na razie cieszę się tym, co dane. Wyjąłem z szafy manuskrypt, parę kilo papieru leży za mną na podłodze. Przeczytać, zastanowić się, czy to drukowalne. Sprzed ćwierć wieku! Wtedy PRL uznała za niedrukowalne, Jarek wszakże nie szczędzi mi pochwał. Kto przepisze na komputer? A stos karteczek z ostatniego roku, których nie wpisałem do strony "dzisiaj" i szybują w niebycie? Kręcę się szybko, bąk na stole. Praca mnie ożywia, ta kreacyjna, gdzie można realizować promil możliwości. - Trzeba się śpieszyć - mówi Vincent Van Gogh w filmie Kurosawy "Sny". - Coraz więcej obrazów, coraz mniej czasu. Myślę leniwie, że pójdę do lekarza kiedyś, i powiem: - Panie doktorze, nie łykam leków od (powiedzmy) pięciu miesięcy. Może zrobimy badania i porównamy dane? Świeca mnie oświeca. Nawyk całego życia - płomyk świecy płonie, gdy przychodzą goście, albo kiedy pracuję. Jest przecież jedno święto prawdziwe, w nim nie odróżnia się między nocą a dniem. Życzliwy sąsiad mnie poinformował, że z tych płomyków mógłbym mieć podróż dookoła świata. Ja pytam - po co, skoro świat caluteńki tutaj. Komu zapalam Świeczkę, z której zostaje 0garek? |
||||||
| 19 grudnia 04 Wielki duch świata uczy się, jak istnieć - w twym zaślepieniu, miłosnym upojeniu, w pięknie okrutnym i w grozie agonii. Oj, nie ma nadziei - dla kołodziei. |
||||||
| 01. 01.05 |
||||||
| Sztuki Piękne -
Malarstwo, Grafika, Rysunek, Sztuki cyfrowe, Poezja, Fotografia -
Wiesław Sadurski, polski artysta z Berlina |