czy krzyknie,
a więc wypuści klucz -
i pozostanie na zawsze w tej bolesnej sytuacji?
czy będzie milczał,
będzie nadal zaciskał w zębach klucz
i pozostanie na zawsze w tej bolesnej sytuacji?
Tak więc sytuacja człowieka w poezji Sadurskiego zdaje się być bez wyjścia - jakbyśmy nie postępowali, zawsze czeka nas ten sam los: bezradność jest nam przypisana na zawsze, a wszelkie poczynania ludzkie są tylko pozorem działania twórczego, zmieniającego rzeczywistość.
Czy tak jest istotnie? czy rzeczywiście, jak pisał w recenzji z pierwszego tomiku Zbigniew Jerzyna 'wybór zdaje się w poezji Sadurskiego nie istnieć'?
Tom pierwszy 'Pod okiem zegara' dopuszcza odpowiedź twierdzącą na powyższe pytanie. Bohater Sadurskiego nie pozostaje jednak bierny, nie ogranicza się tylko do zadawania pytań. Postępująca penetracja rzeczywistości zmierza do odszukania odpowiedzi, która pozwoli wydobyć człowieka z owej 'płaszczyzny pozoru', w której rozgrywa się jego życie. W tym świecie rzuca się w oczy sztuczność, nieprawdziwość prezentowanych sytuacji. Każde zdarzenie odczytywane jest podwójnie: raz jako zdarzenie samo, drugi raz jako jego karykatura. Odkrywanie fałszu ukazywanych postaw odbywa się w tej poezji przede wszystkim przez ukazanie braku spontaniczności, przez ujawnianie przymusu, który jest ich źródłem podstawowym. Świadomość tego przymusu, konieczność przywdziewania, nawet wobec siebie samego, kilku różnych masek - szybka, zależna od sytuacji zmiana twarzy i osobowości ('Źródła upojenia') - wszystko to prowadzi do wyjałowienia, pozbawienia człowieka jakichkolwiek systemów wartości, które, dewaluowane w nieautentycznych wypowiedziach, przestają nagle funkcjonować:
niestety
kiedy wypowiada słowo cierpienie,
ktoś zwykle nie wytrzymuje
i parska śmiechem
W rezerwacie
W tej sytuacji w pełni zrozumiałe stają się słowa wiersza otwierającego debiutancki tom Sadurskiego:
z ognia powietrza wody głodu wojny
zaklinam cię własnym prawdziwym imieniem
odbij mnie, lustro, abym mógł roztrzaskać
resztę tej prawdziwości, która jeszcze cieszy
O, lustro
Resztki prawdziwości...
Rzecz charakterystyczna - bohater Sadurskiego to człowiek samotny, wyizolowany z życia społecznego, pozbawiony jakiegokolwiek oparcia. Poznając głębiej świat tych wierszy odnajdzie czytelnik wyjście z 'płaszczyzny pozoru' w przezwyciężeniu owej samotności, która okazuje się pojęciem abstrakcyjnym, pozbawionym oparcia w rzeczywistości. Ów zaznaczony przez Jerzynę brak wyboru jest wynikiem usytuowania się bohatera poza światem. Bierność, brak rzeczywistego zaangażowania w życie własne i życie ludzkiej społeczności prowadzi do rozbicia tej ostatniej w prosty zbiór samotnych, oderwanych od siebie jednostek. Tworzy się w ten sposób społeczeństwo izolowanych wzajemnie monad, których działania zewnętrzne okazują się złudą, będąc tylko imitacją działań rzeczywistych. A przecież:
tu, na powierzchni,
samotność jest hańbą,
bowiem przeczy regułom istnienia dla jutra
Arkadia
Człowiek samotny w praktyce nie istnieje. Jego życie jest bezsensowną wegetacją. Szaleniec tańczący na skraju apoteozy przepaści - to poza. Uświadomienie sobie tego stanowi punkt wyjściowy programu pozytywnego wpisanego w poezję Sadurskiego. Nie jest to bowiem beznadziejny protest przeciwko sytuacji, w jakiej się znalazł człowiek współczesny. Cywilizacja nie jest molochem, nad którym zapanować nie można. I ma rację Jerzy Górzański, gdy powiada, że w twórczości Sadurskiego wiersz jest pretekstem do stwarzania nowego świata. Zaczyna się ono od podkreślenia aktywności ludzkiej - próba przezwyciężenia bezwładu i strachu jest próbą rozerwania łańcuchów, którymi skute są ręce człowieka. Potęga zła przez autora traktowana jest instrumentalnie - służy uprzytomnieniu konieczności walki z zagrażającym światu niebezpieczeństwem. Ta aktywna postawa jest cechą wynoszącą wiersze Sadurskiego ponad większość produkcji młodej poezji polskiej lat ostatnich. Nie jest to łzawe utyskiwanie, na które narzeka, i słusznie, krytyka oceniająca dorobek poetycki młodego pokolenia. Nienaturalność, przybieranie coraz to innych póz - wszystko to musi zostać przezwyciężone i odrzucone:
nasze ulotne płaszczyzny pozoru,
dwuwymiarowe,
bez szans na przetrwanie
Twarze
Ten płaski, pozbawiony głębi krajobraz musi ulec zagładzie, albowiem jest zaprzeczeniem naturalnej dynamiki przemian. Klucz, który trzyma w kurczowo zaciśniętych zębach wyjmie z ust bohatera inny człowiek. Samotność prezentowana w Dylemacie okazuje się pozorem samotności, bowiem:
tyle jest pragnień którym możesz sprostać
tyle słońc świeci w delikatnej myśli
pomarańczowe jarzą się muzyki
tętni ekstaza ponad równinami
i krzyczą ludzie którym mogłeś pomóc
W domu zmęczenia
|